Lubię historie o duchach, horrory i opowieści zadziwiającej treści (UFO? Wąż morski? Człowiek z magnetofonem w nosie?* Czemu nie!), więc książka obiecująca mi prawdziwe, acz niewyjaśnione zdarzenia musiała znaleźć się na mojej liście lektur. Niestety, zaproponowane mi przez pana Richarda MacLeana Smitha danie nie było na miarę mojego apetytu.
Punkt pierwszy: okładka. Klimatyczna, przyciągająca, więc na plus. Z tyłu jednak widnieje zadziwiające stwierdzenie, że niektóre tajemnice "powinny pozostać niewyjaśnione". Wiemy, że wyjaśnione nie zostały, niby czemu jednak takie "powinny pozostać"? Chyba wielu rodziców poczułoby na przykład większy spokój, gdyby wyjaśniono tajemnicę wpływu, jaki mit Slender Mana ma na dzieci.
Jeśli chodzi o zawartość, mamy tu przegląd różnych dziwacznych zdarzeń z wszystkich typowych kategorii horroru i opowieści niesamowitych (duchy w starym domu, reinkarnacja, przeklęty (?) hotel, klątwa, opętanie, indiańskie legendy, UFO, itd.). Niektóre historie są powszechnie znane, inne poznałam jako osoba zainteresowana tematyką, w sumie - nic specjalnie nowego. Nie poczułam dreszczyku trwogi ani nawet powiewu tajemnicy, ot historyjki jakich krąży wiele, raczej z gatunku dziwnych niż przerażających - choć to, jak internet potrafi zrobić dzieciom wodę z mózgu i popchnąć do zbrodni, przerażające owszem jest, ale z innych powodów. Najciekawsza była chyba sprawa możliwej reinkarnacji.
Autor usiłuje przedstawić każdą historię na szerokim tle, co czasem mu nie wychodzi. Opowieść o nawiedzonej skrzynce została napisana tak pokrętnie, że właściwie nie zrozumiałam, kto za co niby był odpowiedzialny (a cała sprawa wyglądała koniec końców na zwykły humbug). Najtrudniejsze do strawienia są jednak pseudofilozoficzne i pseudonaukowe wywody, którymi autor napchał książkę niby watą, prawdopodobnie po to, żeby po pierwsze była grubsza, a po drugie - żeby wyglądała na poważniejszą.
Nie chcę być źle zrozumiana, próby naukowego wyjaśnienia paranormalnych fenomenów są jak najbardziej sensowne, problem leży w tym, że pan Smith nagminnie powołuje się na teorie naukowe, które mają się do opisywanych zdarzeń jak pięść do nosa. W rozdziale o reinkarnacji wspomina na przykład o możliwości dziedziczenia cech nabytych. Teoria dość wątpliwa, mimo iż niektórzy naukowcy jej bronią, ale niech będzie - tyle że młodzieniec twierdzący, że żył niegdyś jako inna osoba, nie był z tą osobą w żaden sposób spokrewniony, więc po co w ogóle zawracać głowę dziedziczeniem? Opowiadając o znanym przypadku demonicznego opętania autor wdaje się z kolei w rozważania o istnieniu bądź nie wolnej woli - i znowu: co to ma do rzeczy? Pytanie powinno brzmieć raczej, czy obserwowane fenomeny mogły być rezultatem choroby psychicznej opętanej osoby, a nie, czy miała wolną wolę. I tak dalej.
Podsumowując: przeczytać można, ale jak się komuś marzą ciarki na plecach, lepiej zafundować sobie długi wieczór z dobrym horrorem.
---
* Człowiek z magnetofonem w nosie to oczywiście nie żaden horror, tylko Monty Python. ;)