"Potwory się rodziły i potwory powstawały z czyimś udziałem"
"W zimnym, włożonym kafelkami pomieszczeniu znajdowały się szerokie blaty, głębokie stalowe zlewy oraz pojemne szuflady. W jednej z nich leżał Bryan Shelton, który miał 6 lat, 2 miesiące i 4 dni"
Ava widzie spokojne życie. Można byłoby powiedzieć, że jest dosyć zwyczajne, ale tak nie do końca. Dziewczynka wyróżnia się od swoich rówieśników i to nie tylko inteligencją, ale również zainteresowaniami. Lubi obserwować etapy rozkładu zwłok zwierząt. Obserwuje jak dane warunki wpływają na szybkość rozkładu. Wydaje się to dosyć potworne, prawda? To mi przyszło na myśl jak pierwszy raz o tym przeczytałam. Jednak... Ava kocha zwierzęta i nie ma na celu ich krzywdy. Każde martwe zwierzę traktuje z dużym szacunkiem i je po prostu obserwuje. A swoje spostrzeżenia zapisuje w czerwonym zeszycie, bez którego nigdzie się nie rusza.
Noc. To czas kiedy Ava wyrusza na swój cmentarz zwierząt. To ma być noc jak dotychczas, ale tym razem tak nie będzie. Tym razem w jej miejscu czuje coś dziwnego, specyficzny zapach i odkrywa zwłoki. Zwłoki młodego chłopca zawierające dosyć intrygujące ślady. Dziewczynka decyduje się zgłosić sprawę na policję, ale anonimowo, bo nie chce mieć kłopotów. Ale okazuje się, że to dopiero początek.
Początkowo lektura nie zapowiadała się dosyć zachęcająco, bo było za mało konkretów, za dużo opisów a same śledztwo toczyło się dosyć powoli. Mało się działo, ale do czasu. Okazuje się bowiem, że pierwsza ofiara to nie jest ostatnia. Po pewnym czasie dochodzi do zaginięcia kolejnego dziecka i jeszcze kolejnego. Jaki jest motyw? Kto za tym wszystkim stoi? Pomysł na całą fabułę był naprawdę bardzo ciekawy, bo z takim czymś jeszcze się nie spotkałam, więc z pewnością jest to coś nowego. Początkowo obawiałam się czy nie pójdzie to za daleko, w kierunku zjawisk paranormalnych, ale na szczęście nie. Występuje tu wiele okoliczności, nowych faktów a im dalej tym robi się coraz bardziej ciekawie. Ava robi więcej na rzecz tego całego śledztwa niż policjanci. Nieraz decyduje się podzielić swoim spostrzeżeniami, a sama decyduje się pobawić w Sherlocka Holmesa. Jej wiedza jest naprawdę ogromna. Gdyby nie ona, to z całą sprawą byłoby dosyć kiepsko. Bardzo mi się podobała jej relacja z policjantami prowadzącymi śledztwo. Od początku traktują ją poważnie i nie ignorują jej słów. To chyba pierwszy raz, kiedy czytałam thriller, gdzie główną bohaterką jest młoda dziewczyna. A raczej dziecko, bo Ava ma 14 lat. Sposób wykreowania bohaterki jest naprawdę bardzo dobry. Jest to naprawdę bardzo inteligentna dziewczyna, która wiele wie. Cóż, to ona ma bardzo duży wpływ na rozwój całego śledztwa.
"Ta sprawa nie była niezwykła. To zakrawało na zwyczajną makabrę"
Im historia się bardziej rozwija, tym coraz więcej wychodzi na jaw. Z jednej strony pojawia się coraz więcej niewiadomych, gdzie z drugiej strony pewne okoliczności wydają się jasne. Już dosyć wcześnie wytypowałam osobę, która moim zdaniem może za tym wszystkim stać, a każdy kolejny etap utwierdzał mnie w tym przekonaniu. Jednak czytałam dalej ciekawa czy faktycznie mam rację. Okazało się, że tak, ale w żadnym razie mi to nie rozczarowało. Co zaskakujące, postać sprawcy raczej wywoływała u mnie współczucie. O tak, robił okrutne rzeczy, tak oczywiście, ale jest typowym przykładem tego, jak dzieciństwo wpływa na przyszłość. Jest ona typowym przykładem tego, że człowiek nie rodzi się zły, a to w jaki sposób dorasta tak powoduje.
Ava coraz bardziej zbliża się do końca. Policja jest również coraz bliżej odkrycia sprawcy. W końcu dochodzi do tego momentu. Wszystko wychodzi na jaw. Dochodzi do ostatecznej konfrontacji. Konfrontacji, w której zachowanie młodych bohaterów mi się nie podobało, by było za bardzo lekkomyślne. No naprawdę?
Czy morderca zostanie złapany? Kto za tym wszystkim stoi?
"Martwe zwierzęta" to naprawdę bardzo dobry debiut. Od thrillerów dosyć dużo wymagam. Muszą być emocje, napięcie i zwroty akcji. Mimo, że te napięcie nie było tutaj przeze mnie wyczuwalne to jednak z czasem nie zabrakło wielu emocji. Wręcz ciężko było mi się oderwać od książki. Niestety występuje to dosyć duża liczba bohaterów, co powodowało, że nieraz po prostu się gubiłam no i trochę czasu zajmowało mi połapanie się z tym wszystkim. Ale nie miało to jakiegoś dużego znaczenia w odbiorze przeze mnie lektury.
Jest to dosyć obszerny thriller i raczej sceptycznie podchodzę do książek tego gatunku o takiej grubości. Jednak ciężko żeby na ponad 400 stronach napisać ciekawą, wciągającą i logiczną historię, prawda? Autorce to z pewnością się udało. Wszystko jest skonstruowane, połączone w idealny sposób. Nie było ani jednego momentu, w którym mogłabym stwierdzić, że coś się ze sobą nie łączy czy coś jest nielogiczne. Wszystko jest wręcz idealne. Zdecydowanie jest to debiut, który zasługuje na uwagę. Polecam, miłego.