Blisko 30 lat temu stacja BBC zamówiła scenariusz do serialu. Nikt się wówczas chyba nie spodziewał, a już na pewno nie spodziewał się tego sam Gaiman, który był twórcą owego scenariusza, że na jego kanwie powstanie powieść. Sam autor zaznacza we wstępie, że był sfrustrowany ciągłymi poprawkami i wycinkami swego dzieła, że w końcu postanowił przerobić ją na książkę. I jak usiadł, tak napisał. Przez lata "Nigdziebądź" doczekała się kilku wydań, gdzie Neil Gaiman sukcesywnie nanosił poprawki, mające według niego być ułatwieniem dla czytelnika.
Lustrzane odbicie, czyli rys fabularny.
Główny bohater powieści to Richard Mayhew. Poczciwy, skromny, nudny jednym słowem. Pracuje sobie w ubezpieczeniach, kolekcjonuje figurki zabawnych trolli i ma narzeczoną, Jessikę. Pewnego pięknego wieczoru, gdy wybiera się ze swoją ukochaną na kolację z jej szefem, spotyka ranną dziewczynę. Ludzki odruch nakazuje mu pomóc nieznajomej, ale miłość jego życia wręcz krzyczy, aby się pospieszył, gdyż są już prawie spóźnieni. Richard po raz pierwszy sprzeciwia się Jessice, i zabiera dopiero poznaną dziewczynę do swojego mieszkania. Nieznajoma ma na imię Drzwi, i szuka jej niezwykły duet, który podaje się za jej braci. Ich aparycja jednak odstręcza, i Richardowi zapala się czerwona lampka ostrzegawcza w głowie, że tym dwóm mężczyznom nie można zaufać.
Kiedy Dzwi dochodzi do siebie i nawiązuje kontakt z markizem de Carabas, który ma jej udzielić pomocy, opuszcza mieszkanie Richarda, a on sam ma nadzieję wrócić do normalnego życia, ponieważ nowa relacja choć zaskakująca, to nie do końca wydaje się być dla niego zrozumiała. I wtedy zaczyna się się jego koszmar, który ciąg dalszy będzie miał już w Londynie Pod.
Cały kunszt i fenomen tej powieści polega na jej niezwykłej prostocie. Oto mamy głównego bohatera ciamajdę, który dziwnym zrządzeniem losu odkrywa, że istnieje alternatywna rzeczywistość. Mało tego, na skutek nieprzewidzianych okoliczności, zostaje wplątany w intrygę, i będzie musiał walczyć o powrót do swojego świata. Wiele sytuacji, przedmiotów, osób, zwierząt będzie dla niego zupełnie nie zrozumiałe, każde początkowo wypowiedziane zdanie nielogiczne, ale wraz z rozwojem fabuły dojrzeje, i zacznie sobie uwiadamiać, że to, że czegoś nie widać gołym okiem, nie oznacza, że to coś nie istnieje.
Oś powieści mocno koncentruje się na tajemniczym morderstwie rodziny Drzwi. Wszyscy bowiem umieli otwierać każde drzwi, przejście, portal. Ocalała tylko dziewczyna, która pragnie dowiedzieć się prawdy. A nie jest to łatwe, ponieważ ścigają ją mordercy, Pan Croup i Pan Vandemar. Autor tak prowadzi tę grę, że czuć napięcie, kiedy tych dwóch i Drzwi stają oko w oko.
Prowokacja Gaimana jest całkiem zawiła. Teraz, kiedy jestem już po lekturze, wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce, ale początkowo nic tak naprawdę nie jest jasne, za to wszystko enigmatyczne i zawiłe. I choć sprawa wyjaśnia się na dobre kilkadziesiąt stron przed końcem, co jest właściwie zamierzeniem Autora, to jednak ciekawość, oraz chęć poznania motywów tego mechanizmu działania, pozostaje w czytelniku do ostatnich stron.
Bohaterowie, czyli groteska vs fajtłapa.
Neil Gaiman w "Nigdziebądź" postawił na bohatera, który jest życiową ofermą. Narzeczona organizuje mu życie, nie ma aspiracji, ciągle o czymś zapomina. Kiedy trafia do Londynu Pod, nie może się w najmniejszym stopniu odnaleźć. Do czasu... Ponieważ jest to bohater dynamiczny, i przechodzi przemianę, która jest jakby nie patrzeć pozytywna dla niego. Richard jest pewnego rodzaju spowolnieniem, który w świecie nowo poznanym i dla czytelnika daje odrobinę wytchnienia. Nie jest to postać broń Boże nudna jako jeden z bohaterów, po prostu jest stworzony tak, by mocno kontrastować z równoległą rzeczywistością. Pokazać, że owszem, jest inne uniwersum w podziemiach Londynu, ale on jest przecież częścią naszego - czytelniczego środowiska.
Pan Vandemar i Pan Croup to mordercy do wynajęcia. Tajemniczy zleceniodawca obiecał im hojna nagrodę za pozbycie się Drzwi i jej rodziny. Są bardzo uprzejmi, i są niezaprzeczalną częścią Londynu Pod. Pan Croup jest tym od myślenia, i dlatego właśnie z powodzeniem od setek lat wykonują swoją robotę. Jest bystry, przebiegły i chytry. Jest jak lis. Pan Vandemar to ten, który zajmuje się mokrą robotą, a ponieważ do tego niekoniecznie potrzebna jest spostrzegawczość, Autor pozwolił sobie go jej pozbawić. Są to postacie które wzbudzają niechęć, ale są niesamowicie wyraziste. Posługują się żartami, ale ich zachowanie przypomina skrzyżowanie horroru z rzeźnią. Bo to, że pojawiają się tu elementy mocno drastyczne trzeba powiedzieć.
Gaiman stworzył ich charakterystykę na zasadzie okoliczności poznania ich, i tego jak się zachowują. Poprzez kolejne karty powieści stopniowo, małymi kroczkami poznajemy prawdziwą naturę Pana Croupa i Pana Vandemara.
Uwagę zwraca również markiz de Carabas. To bohater, który znakomicie posługuję się ironią. Ma silny instynkt samozachowawczy, i ogromy poziom inteligencji. Autor fantastycznie go sportretował. Jest kolorowym ptakiem "Nigdziebądź" i czarnym koniem w tym wyścigu.
Bez wątpienia powieść przypadnie do gustu fanom klasycznego urban fantasy. Intryga jest stworzona rzetelnie, a postacie scharakteryzowane bardzo dobrze. I choć wiadomo, kto jest zły, a kto jest dobry, to dzięki sztuczkom Gaimana w czytelniczym umyśle pojawia się nutka zwątpienia.