Cytaty Remigiusz Mróz

Dodaj cytat
Nie mogła powiedzieć, by miejsce pracy miała dobrze zorganizowane. Stanowiło raczej antytezę tego, co proponowała japońska koncepcja 5S, leżąca u podwalin korporacyjnej egzystencji. Sortowanie, systematyka, sprzątanie, standaryzacja, samodyscyplina. To miało zapewniać najwyższą efektywność pracy, przynajmniej według guru zarządzania, Takashiego Osady. Według Chyłki lepiej sprawdzała się koncepcja 1B. Jeden burdel.
-Wychodzę z założenia, żeby nigdy nie szukać szczęścia tam, gdzie je straciłam.
(...) należę do tych osób, które widząc na nawigacji czas dotarcia do miejsca docelowego, traktują to jako wyzwanie, a nie informację.
- Przechodzę samego siebie. I oczekiwania innych.
- To samo można powiedzieć o kimś, kto zapchał kibel.
- Co proszę?
- Jak by na to nie patrzeć, przekraczasz wtedy oczekiwania projektanta sedesu.
Jak usłyszę, że nie mam prawa być kurewsko przybita, bo są tacy, którzy mają gorzej, wytłumaczę panu, że to tak, jakby zabronić szczęśliwemu się radować, bo są tacy, którzy mają lepiej.
Ciąża jest jak awans w pracy. Nigdy nie wiesz, ile razy trzeba dać dupy, żeby doszła do skutku.
– Zbrod­nia do­sko­na­ła nie ist­nie­je – po­wie­dział w końcu. – Ist­nie­ją je­dy­nie nie­do­sko­na­łe śledz­twa.
– Tra­gizm i strach, cier­pie­nie oraz dra­mat, smu­tek, roz­pacz czy udrę­ka – wy­rzu­cił na jed­nym od­de­chu. – To wszyst­ko czę­ści skła­do­we eg­zy­sten­cji każ­de­go z tych ośmiu mi­liar­dów ludzi. Każ­de­go, Nina. Nie ma wśród nich ni­ko­go, kto nie znał­by tych rze­czy. Ani jed­nej osoby. Nawet naj­szczę­śliw­szy czło­wiek, ja­kie­go mo­żesz sobie wy­obra­zić, kie­dyś ich do­świad­czył. I do­świad­czy znów.
– Po­win­naś pa­mię­tać o jed­nej rze­czy, o któ­rej lu­dzie usta­wicz­nie za­po­mi­na­ją – uciął Kerth i po­chy­lił się, po czym po­ło­żył ręce na ko­la­nach. – I jaka to rzecz? – Tra­gizm jest nie­od­łącz­nym ele­men­tem życia. Każ­de­go życia.
– Nie ma żad­nych uni­wer­sal­nych spo­so­bów na ra­dze­nie sobie ze swo­imi pro­ble­ma­mi, bo każdy czło­wiek jest inny. Jak jeden czy drugi pod­ręcz­nik miał­by za­wie­rać in­struk­cje pa­su­ją­ce do ośmiu mi­liar­dów obecnie ży­ją­cych ludzi? Nie wspo­mi­na­jąc już o tych, któ­rzy byli tu wcze­śniej?
Nie za­mie­rza­ła słu­chać in­fan­tyl­ne­go pier­dze­nia o ak­cep­ta­cji, afir­ma­cji, prze­pra­co­wy­wa­niu dzie­ciń­stwa i pró­bach ob­ró­ce­nia wszyst­kie­go w po­zy­ty­wy. Chcia­ła kon­kre­tu. Chcia­ła, by ktoś psy­cho­lo­gicz­nie dał jej w pysk. Była na to go­to­wa, a Natan miał tego pełną świa­do­mość.
Wszak wszyst­ko wokół, cała kul­tu­ra i nar­ra­cja psy­cho­lo­gicz­na, stara się prze­ko­nać za­rów­no cie­bie, jak i in­nych, że czło­wiek jest w sta­nie sta­wić czoła wszyst­kie­mu, dać sobie radę z każ­dy­mi prze­ciw­no­ścia­mi losu, bo nie ma rze­czy nie­moż­li­wej – pod­jął dok­tor Kerth. – Mu­sisz tylko od­po­wied­nio się na­sta­wić, cho­dzić na sesje te­ra­peu­tycz­ne, pra­co­wać nad sobą, słu­chać psy­cho­lo­ga, a w naj­gor­szym wy­pad­ku po pro­stu re­gu­lar­nie brać prze­pi­sa­ne leki.
Ale in­ter­net to ocean da­nych. Jeśli dwa punk­ty są ze sobą nie­po­wią­za­ne, jak miał­byś na nie tra­fić? Znów ma rację, choć gdyby uży­wać ana­lo­gii oce­anu, to trze­ba by chyba po­wie­dzieć, że in­ter­net jest jak pla­ne­ta dzie­się­cio­krot­nie więk­sza od Ziemi, skła­da­ją­ca się z samej wody.
Całe życie to doświadczenie bliskie śmierci.
Od­zy­wa­my się na po­wi­ta­nie w jed­nym mo­men­cie, pra­wie jak pły­wa­cy syn­chro­nicz­ni, któ­rzy mie­sią­ca­mi ćwi­czą swój układ.
Wszyst­ko przez pan­de­mię, tłu­ma­czę sobie, to ona wy­ko­le­iła zbio­ro­we po­czu­cie czasu, przez co pierw­sze lata tej de­ka­dy kur­czą się i zle­wa­ją ze sobą.
– Ko­rzy­staj­cie, bo­ście jesz­cze w wieku, kiedy on mniej za­bie­ra, a wię­cej daje.
– Gofra? – pyta.
(..)
– Wy­glą­dasz, jakby miał ci się przy­dać.
– Choć może bar­dziej taki z po­le­wą z ad­wo­ka­ta – do­da­je. – Wy­so­ko­pro­cen­to­wą.
Po­trzą­sam głową, jak­bym mogła dzię­ki temu oczy­ścić umysł. – Ad­wo­kat fak­tycz­nie by mi się przy­dał, tyle że nie­ko­niecz­nie w tym sta­nie sku­pie­nia.
– Lu­dzie nie mają po­ję­cia, jak wiele ze swo­je­go życia po­ka­zu­ją w zwy­kłych re­la­cjach na In­sta­gra­mie czy za po­mo­cą laj­ków na Fa­ce­bo­oku – do­da­ję. – Umie­jęt­ny ma­ni­pu­la­tor może zło­żyć z tego prak­tycz­nie kom­plet­ną in­struk­cję ob­słu­gi czło­wie­ka.
A ja za­wsze wy­cho­dzę z za­ło­że­nia, że czy­ta­nie w ko­mu­ni­ka­cji miej­skiej to naj­lep­sza re­kla­ma czło­wie­ka, jaka ist­nie­je. Tylko głowa wy­peł­nio­na książ­ka­mi ma ja­ką­kol­wiek war­tość.
U mnie ubyło tro­chę ra­do­ści, u kogoś in­ne­go jej przy­bę­dzie, w ogól­nym roz­ra­chun­ku nic się na świe­cie nie zmie­ni.
– To niech pan bie­rze te kości pod mi­kro­skop i się cze­goś do­wia­du­je. – Oba­wiam się, że mogę im nawet pod­sta­wić mi­kro­fon lub me­ga­fon, ale one i tak są dość mil­czą­ce.
Nor­mal­nie te te­re­ny były tak opu­sto­sza­łe, że nawet duchy zmar­łych się na nie nie za­pusz­cza­ły.
– Nie spie­szy­ło się wam jakoś spe­cjal­nie – za­uwa­ży­ła La­bo­cha. – Jakoś spe­cjal­nie nie – przy­znał Se­we­ryn. – Za­ry­zy­ko­wa­li­śmy tezę, że trup na razie ni­gdzie nie uciek­nie.
– Mało co mnie już za­ska­ku­je, jeśli cho­dzi o umar­la­ków. To ra­czej ci żywi mają taką zdol­ność.
– Mo­żesz coś po­wie­dzieć czy nie? – drą­żył Ko­na­rzew­ski. – Co to za lu­dzie? Wiesz cho­ciaż, jaka płeć? – Za­sad­ni­czo to już nie lu­dzie, tylko rusz­to­wa­nie. W do­dat­ku ro­ze­bra­ni przed śmier­cią lub po niej, bo nie za­cho­wa­ły się nawet gu­zi­ki. – No niech mnie… – Szczę­śli­wie każdy szkie­let jest dość ga­da­tli­wy, trze­ba tylko orien­to­wać się w dia­lek­cie, któ­rym się po­słu­gu­je. – Pan się w nim orien­tu­je? – za­py­ta­ła pro­ku­ra­tor­ka. Se­we­ryn pod­niósł się i po­pra­wił czap­kę. – O tyle, o ile – od­parł. – Nie mam spe­cja­li­za­cji z oste­olo­gii.
– Ani chybi zro­bi­ła sobie pług ze słów i prze­ora­ła nim całe jego je­ste­stwo.
Miej­sce zda­rze­nia. Naj­pow­szech­niej­szy eu­fe­mizm, jaki wy­na­le­zio­no w świe­cie śled­czych i do­cho­dze­niow­ców. Brzmiał, jakby nie ozna­czał nic, tym­cza­sem za­zwy­czaj okre­ślał wszyst­ko, co naj­gor­sze.
– Wiesz, jacy są chłop­cy. Mówią jedno, myślą co in­ne­go. Czę­sto do­kład­nie na opak. (...) – Czemu? – rzu­ci­ła. – Dobre py­ta­nie, na które całe życie szu­ka­my od­po­wie­dzi. Ale nie znam ni­ko­go, kto by je zna­lazł. – Czemu? – Bo cza­sem trze­ba się po­go­dzić z tym, że męż­czyź­ni robią rze­czy nie­lo­gicz­ne.
– Je­dy­ne, co robi ko­fe­ina, to pro­wa­dzi do wiel­kie­go oszu­stwa, bo blo­ku­je re­cep­to­ry od­po­wie­dzial­ne za od­czu­wa­nie ade­no­zy­ny – pod­jął, od­kła­da­jąc ko­mór­kę. – W efek­cie two­je­mu or­ga­ni­zmo­wi wy­da­je się, że jest jej nieco mniej niż na­praw­dę, a ty czu­jesz się mniej zmę­czo­na. Kiedy jej po­ziom spada.
© 2007 - 2025 nakanapie.pl