Dom, nie jest tu tym znanym miejscem, gdzie po zamknięciu drzwi czujemy się bezpiecznie. U Vesaas'a dom wykracza poza tą symbolikę stając się czymś większym, czymś na wzór miasta, którego korytarze odzwierciedlają ulice.
Obraz, mimo iż jest pełen symboliki i metaforyczności mówi o realnym zagrożeniu, zmaganiu się z tym co złe, co odbiera człowiekowi wolność. W nocie od tłumaczki dostajemy krótkie rozpoznanie na temat twórczości Tarjei'a Vesaas'a, w którym przeczytamy, iż "Dom w ciemności" ukazując się w 1945 roku został odebrany jako obraz kraju (Norwegi) okupowanego. Jednak podczas lektury odbiorca wcale nie musi tego odczuć. Nie mamy tu do czynienia ze stylistyką ułatwiająca rozpoznanie jakichkolwiek rzeczywistych wydarzeń historycznych wprost. Po przeczytaniu książki ma się wrażenie tej uniwersalności, gdzie treść staje się odbiciem dla każdego systemu, w którym przychodzi człowiekowi walczyć ze zniewoleniem. I jak zawsze są ludzie, którzy walczą o tę wolność sprzeciwiając się, zdecydowanie stawiając opór, a są tacy, którzy stają się jedynie biernymi uczestnikami narzuconego scenariusza.
Jest to specyficzna książka, ujęta w konwencję, gdzie dom stanowi odzwierciedlenie miasta, jego korytarze to ulice, na których czasem pojawia się mgła i zabiera ludzi, oczywiście tych niewygodnych dla władzy. Budowla, która stale wydaje jakieś odgłosy, poskrzypuje, niemal jakby oddychała. Wraz z jego mieszkańcami jest spowita w ciemnościach.
W sumie obraz przedstawia się niemal poetycko. Zresztą w sposób plastyczny autor oddaje mroczne wnętrze. Jednak nie należy zapominać, że w jego ramach jest człowiek, który stłamszony, przerażony, nadzorowany przez innych, ludzi z Centrum.
"Ale człowiek musi być twardy. Maleńka cząstka dużej całości. Trzeba ślepo słuchać tego, co zostało nakazane i czego się wymaga. Po to, by dom mógł trwać."(s.31)
Dla mnie lektura Vesaas'a okazała się momentami frustrującą przeprawą. Głównie ze względu na wtłoczenie całej rzeczywistości w obręb budynku, który jest trochę jak żywy organizm. Posługiwanie się takim, a nie innym obrazowaniem, wymaga od czytelnika rozszyfrowywania symboliki, żeby dotrzeć i nie stracić z oczu głównego motywu. I tu nie chodzi tylko o to, że trzeba pomyśleć nad treścią, nie biec przez strony, a zatrzymać się i wydobyć refleksję, ale o samo wrażenie odbioru.
Zachęcam do zmierzenia się z jej treścią, chyba jedyną taką, z uwagi na uniwersalny przekaz oraz sposób w jaki została skonstruowana fabuła. Nie każdy pewnie przez nią przepłynie od początku do końca, nie każdemu się spodoba, ale warto zapoznać się z stylem Vesaas'a, bo podobno jest niepowtarzalny i nie można go z nikim innym porównać.