Jan Polkowski (ur. 1953) – poeta, prozaik
Jan Polkowski
Rzeka
Jestem młodszy o ponad pół wieku
łowię patykiem ryby w młynówce.
Jednak zanadto się przechylam i po chwili chybocąc się
płynę i bulgocę jak wrzucona do wody pusta butelka.
Tę krótką podróż przerywa mama która krzycząc z przerażenia
wyciąga mnie na brzeg.
Budzę się później w domu i ostrożnie dotykam siebie.
Istnieję – znajduję kawałek wierzbowego łyka
przylepiony mocno do skóry.
Kim jestem czy kim się staję gdy go odlepiam?
Tym który tonie i który śpi? Tym który umiera i budzi się?
Tym który widzi i tym który rozpacza?
Leżę nowonarodzony w nakrochmalonej pościeli i dotykam
zamkniętej w suchym kawałku kory przeszłości i przyszłości.
Po raz pierwszy odkrywam urywany puls wewnętrznej
ciemności i czuję słodki smak
wszechświata.
Źródło: Jan Polkowski, Cantus, a5, 2009
Tomasz Łubieński, (1938-2024) – prozaik, dramaturg, eseista.
Bóg jest Boga nie ma
Więc Bóg jest Boga nie ma proszę następne pytanie
czy więcej wolno jeśli nie istnieje
jeden problem mniej złudzeń czy pretensji mniej
nigdy nikt Go nie widział ani też nie słyszał
przeszło dwa tysiąclecia chrześcijańskiej wiary
jedno jest pewne rzadko się uśmiecha
tylko po co wypuszcza na nas tyle zła
ale czasem przynajmniej miejmy tę nadzieję
pokazuje niebieski gest Kozakiewicza
faryzeuszom świętoszkom tartuffom
takim co się próbują zbytnio poufalić
modlić się politycznie do cesarskie władzy
złotego cielca czy innych bałwanów
stworzył jednak dla ludzi Jana Sebastiana
Leonardo Wiliama i Jana-Baptystę
Amadeusza Michała Anioła
oraz Fiodora Adama i Lwa
Dantego Alighieri co wrócił z zaświatów
plus jeszcze setki równych wyżej wymienionym
wśród nich naszego półkrwi Fryderyka
dla mnie to są dowody że Pan Bóg istnieje
mecenas sztuki sam Wielki Artysta
uwierzmy że wymyśli coś na tamtym świecie
w najgorszym razie wieczny odpoczynek
Źródło: Tomasz Łubieński: Ulica Mazowiecka, PIW, 2024
Anna Piwkowska
Niebieski sweter
Co mi po tobie zostanie? te miasta
o szarym świcie i o białym zmierzchu.
Małe kawiarnie, grajek na ulicy,
bilet do metra, daleka melodia.
Wrzucałeś franki, szylingi i funty
do kapeluszy. Dawałeś monetę
starej kobiecie na znajomym dworcu,
ptaki karmiłeś skórkami od chleba.
Co mi po tobie zostanie? ta czułość
do starych ludzi. Błękitne koszule
zawsze spłowiałe. Ulubione płaszcze
zawsze z urwanymi guzikami i zawsze
dla moich ramion przydatne i czułe.
Co mi po tobie zostanie? ten bezruch
na fotografiach, ale jednocześnie
gesty i słowa szeptane pośpiesznie
dla różnych kobiet, we wszystkich językach.
Może zostanie po tobie ta słabość
do pięknych twarzy, do różnych kolorów
skóry, sylwetek odmiennych i wzorów
pisma i jeszcze do odmiennych smaków.
Niebieski sweter. Zapach mokrej wełny.
Astry na stole i cienie na trawie.
Co między nami niemożliwe prawie.
Kroki przebrzmiałe w podcieniach katedry.
Niebieski sweter też się w proch rozpadnie
i nie zostanie nawet ścieg na ściegu.
Popłyną oczka jak strumyki śniegu
kiedy je odwilż rozpuszcza dokładnie.
Nieborów, sierpień 1998
Źródło: Anna Piwkowska: Niebieski sweter. Wiersze dawne i nowe, Warszawa 2004
Aneta Kamińska – poetka i tłumaczka literatury ukraińskiej.
Wiersz z tomu poświęconego w całości wojnie w Ukrainie
Aneta Kamińska
pokój z widokiem na wojnę
0.
jeszcze przed wigilią
do mojego mieszkania
ktoś wdarł się siłą
i spenetrował
i wypatroszył
powyrzucał
porozrzucał
porozkradał
(komputer
i książki
zostawił)
1.
dźwięk helikoptera
nad moim osiedlem
równie świdrujący jak dźwięk telefonu
odkąd się zaczęło
nie milkną
u nas przed samą wojną
też tak latały
mówi luba
sprawdzam w internecie
tajemniczy samolot nad warszawą
ale to nie ten
może niedaleko jest
baza wojskowa
mówi luba
nie chcę mieszkać
koło bazy wojskowej
w czasie wojny
przecież ją pierwszą ostrzelają
bazy wojskowe w polsce
wpisuje do wyszukiwarki oksana
2.
co to za samolot
pytam podczas zajęć iwana
który jest dziennikarzem
i musi takie rzeczy wiedzieć
nie wie
ale sprawdza na flightradarze
to jest polski samolot
uspokaja
ma napis
polish air force
to helikopter wojskowy
po co ciągle tu lata
przedtem go nie było
ważne że nie rosyjski
no
gdyby był rosyjski
już dawno
zrzuciłby bombę
3.
masz strategicznie dobre mieszkanie
mówi luba
naprawdę
a ja ciągle myślę
że powinnam je zmienić
bo w razie wojny
wojsko wejdzie mi przez balkon
dobrze że nisko
bo w razie ataku rakietowego
łatwo cię będzie wyciągnąć
łatwiej niż z piwnicy
i dobrze
że masz rolety
nie trzeba będzie zaklejać okien
nie
jednak trzeba
bo odstają
tak
już widziałam w internecie
mam taśmę klejącą z przeprowadzki
i musisz sprawdzić
które ściany są nośne
to na planie widać
nie wiem tylko
czy na korytarzu mogłabym leżeć
chyba lepiej w łazience
bo regał mam nieprzymocowany do ściany
możesz jeszcze przymocować
mówi luba
książki i tak wypadną
jeśli nie rakieta
to zabiją mnie
moje własne książki
ale mogę nimi zastawić okna
to też widziałam
4.
i zapisz się na kurs
pomocy medycznej
każe luba
każdy musi nauczyć się
albo strzelać
albo ratować
wyjaśnia ołesia
ale ja nie mam teraz czasu
jeśli będą sygnały
że nadchodzi wojna
to wtedy się zapiszę
(nie będę przecież strzelać)
wtedy to już
będzie za późno
stanowczo patrzy na mnie
luba
5.
chyba was pogięło
mówi oksana
Warszawa, marzec – kwiecień 2022
Źródło: Aneta Kamińska: Pokój z widokiem na wojnę, Brzeg 2023
Dominik Żyburtowicz
O czym nie powiedział Bukowski
środek lata sezon ogórkowy a ty (jako że porzuciłeś
zespół iluzji i zaprzeczeń) jesteś alkoholikiem
z którego – jak mówią w Centrum Leczenia
ANON zdrowiejemy Charles – świeżego ogórka
nie zrobisz albowiem ogór raz zakiszony
już nigdy nie będzie świeży do końca życia
musisz uważać nie może być inaczej porzuć
złudne nadzieje najlepiej już teraz nie myśl
o tym wcale najważniejsze są kolejne dwadzieścia
cztery godziny a nie dwadzieścia cztery lata inaczej
oszalejesz wanny wódki oj to już nie dla ciebie
ty wypiłeś je w moment inni nie tankują tyle
przez całe ziemskie istnienie chcesz dalej?
proszę nie ma sprawy w sztuce tracenia nietrudno
dojść do wprawy przepij mieszkanie wyklnij żonę
niech dzieci pewnego dnia nie wrócą ze szkoły
i niech tak zostanie co tam drobiazg środek
lata sezon ogórkowy a ty (jako że porzuciłeś
zespół iluzji i zaprzeczeń) jesteś alkoholikiem
z którego – jak mówią w Centrum Leczenia
ANON zdrowiejemy Charles – świeżego ogórka
nie zrobisz albowiem ogór raz zakiszony nigdy
nie będzie świeży i nagle on kolega od kielicha
z rechotem wchodzi na arenę a potem umiera
jesienią kto woła z oddali grzmot psów ujadanie?
płakała w nocy ale nie jej płacz cię zbudził był to
po prostu twój głód alkoholowy inaczej mówiąc
ZŁOŚĆ LĘK WSTYD POCZUCIE WINY i te
natrętne powracające myśli myśli myśli
aniele whisky stróżu mój jakże ciężka nałogowca
przewlekła choroba jeśli jeszcze nie wiesz
bo skąd? gdy ludzie biadolą tu chodzi o menela
spod sklepu takiego luja brudasa głupcy
ignoranci ta statystyka dotyczy może pięciu
procent reszta to gość chodzący do pracy
tygrys wkurwiony sam nie wie na co albo
mu się wydaje że wie odczuwa krzywdę niechęć
do ludzi wyklina żonę zmiennika szefa polityków
kraj fatalny kraj powtarza czy zaczynasz rozumieć?
nasz bohaterze to nie świat jest zły Bukowski
Źródło: Dominik Żyburtowicz: Terapia Jana Bukowskiego. 37 wierszy o trzeźwieniu, Wrocław 2022
Jacek Łukasiewicz (1934-2021), wrocławski krytyk literacki, poeta, historyk literatury.
Jacek Łukasiewicz
***
Oprócz podróży są także powroty.
Książki pożółkły, ludzie się postarzeli.
To pierwsze wrażenie, nie ulegaj mu pochopnie.
Ty, inny, spotykasz kogoś, kto czekał
aż będziesz musiał go rozumieć.
Ciesz się spotkaniem – powrotem i podróżą jednocześnie.
Ciesz się spokojnie, z teraźniejszym swoim pulsem i potem.
Nie musisz się spieszyć. Zdążysz.
Jeśli przerwiesz rozmowę, przerwiesz ją we właściwej chwili.
I nie prowadź tego wiersza nierozważnie,
do pospiesznej pointy.
Źródło: Jacek Łukasiewicz: Uroda świata się nie kończy. Wybór wierszy. Poznań 2021
Adriana Szymańska – poetka, eseistka, krytyczka literacka
Adriana Szymańska
W sprawie filozofów
Cogito ergo sum. Cóż za pycha filozofa!
Myślę, więc boję się być tym, kim
jestem – czyż nie to raczej winniśmy recytować?
Wiem, że nic nie wiem. Tak lepiej.
Zostaliśmy stworzeni, żeby nie wiedzieć.
Ale czy owo „nic” nie znaczy nazbyt
wiele dla obolałego umysłu, który
wciąż kuśtyka przez ugór wszechświata?
Errare humanum est. Do końca
naszych dni? I nikt nam nie podpowie
jak rozwiązać zagadkę wiecznego „nigdy”,
gdy idąc w przyszłość potykamy się o schody
życia zostawione za sobą?
Dotknąć choćby rąbka niewiadomego
– tego oni wszyscy pragną. A dostają im się czasem
złote pyłki z barwnego kobierca
spod stóp Przedwiecznego. Które i tak
wracają w końcu tam, skąd zbiegły.
Dziś na kwietnym gazonie podziwiałam
koniczynę. Posiała się sama
w miejsce zwiędłych petunii.
I nawet nie zamierza dopytywać się,
kim jest lub będzie. Wystarczy jej zieleń liści
i liliowy blask kwiatów, żeby znieść
niespodziankę istnienia.
Źródło: Adriana Szymańska: Być. 123 wiersze dawne i nowe, Warszawa 2004
Kilka króciutkich wierszy Leszka Aleksandra Moczulskiego (1938-2017) – krakowskiego poety i tekściarza.
Leszek Aleksander Moczulski
z Hanny Malewskiej
kruchość wszystkiego
uczy tkliwie kochać
Wypis z księgi świętych
Bez podziękowania nikczemnieje dusza
Tumult i osobność
Miłości można nie zauważyć
Ale ona zauważa nas
Z mądrości egipskich
Nie biednieje
kto dziękuje
Nic nie traci
kto miłuje.
Źródło: Leszek Aleksander Moczulski, Krótko biją serca. Wiersze z lat 1959-2006, 2007
Janusz Stanisław Pasierb (1929-1993) – ksiądz katolicki, poeta i eseista.
Janusz Stanisław Pasierb
nareszcie serce
jakże za młodu
było nudno w moim sercu
fizycznym
cały byłem tym młodym mięśniem
ono było kuliste jak świat
wypełnione spokojnym rytmem
nie zdawałem sobie sprawy że je mam
choć powtarzałem w szkole za poetą
miej serce i patrzaj w serce
za to teraz ile życia
ile urozmaicenia
każda zmiana pogody przynosi
prawdziwe trzęsienie ziemi
trzepotania chlupoty zachłyśnięcia
dzikie ptaki na podziemnym jeziorze
przeżywam kieszonkowe agonie
nareszcie wiem doświadczalnie
czuję prawdziwie
mam serce
i patrzę w serce
6 VI 1980
Źródło: Janusz Stanisław Pasierb, Wiersze zebrane I-IV, Bernardinum, 2021
Czesław Miłosz
TO
Żebym wreszcie powiedzieć mógł, co siedzi we mnie.
Wykrzyknąć: ludzie, okłamywałem was
Mówiąc, że tego we mnie nie ma,
Kiedy TO jest tam ciągle, we dnie i w nocy.
Chociaż właśnie dzięki temu
Umiałem opisywać wasze łatwopalne miasta,
Wasze krótkie miłości i zabawy rozpadające się w próchno,
Kolczyki, lustra, zsuwające się ramiączko,
Sceny w sypialniach i na pobojowiskach.
Pisanie było dla mnie ochronną strategią
Zacierania śladów. Bo nie może podobać się ludziom
Ten, kto sięga po zabronione.
Przywołuję na pomoc rzeki, w których pływałem, jeziora
Z kładką między sitowiem, dolinę,
W której echu pieśni wtórzy wieczorne światło,
I wyznaję, że moje ekstatyczne pochwały istnienia
Mogły być tylko ćwiczeniami wysokiego stylu,
A pod spodem było TO, czego nie podejmuję się nazwać.
TO jest podobne do myśli bezdomnego, kiedy idzie po mroźnym, obcym mieście.
I podobne do chwili, kiedy osaczony Żyd widzi zbliżające się ciężkie kaski niemieckich żandarmów.
TO jest jak kiedy syn króla wybiera się na miasto i widzi świat prawdziwy: nędzę, chorobę, starzenie się i śmierć.
TO może też być porównane do nieruchomej twarzy kogoś, kto pojął, że został opuszczony na zawsze.
Albo do słów lekarza o nie dającym się odwrócić wyroku.
Ponieważ TO oznacza natknięcie się na kamienny mur, i zrozumienie, że ten mur nie ustąpi żadnym naszym błaganiom.
Źródło: Czesław Miłosz: Poezje wybrane, Wrocław, Ossolineum 2013
Mamy nareszcie nową porę roku...
Julian Tuwim
Wiosna
Gromadę dziś się pochwali,
Pochwali się zbiegowisko
I miasto.
Na rynkach się stosy zapali
I buchnie wielkie ognisko,
I tłum na ulicę wylegnie
Z kątów wypełznie, z nor wybiegnie
Świętować wiosnę w mieście,
Świętować jurne święto.
I Ciebie się pochwali,
Brzuchu w biodrach szerokich,
Niewiasto!
Zachybotało! -- Buchnęło -- i płynie --
Szurają nóżki, kołyszą się biodra,
Gwar, gwar, gwar, chichoty,
Gwar, gwar, gwar, piski,
Wyglancowane dowcipkują pyski,
Wyległo miliard pstrokatej hołoty,
Szurają nóżki, kołyszą się biodra,
Szur, szur, szur, gwar, gwar, gwar,
Suną tysiące rozwydrzonych par,
- A dalej! A dalej! A dalej!
W ciemne zieleńce, do alej,
Na ławce, psiekrwie, na trawce,
Naróbcie Polsce bachorów,
Wijcie się, psiekrwie, wijcie,
W szynkach narożnych pijcie,
Rozrzućcie więcej „kawalerskich chorób”!
A!! będą później ze wstydu się wiły
Dziewki fabryczne, brzuchate kobyły,
Krzywych pędraków sromne nosicielki!
Gwałćcie! Poleci każda na kolację!
Na kolorowe wasze kamizelki,
Na papierowe wasze kołnierzyki!
Tłumie, bądź dziki!
Tłumie! Ty masz RACJĘ!!!
O, ty zbrodniarzu cudowny i prosty,
Elementarny, pierwotnie wspaniały!
Ty gnoju miasta tytanicznej krosty,
Tłumie, o Tłumie, Tłumie rozszalały!
Faluj, straszliwa maso, po ulicach,
Wracaj od rogu, śmiej się, wariuj, szalej!
Ciasno ci w zwartych, twardych kamienicach,
Przyj! Może pękną - i pójdziecie dalej!
Powietrza! Z swych zatęchłych i nudnych facjatek
Wyległ potwór porubczy! Hej, czternastolatki,
Będzie dziś z was korowód zasromanych matek,
Kwiatki moje niewinne! Jasne moje dziatki!
Będzie dziś święto wasze i zabrzęczą szklanki,
Ze wstydem powrócicie, rodzice was skarcą!
Wyjdziecie dziś na rogi ulic, o kochanki,
Sprzedawać się obleśnym, trzęsącym się starcom!
Hej w dryndy! Do hotelów! na wiedeński sznycel!
Na piwko, na koniaczek, na kanapkę miękką!
Uśmiechnie się, dziewczątka, kelner wasz, jak szpicel,
Niejedną taką widział, niejedną serdeńko...
A kiedy cię obejmą śliskie, drżące łapy
I młodej piersi chciwie, szybko szukać zaczną,
Gdy rozedmą się w żądzy nozdrza, tłuste chrapy,
Gdy ci kto pocznie szeptać pokusę łajdaczną -
- Pozwól!!! Przeraź go sobą, ty grzechu, kobieto!
Rodzicielko wspaniała! Samico nabrzękła!
Olśnij go wyuzdaniem jak złotą rakietą!
„Nie w stylu” będziesz - trwożna, wstydliwa, wylękła...
Wiosna!!! Patrz, co się dzieje! Toć jeszcze za chwilę
I rzuci się tłum cały w rui na ulicę!
Zośki ze szwalni i pralni, „Ignacze”, Kamile!
I poczną sobą samców częstować samice!
Wiosna!!! Hajda - pęczniejcie! Trujcie się ze sromu!
Do szpitali gromadnie, tłuszczo rozwydrzona!
Do kloak swe bastrzęta ciskaj po kryjomu,
I znowu na ulicę, w jej chwytne ramiona!!!
Jeszcze! Jeszcze! I jeszcze! Zachłannie! Bezkreśnie!
Rodźcie, a jak najwięcej! Trzeba miasto silić!
Wyrywajcie bachorom języki boleśnie,
By, gdy je w dół wrzucicie nie mogły już kwilić!
Wszystko - wasze! Biodrami śmigajcie, udami!
Niech idzie tan lubieżnych podnieceń! Nie szkodzi!
- Och, sławię ja cię, tłumie, wzniosłymi słowami
I ciebie, Wiosno, za to, że się zbrodniarz płodzi!
Źródło: Julian Tuwim: Wiersze 1, Czytelnik, 1986
Konstandinos Kawafis (ur. 1863 w Aleksandrii, zm. 1933 tamże) – nowożytny poeta grecki.
Konstandinos Kawafis
ILE MOŻESZ
Choćbyś nie potrafił swego życia uczynić, jakim byś chciał,
przynajmniej tyle próbuj,
ile możesz: nie pospolituj go
zbyt częstym obcowaniem z ludźmi,
wśród bieganiny, próżnego gadulstwa.
Nie pospolituj go, wlokąc je to tu, to tam
i z powrotem, często, na spotkania
z nowymi znajomymi, na wystawne przyjęcia:
pchając je w powszednią głupotę.
tak że w końcu legnie na tobie jakby obcy ciężar.
Tłumaczenie: Ireneusz Kania
Źródło: Konstandinos Kawafis: Ile możesz, Wiersze wszystkie Apanta Poietika, Austeria 2022
Kilka haiku Yosy Buson, poety japońskiego (1716–1783) w przekładzie Leszka Engelkinga
Yosa Buson
* * *
Chłód mnie przeniknął,
w sypialni nastąpiłem
na grzebień zmarłej.
* * *
Ze smutkiem w sercu
wszedłem na wzgórze, patrzę
krzak róży kwitnie.
* * *
Późno już, w sklepach
gasną powoli światła.
Spadł deszcz wiosenny.
* * *
Kwitnąca grusza.
Kobieta czyta liścik
w świetle księżyca.
Źródło: Leszek Engelking: Moje maski, moje twarze. Wybrane przekłady poetyckie, Officyna 2021
Jeden z moich ulubionych wierszy noblisty.
Czesław Miłosz
Sroczość
Ten sam i nie ten sam szedłem przez las dębowy,
Dziwiąc się, że muza moja, Mnemozyne,
Nic nie ujęła mojemu zdziwieniu.
Skrzeczała sroka i mówiłem: sroczość,
Czymże jest sroczość? Do sroczego serca,
Do włochatego nozdrza nad dziobem i lotu,
Który odnawia się, kiedy obniża,
Nigdy nie sięgnę, a więc jej nie poznam.
Jeżeli jednak sroczość nie istnieje,
To nie istnieje i moja natura.
Kto by pomyślał, że tak, po stuleciach,
Wynajdę spór o uniwersalia.
Montgeron, 1958
Źródło: Czesław Miłosz: Poezje wybrane, Ossolineum, 2013
Wiersz z ostatniego numeru kwartalnika 'Czas Literatury' poświęconego (w części) Wisławie Szymborskiej.
Grzegorz Uzdański
Mężczyźni po trzydziestce,
dyskutujący
na Facebooku.
Muszą odpowiedzieć
temu drugiemu.
Czytają artykuły po angielsku,
szukając cytatu,
który zamknie mu usta.
Wytykają
błąd logiczny.
Myślą, czy dobrze wytknęli.
Ostrzą
ciętą ripostę,
by cięła podwójnie.
Czytają ją sobie
na głos.
Na koniec dopisują „z mojej strony EOT,
mam coś takiego jak praca”.
I już mogą czekać,
czy tamten odpowie.
Marzą, że coś mu się stanie,
nic ostatecznego:
stłuczka,
niegroźny zawał,
zalanie mieszkania,
pożar (metaforyczny) w pracy, och, cokolwiek,
co sprawi, że nie odpisze.
Mężczyźni po trzydziestce
marzą o tym ze wstydem
i bez większych nadziei.
Spójrz na nich: kołyszą dziecko, a wzrok nieobecny.
Ewaluują projekt, ale myśl nie tu.
Szybko po telefon i do powiadomień,
czy odpisał? Niestety, odpisał i nawet
dostał dwa polubienia.
Jest pierwsza w nocy, kiedy
mężczyźni po trzydziestce,
bladzi i niewyspani
siadają do odpowiedzi.
Ale tym razem naprawdę,
naprawdę ostatni raz.
Źródło: Kwartalnik Czas Literatury, zima 2023/24