Wszystkim, którzy siedzą ze mną lub obok mnie na kanapie, chciałabym życzyć udanych rodzinnych spotkań, pełnych życzliwości i radości.
Stołu pełnego i jedzonka smacznego :)
Wolność - mam wrażenie, że to pojęcie o coraz węższym znaczeniu. Nie kończy się tam gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka, ale coraz bardziej jest ograniczana przez "system". Informacje o tym (karta płatnicza) co kupuję, gdzie i za ile już nie wystarczają?
Patrzę i nie wierzę. Po co komu (bo chyba nie wyłącznie bankowi) wiedza o tym z jakiego źródła pochodzą pieniądze mające trafić na konto? Przecież do tych pochodzących z kradzieży i tak nikt się nie przyzna. Naprawdę jest ktoś, kto wybiera okienko inne niż "inne..."? Nie podoba mi się to, wcale!
Są chwilę, które nijak nie pasują do szarej rzeczywistości. Są ludzie, którzy z burego tłumu uśmiechają się akurat do ciebie. Są Mikołaje, w których już nie wierzysz i prezenty, których się nie spodziewasz - takie od serca, ciepłe od pozytywnych emocji.
A taki prezent wygląda na przykład tak:
Dziękuję Ci M.
W listopadzie postanowiłam po raz pierwszy spróbować audiobooka i przypomnieć sobie jak to się na drutach wywija. Kiedyś miałam taki okres w życiu, gdy opanowałam tę sztukę w stopniu zadowalającym.
Okazało się, że z robieniem na drutach jest tak jak z jazdą na rowerze - tego się nie zapomina! Ze słuchaniem było gorzej, ale może mieliście rację, że dużo zależy od lektora, no i pewnie od książki również.
Skończony sweter wygląda tak:
Nie spoczęłam na laurach i...rzuciłam się na nową włóczkę oraz audiobooka. O! i tym razem było lepiej, a nawet świetnie. "Stulecie detektywów" Thornwalda wciągnęło mnie na dobre, a głos Marcina Popczyńskiego (i interpretacja) po prostu niósł mnie poprzez kolejne strony. Było nie tylko słuchane i dziergane, ale nawet słuchane i kierowane. A ponieważ książka cienka nie jest, powstało coś takiego:
Moje osobiste listopadowe wyzwanie pt. Słuchanie i dzierganie, ma się następująco:
* na początek wybrałam książkę A. Ossendowskiego "Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów" czytaną przez Michała Breitenwalda. No i nie poszło tak lekko jak to sobie wyobrażałam. Dlaczego? Nie wiem... Lektor mnie nie zniechęcił, ale i nie zachwycił. Mam też pewne problemy z koncentracją - słucham i nagle łapię się na tym, że myślami uciekam gdzieś indziej i nie słyszę książki. Słuchawki w uszach na dłuższą metę mnie drażnią, pewnie to kwestia przyzwyczajenia albo ustawień, bo jak się okazało w specjalnej aplikacji mogę dopasować poziom basów i innych parametrów dźwięku do własnych preferencji. Jak dotąd nie miałam czasu ani ochoty tym się pobawić. Generalnie, z książką jestem 'w lesie'.
* dzierganie poszło mi zdecydowanie lepiej. Fakt, że zabrałam się za nie z wielkim zapałem. Sweter prawie skończony, a efekt cóż... Nie jestem do końca zadowolona. Na kolory przymykam oko - nie zastanawiałam się nad nimi zbyt długo, ale konstrukcję powinnam była jednak lepiej przemyśleć - głównie proporcje. Teraz już za późno. Ze względu na ogrom włożonej pracy i skład - wełna 100%, będę go nosić, chociaż głównie na spacery z psem.
Postanowiłam napisać kilka słów o wyzwaniach, jakie w tym miesiącu sama przed sobą postawiłam.
Po pierwsze - kupiłam słuchawki (jeszcze nie dotarły) żeby po raz PIERWSZY w życiu spróbować przeczytać książkę uszami. Ponieważ jestem wzrokowcem obawiam się trochę tego eksperymentu, a dokładniej tego ile treści zapamiętam?
Po drugie, ośmielona dokonaniami Kanapowiczek na polu 'zrób to sama' i ja postanowiłam sprawdzić swoje umiejętności w robótkach ręcznych. Oto mój przyszły sweter:
Plan jest ambitny - 'czytanie' i dzierganie. Na którym polu polegnę?
bezmiar błękitu
ponad rdzawymi liśćmi
pochłania myśli
Ha, ha, ha... To nie jest śmieszne...
Oj tam, troszkę jest 😉.