Dwudziestosześcioletni Mason Stronę po śmierci żony samotnie wychowuje pięcioletnią córkę – Josephine. I choć ta mała dziewczynka rozświetla mu codzienność, mężczyzna nadal jest pogrążony w rozpaczy i żałobie. Ogromnym wsparciem są także jego rodzice i młodsza siostra. Mason obiecał sobie, że nie zbliży się już do żadnej kobiety. Zaś Jose pragnie mieć mamę. Dziewczynka nawiązuje bliską relację z jedną z opiekunek w przedszkolu – Charlie Sinclair.
Dziewczyna również ma słabość do małej Jose, a z czasem i do jej taty. Mason choć na początku broni się przed tą znajomością, odkrywa, że przedszkolanka nie miała łatwej przeszłości i tak, jak on musiała przejść trudną drogę. Dodatkowo okazuje się, że bardzo dobrze go rozumie, a jej obecność ma na niego pozytywny wpływ.
Przyznam szczerze, że po przeczytaniu tej książki mam tyle przemyśleń, iż nie wiem od czego zacząć. Jedno jest pewne – wywołała we mnie ogrom emocji.
Mason to jeden z tych facetów, o których długo można mówić. Mężczyzna nadal jest pogrążony w żałobie po stracie żony. Czuje żal, rozgoryczenie, budując wokół siebie mur. Pomimo tego smutku jest wspaniałym ojcem, który dla swojej córki jest gotów ściągnąć gwiazdkę z nieba. Ich relacja jest cudowna. A Josephine, jej wypowiedzi i perypetie sprawiają, że można się uśmiać. Mason jest świadomy, że dziewczynka potrzebuje matki, ale nie jest w stanie ruszyć dalej. I mimo, że niejednokrotnie zrani Charlie jest się gotowym to zrozumieć i mu wybaczyć.
Charlie jest wspaniałą dziewczyna. Sama przeszła trudną i bolesną drogę. Pewnie dlatego tak dobrze rozumie Masona, okazując mu wsparcie oraz zrozumienie. Kobieta jest przy nim, mimo, że nie raz będzie musiała przyjąć cios. Ale, czy wystarczy jej sił i samozaparcia? Czy będzie potrafiła sprawić, że Mason ruszy dalej?
“Gdybyś nie istniała” jest bardzo emocjonalną powieścią. Mówi o stracie bliskiej osobie i bólu z tym związanym. Opowiada o trudach samotnego wychowywania dziecka. A także, że czasami warto walczyć o drugiego człowieka, choć to nie jest prosta droga. Autorka tą historią udowadnia, że czasami wystarczy być obok, gdy komuś na kim nam zależy jest ciężko.
Kasia zapewniła emocjonalny rollercoaster, od smutku i żalu po uśmiech i radość. A, gdy myślisz, że już wszystko będzie dobrze, to zrzuca bombę, powodując, iż ponownie współodczuwasz smutek bohaterów. A oni wykreowani w taki sposób, że niemal rzeczywiści.
Żywię nadzieję, że uda się poczytać o innych bohaterach. Bardzo chętnie poznałabym historię Finna – najlepszego przyjaciela Masona. Ten facet zasługuje na swoje pięć minut.
“Gdybyś nie istniała” to must read, koniecznie musicie poznać tą historię. Zaopatrzcie się tylko w chusteczki i czas, bo z pewnością nie odłożycie książki przed jej skończeniem. Gorąco polecam.
#współpracareklamowa #współpracarecenzencka