Jako bardzo młoda osoba, niemająca ani komputera, ani iPhone, korzystałam z map oraz książek typowo podróżniczych, które opisywały atrakcje, miały w sobie mapki oraz przykładowe ceny jedzenia, czy też noclegów. Tak. Te czasy już dawno za nami, a ja dalej lubię książki podróżnicze, które teraz zawierają takie małe smaczki, o których trudno czasami wiedzieć, no, chyba że jest się ogromnym fanem jakiegoś rejonu i szuka się wszystko na jego temat.
Czasy teraz takie, że większość ludzi wszędzie była i wszystko widziała, w związku z czym bardzo trudno ich zadowolić, ale ja lubię ten moment, kiedy mogę spojrzeć na dany region oczyma kogoś, kto tam mieszka i widzi różnice, których turysta nie będzie miał szansy dojrzeć. Taka jest właśnie książka Pani Marty, która w Londynie mieszka już od bardzo dawna, wraz z mężem i dwoma córeczkami. Pracując w różnych miejscach (a wcześniej studiując w Glasgow, historię i filmoznawstwo), miała okazję spotkać praktycznie wszystkie zachowania oraz poznać tajniki pracy. Dzięki niej dowiedziałam się, że Anglicy są totalnie ześwirowani na punkcie biurokracji i BHP (choć ja będę zawsze uważała, że takiej biurokracji jak w Niemczech, to nie ma nigdzie na świecie), a historia z krzesłem wywołała u mnie salwy śmiechu.
Smaczków jest tutaj mnóstwo. Poznajemy historię Wielkiej Brytanii, wszak autorka zna się na niej doskonale, ale podaje ją w bardzo przystępny sposób, do tego oczywiście wiele interesujących faktów z przeszłości tego kraju, ale też z obecnych czasów. Cały rozdział poświęcony Brexitowi, bo przecież wyjście Anglii z Unii Europejskiej, to był moment, który obserwował cały świat, nie wierząc w to. A jednak. Autorka opisuje, jakie to miało konsekwencje i z czym muszą się mierzyć w kraju.
Mamy również opisane inne rzeczy, jak choćby służbę zdrowia (ten temat mnie zawsze interesuje, bo każdy myśli, że gdzieś indziej jest super, a tylko u nas tragedia. No nie).
Nie zabrakło również rozdziału poświęconego jedzeniu, które ja zapamiętałam koszmarnie i do dziś uważam (a było to 25 lat temu), że nic gorszego w życiu nie jadłam :(. Już wiem, że się poprawiło i śmiało można wbijać nie tylko na fish and chips.
Do tego wiele przepięknych zdjęć, pokazujących różnorodność Anglii. Od zatłoczonych ulic Londynu po sielskie obrazki z obszarów spoza miast. Są tu również polecajki ulubionych seriali i książek. Jednym słowem jest tu wszystko. I nie należy tej pozycji traktować, jako typowy przewodnik. Ja bym bardziej nazwała ją książka z ciekawostkami, popartymi rzetelną wiedzą, bo reaserch, jaki autorka zrobiła, był naprawdę przeogromny.
Świetna na uzupełnienie wiedzy, spojrzenie innym okiem, a przede wszystkim zobaczenie, z jakimi emocjami żyją nasi rodacy za granicą, gdy u nas dzieje się coś spektakularnego. Przebywając kilka lat za granicą, w wielu momentach rozumiałam autorkę i jej rozterki. Między nami jest jedna zasadnicza różnica. Ja mogę podróżować po całym świecie, ale mieszkać mogę tylko w Polsce, bo tu jest moje serce. Autorka swoje straciła dla Anglii i tam czuje się jak w domu.