"Wioskę przeklętych" z 1960 roku po raz pierwszy widziałem lata temu na nieistniejącym już kanale TCM. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to ekranizacja książki "Kukułcze jaja z Midwich" Johna Wyndhama. Wtedy znałem jedynie amerykański remake z 1995 roku w reżyserii Johna Carpentera, o którym pisałem Wam jakiś czas temu. Dziś skupmy się jednak na pierwszej ekranizacji, której twórcą jest niemiecki reżyser Wolf Rilla. Sam film został jednak wyprodukowany przez Brytyjczyków, co się nawet spina z książką, bowiem Wyndham też Brytyjczykiem był, a książkowe miasteczko Midwich również ulokowane było gdzieś na terenie zjednoczonego królestwa.
"Wioska przeklętych" Rilla, powstała w trzy lata po premierze powieści i – w przeciwieństwie do amerykańskiej produkcji z lat '90 – jest dość wierną jej ekranizacją. Powiem więcej: film jest lepszy od książki, bowiem sprawia wrażenie opowieści bardziej spójnej, mniej chaotycznej i ciekawiej opowiedzianej. Nie mam pojęcia czy to wina polskiego tłumaczenia czy stylu Wyndhama, ale "Kukułcze jaja z Midwich" niezbyt przypadły mi do gustu. I o ile sam pomysł na historię jest naprawdę niezły (na tyle niezły, że wciąż sięgają po niego filmowcy) o tyle samo wykonanie... W przypadku książki, trochę się wynudziłem, choć to nie jest szczególnie długa opowieść. Film z 1960 r trwa coś koło 80 minut, ale Rilla i Silliphant, którzy odpowiadali za scenariusz, jakoś to wszystko zgrabnie skondensowali. Jasne, z perspektywy dzisiejszego widza, tzw. "efekty specjalne" bawią, a nie wprawiają w zachwyt, a sposób uchwycenia całości ma w sobie coś ze sztuki teatralnej, ale ma to swój urok, podobnie jak czarno-biały obraz. Wiecie, to taki film w sam raz na jakieś senne niedzielne przedpołudnie. Ten horror z pewnością nie straszy, ale sprawia, że człowiek miło spędza z nim czas.
Co ciekawe 3 lata później nakręcono sequel zatytułowany "Dzieci przeklętych", ale to produkcja, którą zdecydowanie można sobie darować.
💀💀💀💀💀💀❌❌❌❌ 6/10