Filmowy „Kontakt” mocno różni się od tego książkowego. Powieść Carla Sagana ze swoim mocno naukowym wydźwiękiem wydawała się opowieścią mało filmową, ale scenarzyści Michael Goldenberg i James V. Hart zrobili z tej historii coś genialnego. Zresztą Hart kilka lat wcześniej podobne cuda zrobił w „Draculi” Francisa Forda Coppoli. I choć książka Sagana to niezaprzeczalny klasyk i to bardzo znaczący, to jednak film odbieram znacznie lepiej niż powieść.
Historia Ellie, która od dziecka zadawała trudne pytania i szukała na nie odpowiedzi, by w dorosłym życiu poświęcić się na szukaniu we wszechświecie śladów pozaziemskich cywilizacji, na ekranie zyskała drugie życie. Scenarzyści zadbali o to, aby ta opowieść była bardziej filmowa i świetnie im to wyszło. Do tego „Kontakt” zrealizowany został przez Warner Bros w czasach, gdy ta wytwórnia jeszcze coś znaczyła i produkowała naprawdę wartościowe obrazy i wyreżyserowany przez jednego z moich ulubionych twórców – Roberta Zemeckisa, któremu zawdzięczam m.in. „Powrót do przyszłości”, „Forresta Gumpa” czy „Cast Away”. Dodajmy do tego genialną, jak zawsze, Jodie Foster w roli inteligentnej, nieustępliwej, pełnej determinacji dr Eleonor Arroway i młodego Matthew McConaughey w roli Palmera Jossa i mamy produkcję, którą, nawet po latach, świetnie się ogląda. Film jest dość długi, zwłaszcza jak na rok 1997, kiedy został wyprodukowany, ale upływu czasu w ogóle się nie czuje. Nie ma tu też zbędnych „fajerwerków”, z których przecież słyną wysokobudżetowe produkcje sf. Mamy za to opowieść o marzeniach, miłości i przezwyciężaniu przeciwności, czyli o tym, co w filmach uniwersalne i co zawsze z przyjemnością się ogląda.
💀💀💀💀💀💀💀💀❌❌ 8/10
📚 Recenzja książki