Mario Puzo w 1984 r. wydał powieść "Sycylijczyk" opartą częściowo na biografii Salvatore Gulliana – legendarnego Janosika z Montelepre, a trochę będącą sequelem "Ojca chrzestnego". Trzy lata później wytwórnia 20th Century Fox postanowiła przenieść tę książkę na ekran, ale - w mojej ocenie - ponieśli wielką porażkę. Zaczęło się już na etapie scenariusza. Mam wrażenie, że panowie Gore Vidal i Steve Shagan, nie do końca zrozumieli tekst źródłowy i stworzyli podstawę do nakręcenia mało ambitnego filmu akcji, z elementami dramatu. Puzo napisał świetną, głęboką i przemyślaną powieść, która chwyta za serce i daje do myślenia, scenarzyści jednak zakopali tę głębię czyniąc jednocześnie z głównego bohatera zupełnie inną postać. Z oddanego sprawie i ludziom, kochającego syna i mężczyznę, zrobili bucowatego fircyka, który kradnie i zabija, bo go to kręci. Dochodzi nawet do tego, że mówi – choć tylko w formie żartu – że zabił swoich rodziców i faktycznie w filmie ich nie ma, w książce natomiast żyją i odkrywają wielką rolę w całej opowieści, w mitologii Gulliana. I wydawać by się mogło, że chociaż reżyser Michael Cimino będzie stanowić atut "Sycylijczyka", miał przecież za sobą legendarnego "Łowcę jeleni", ale i tu mamy klops, bowiem całość sprawia wrażenie niskobudżetowego filmu telewizyjnego, a nie produkcji kinowej z budżetem 16,5 mln $ ("Ojciec chrzestny" miał do dyspozycji zaledwie 6 baniek).
Na domiar złego dostajemy Christophera Lamberta w roli Gulliana. Lambert to drewno, facet o jednym wyrazie twarzy i w "Sycylijczyku" wcale nie jest lepszy, a w połączeniu z kiepskim scenariuszem dostajemy postać miałką, nijaką i bez jakiejkolwiek głębi. Film generalnie słaby, wykastrowany ze wszystkiego, co było wartościowe w powieści. Pozostała jedynie hollywoodzka wydmuszka, której nie warto poświęcić 2,5h swojego życia. Ja to zrobiłem. Wy już nie musicie.
💀💀❌❌❌❌❌❌❌❌ 2/10