Nowy Rok, kolejne spotkania autorskie w Zielonym Zakątku w Wypożyczalni nr 38 Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Bemowo m.st. Warszawy na osiedlu Przyjaźń!
Teraz już na pewno nie będzie chronologicznie! Po Gdyni zakupiliśmy Gdańsk, ale z tym miastem akurat mam wiele nieciekawych wspomnień, choć miasto piękne, ale dla mnie pechowe. O tym kiedy indziej. Teraz zabiorę Was na północ naszego kraju.
Będąc w Piasutnie na Mazurach, nie tylko siedzimy nad jeziorem. Często szukamy w okolicy miejsc, które warto zwiedzić. Dlatego też postanowiliśmy wybrać się do miejscowości o nazwie Gierłoż, gdzie znajduje się Wilczy Szaniec. Ci, którzy znają historię II wojny światowej od razu wiedzą, gdzie się skierowaliśmy. Wilczy Szaniec to jedna z kilku kwater głównych Adolfa Hitlera.
Dlaczego w tej miejscowości? Hitler wybierał na kwatery miejsca z dala od miast, najlepiej, gdy miejsce takie znajdowało się w leśnej głuszy. Tym bardziej to miejsce na Mazurach było dla niego idealne. Leśna gęstwina w otoczeniu mazurskich jezior i bagien nadawała się wyśmienicie na zbudowanie takiej kwatery.
Trafiamy tam na bardzo dobrą przewodniczkę, która bardzo ciekawie opowiada o losach tego miejsca. Podnosi mi się adrenalina, gdy dowiaduję się, że, cytuję za książką autorki i przewodniczki, Marzeny Cwaliny:
Od 1945 r. w kwaterze pozyskiwano materiały takie jak: kable, rury, bruk, meble i całe baraki. Tony stali trafiały na odbudowę Stolicy. Podobnie jak w przypadku "Wilczego Szańca", nadające się baraki z Mamerek (sąsiednia Kwatera Główna Niemieckich Wojsk Lądowych położona 18 km od Gierłoży) trafiły na Jelonki — Osiedle Przyjaźń w Warszawie.
Jak może niektórzy wiedzą pracuję na tym osiedlu w bibliotece, dlatego byłem podekscytowany czymś, o czym nie miałem zielonego pojęcia. Które to baraki, niestety nie wiem do tej pory. Pani Marzena nie umiała mi powiedzieć, a dodatkowo w swoim tekście popełniła mały błąd. Osiedle, na którym pracuję, trzeba pisać — osiedle Przyjaźń.
Sam magnes prezentuje się tak:
I kilka fotek z WIlczego Szańca:
Z tym miejscem łączy mnie jeszcze jedna sprawa. Byliśmy to razem z mamą na jednej z ostatnich wspólnych wycieczek, zanim zmarła...
W pierwszej części napisałem, że nie pamiętam, który magnes był u nas pierwszy na lodówce. Od czego jest jednak żona! :) Ula od razu rzuciła nazwę miasta, w którym zakupiliśmy pierwszy magnes. Była to... Gdynia :)
Oczywiście magnesik nie jest jakiś wyjątkowy, wtedy chyba jeszcze nie zastanawialiśmy się nad koncepcją zbierania ich, po prostu gdzieś przy pierwszym, lepszym stoisku zakupiliśmy tradycyjny, prostokątny.
W Gdyni nie przebywaliśmy długo, choć wiem dokładnie, po co i kiedy tam byliśmy.
Był to dokładnie 12 lipca 2014 roku. Przebywaliśmy z naszymi znajomymi nad morzem we Władysławowie, a ja zacząłem zaliczać lokalizacje parkrun Polska. parkrun Gdynia był dla mnie trzecią lokalizacją w Polsce po parkrun Warszawa-Praga i parkrun Warszawa-Żoliborz. Ula zaś zanotowała w lokalizacji swój wolontariat, a w tej chwili ma na swoim koncie 251 wolontariatów! Dla mnie start w Gdyni był bardzo ważny. parkrun w tym mieście zapoczątkował istnienie imprezy w naszym kraju i duża w tym zasługa Jakuba Fedorowicza, który otoczył organizacją nasz kraj. Mimo wakacji czas poniżej 25 minut uważałem wtedy za dobry.
W Gdyni nie spędziliśmy wiele czasu, bo mieliśmy się jeszcze udać do Gdańska. Udało nam się pospacerować po okolicy trasy parkruna.
Pogoda tego dnia nas nie rozpieszczała. Po kilku dniach upałów przyszło ochłodzenie i deszcz. Więc nie do końca mogliśmy zobaczyć to wszystko, co było warte uwagi. A w Gdańsku, o czym wspomnę też przy magnesie z tego miasta, popsuł mi się aparat, dzięki właśnie opadom deszczu. Nie dało się go już potem naprawić...
Zapewne nie jestem tutaj jedynym, który zbiera z podróży pamiątkowe magnesy. Domyślam się, że sporo z Was ma obklejone lodówki... Czyż nie?
Codziennie zaglądając do nich, widzimy nasze zbiory z różnych stron naszego globu. Czasem wspominamy nasze podróże i historie związane z gadżetami zakupionymi gdzie w trasie.
Jak to było u mnie? Powiem szczerze, że na ten moment nie przypomnę sobie, który z magnesów na lodówce był tym pierwszym, jaki kupiliśmy. Dlatego też nie będzie to historia chronologiczna. Raczej sentymentalna, gdy przypomni mi się z danym miejscem jakaś historyjka, fakt, skojarzenie.
Zacznę od pewnego magnesu, który nie tylko pełni funkcję przyczepienia do lodówki. Poniższy magnesik to równie otwieracz więc jest bardzo praktyczny nie tylko w domu, ale także do podróży ;)
Sudety - Góry Izerskie - Stacja Turystyczna Orle
Został zakupiony w Schronisku — Stacji Turystycznej Orle, gdzie od razu mogę polecić znakomite pierogi. Żeby tam dotrzeć, trzeba się wybrać na Polanę Jakuszycką. Jest tutaj parking, choć w ostatnich latach wiele się tam zmieniło. Chodziliśmy do schroniska trasę poniżej z linku, wracaliśmy czerwonym szlakiem przez tzw. Samolot, ale od jakiegoś czasu czerwony szlak tamtędy nie prowadzi, choć na mapie turystycznej aplikacja zaznaczyła trasę.
Polana Jakuszycka - Orle - granica - Orle - Samolot - Polana Jakuszycka
Szlak jest łagodny i naprawdę przyjemny z widokami na nieodległy Harrachov z zaniedbaną skocznią narciarską (mamucią). Nie ma jakiś dużych przewyższeń, na 11-kilometrowej trasie mam około 300 m wzniosłości. W schronisku obowiązkowa przerwa na piwko i jedzenie, a potem koniecznie trzeba przejść nad Izerę postawić nogę po stronie czeskiej.
W tych miejscach byłem kilka razy. Na pewno fajnym przeżyciem dla mnie było zaliczenie Letniego Biegu Piastów na dystansie ponad półmaratonu i dystansu ponad 11 km. Dzień po dniu biegaliśmy właśnie przez te miejsca ze zdjęć. Stąd też ruszaliśmy na najwyższy szczyt Gór Izerskich - Wysoką Kopę 1126 m n.p.m.
Stąd też raz wyruszyłem na Śnieżkę! Na pewno w to miejsce muszę koniecznie wrócić. Wiele szlaków jeszcze tutaj zostało do zaliczenia.
Maciej kot... Ciężko go złapać, bo drugi kociak Piorun nie daje mu żyć.
Zapraszam Was na ostatnie spotkanie autorskie w tym roku do Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Bemowo m.st. Warszawy na osiedlu Przyjaźń.
Tym razem będziemy gościć Piotra Goszczyckiego, autora bardzo ciekawej książki pt. Opowieści kasjera. Dodam, że po raz pierwszy mogłem patronować książce jako Biegający Bibliotekarz, z czego bardzo się cieszę i dziękuję za zaufanie autorowi.
W linku zaproszenie:
https://www.facebook.com/events/662438055876608
A poniżej recenzja:
Opowieści kasjeta to prawdziwe historie ludzi, którzy stoją po drugiej strony "barykady". To anegdoty, refleksje i wspomnienia, subiektywne odczucia zza okienek kas biletowych PKP, współczesnych dyskontów, piekarń i banków...
Dosyć nietypowo, bo w sobotę odbyło się kolejne spotkanie w Bibliotece Publicznej w Dzielnicy Bemowo m.st. Warszawy w Zielonym Zakątku na osiedlu Przyjaźń. Gościem wieczoru... a dokładniej popołudnia, była pani Martyna Bielska.
Pani Martyna debiutowała na rynku wydawniczym kryminałem z elementami reportażu, a akcję książki umiejscowiła w swoim Białymstoku. Autorka opowiedziała, jak doszło do napisania książki i dlaczego w powieść wplotła wątki z wiązane z Romami i ich zapomnianą historią z czasów II wojny światowej.
W czasie pytań nie mogło zabraknąć tego, które dotyczyły jej pasji. Największe wrażenie i zaciekawienie wzbudziła tym, że uprawia nietypową dyscyplinę sportu, jaką jest... piłka błotna. I jak trafiła do żeńskiej białoruskiej drużyny, której piłkarki grają w Polsce. Publiczność dowiedziała się także o jej życiowych planach na przyszłość, i tych prywatnych, i tych związanych z pisaniem kolejnych książek.
Powiem szczerze. Bardzo cieszyłem się na spotkanie z panem Krzysztofem. Bardzo cenię jego literaturę, to, o czym pisze w swoich książkach. Oczywiście na pewno duży wpływ na to, że zacząłem czytać powieści zielonogórzanina była fakt, że na rynek wydawniczy wyszła książka pt. Imię pani. Dlaczego tak bardzo się zainteresowałem lekturą? Krzeszów i Europejska Perła Baroku. W tym miejscu rozgrywa się akcja kryminału retro. A to miejsce jest dla mnie ważne z kilku względów. Jako nastolatek spędziłem tam prawie miesiąc na wakacjach, mieszkając tam u sióstr Benedyktynek (z widokiem na Śnieżkę) i to był mój pierwszy kontakt z Sudetami, w których ostatecznie zakochałem się bez pamięci.
Dlatego też byłem przeszczęśliwy, gdy doprowadziliśmy do finału środowe spotkanie autorskie w mojej bibliotece!
Półtorej godziny minęły zdecydowanie za szybko i mam nadzieję, że uda mi się jeszcze spotkać autora, choćby na jakiś targach książki, a kto wie, może na górskich, sudeckich szlakach? Reporterskim okiem:
W kwietniu ruszył konkurs na limeryk o Wisławie Szymborskiej zorganizowany przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną im. Witolda Gombrowicza w Kielcach.
Postanowiłem spróbować. Przecież to nic nie kosztuje. Na konkurs napłynęło ponad 600 zgłoszeń. Niestety nie znalazłem się wśród laureatów.
Zamieszczam pierwszy z nich.
W pięknym kórnickim mieście,
Urodziło się pewne niewieście,
Zna ją Polska cała,
Ciągle pisała, pisała,
Limeryków chyba ze dwieście?
dot. Pinterest
Niezwykle mi miło zaprosić na kolejne spotkanie autorskie do Wypożyczalni nr 38 w Warszawie na osiedlu Przyjaźń. Tym razem nietypowo, bo w sobotę 2 grudnia będzie o 15.00. gościem autorka debiutu Pochłonięte, pani Martyna Bielska. Więcej szczegółów w wydarzeniu
https://www.facebook.com/events/1766029257231569
a poniżej recenzja książki:
Demony mrocznej przeszłości Białegostoku wracają, by upomnieć się o tych, o których nikt nie chce pamiętać...
Listopadowe dni nie nastrajają optymizmem. Ja w tym czasie myślę już o pierwszych wyjazdach. I tak się składa, że... majówka już zaplanowana.
Gdzie?
Na Ziemi Kłodzkiej!!! W tym roku nie było mi dane odwiedzić Dolnego Śląska i Szczytnej...
I tym razem muszę od razu powiedzieć, że to nie mój flesz. Choć szukaliśmy tego miejsca intensywnie. Aż nasz przyjaciel z Golf Spa Szczytna sam wyszedł na poszukiwania. I znalazł. Muszę wrócić w to miejsce niedaleko Szczytnej, by zobaczyć znak graniczny z XVI wieku.
Piorun już podrósł, ale nadal "męczy" Maciusia. Tutaj jednak po kilkunastominutowej walce o wszystko koty zarządziły wypoczynek na kanapie.
Czwartek bez spotkania autorskiego dniem straconym!!!
Taka okazja nadarzyła się, mimo że u mnie w pracy chwila oddechu przed jeszcze trzema spotkaniami, które odbędą się w tym roku. Mogłem wybrać w inne miejsce na mapie Warszawy, by uczestniczyć w bardzo interesującym spotkaniu autorskim z Jakubem Bielikowskim, przy okazji premiery pt. Czynownik. Opowieści.
Wieczór autorski odbył się w bardzo ciekawym miejscu, jakim jest Kawiarnia - Księgarnia Radio Telewizja na warszawskim Muranowie przy ulicy Andersa 29. Bardzo klimatyczne miejsce, gdzie prócz masy książek można napić się przepysznych herbat (spory wybór) jak i aromatycznej kawki na różne sposoby. Jest i miejsce na piętrze na takie wieczory, jak ten. Salka, w której przyszło nam się spotkać, nieduża, ale przytulna, gdzie książki również były wyeksponowane. A to cieszy oko Biegającego Bibliotekarza. Dodam jeszcze, że można tu kupić fajne pamiątki związane ze stolicą — pocztówki, torby itp. a nawet kubki z czasów PRL-u. Jeden na koniec zademonstruję.
Wróćmy jednak do meritum wieczoru, czyli do spotkania i autora Jakuba Bielikowskiego.
Spotkanie prowadziła niezwykle ciekawie i inspirująco Eliza Więcław (dla mnie na przyszłość nauka, jak wzbogacić jeszcze spotkania, które ja prowadzę). Mogliśmy dowiedzieć się, jak powstały opowiadania do nowej książki pt. Czynownik. Opowieści. Oczywiście padło pytanie skierowane do uczestników spotkania, co to jest czynownik? Mnie kojarzyło się, oczywiście żartobliwie, z nową formą deklinacji w języku polskim, jednak chodziło zupełnie o co innego, a dokładniej kogoś innego.
Czas spędzony na spotkaniu minął w zwrotnym tempie. Oczywiście nie mogło zabraknąć podpisów i dedykacji w książkach i rozmów w kuluarach. Zachęcam do zakupu książki i od razu uprzedzę, nie jest to druga część powieści o Andrzeju Zaleskim, a opowiadania, które akcja ma miejsce nie tylko w Warszawie, ale też na pograniczu rosyjsko-pruskim, odległym o 5 godzin drogi statkiem, Płocku, czy też w pewnym teatrze ogródkowym. Dużo tutaj historii czasów naszego kraju pod zaborem rosyjskim, Warszawy z tamtych lat, ale jak najbardziej Zaleski musi rozwikłać na pierwszy rzut oka sprawy, które wydają się nierozwiązalne. Są też elementy fantastyczne, a jakże!
A gdy chcecie poznać powieść Awans, to musicie się spieszyć, bo ostatnie sztuki na rynku.
No i obiecane kubeczki...
Dzień dobry :)
Czy są tu fani kryminałów? Zapewne tak i spieszę od razu z informacją od Pana Krzysztofa Kladera.
Czy ktoś chciałby zrecenzować książkę?
Tutaj moja recenzja, proszę zobaczyć:
https://nakanapie.pl/recenzje/stala-sie-pionkiem-w-grze-szalenca-szepty-ciemnych-wod
Zainteresowanych proszę o informację w wiadomości prywatnej.
Miłego dnia!