"Czy dobry człowiek zrobiłby wszystko, aby wymierzyć sprawiedliwość?"
Motyw zaginięć jest jednym z moich ulubionych, dlatego miałam naprawdę duże oczekiwania wobec tej historii. Czy słusznie?
Nadkomisarz Julia Day, od dwudziestu lat w policji, uparta, z pasją do rozwiązywania zagadek, składania fragmentów w całość i stopniowego przybliżania się do prawdy.
"Żaden winny nie wyjdzie na wolność ani żaden niewinny nie zostanie skazany" - to jej zawodowe motto.
Kiedy jednak drzwi dzielące przeszłość od teraźniejszości się otwierają, to już nic nie jest takie proste...
"Zaginięcie osoby to dla jej bliskich ciągła trauma. Pierwszej nocy masz nadzieję, że to wybryk, druga przynosi trudny nawet do wyobrażenia strach, a od trzeciego dnia zaczyna się tragedia".
Gdy młoda dziewczyna znika bez śladu w ślepym zaułku, kobieta jest pewna, że o coś więcej tu chodzi i instynkt śledczy jej nie zawodzi. Julia "wie, że prawda kryje się gdzieś tutaj, wśród tych zamkniętych sklepów i ciszy panującej na ulicach". Od tego momentu każda decyzja, jaką podejmie, i każdy wybór, jakiego dokona, będą miały swoje konsekwencje. Jeśli jednak walczysz o to, co dla ciebie najważniejsze, jesteś w stanie posunąć się naprawdę daleko, ale efekt tego taki, że jeśli potem chcesz coś schować, to musisz nieźle kombinować. Czasem w życiu bywa również tak, że jednego dnia jesteś czysty, jak kryształ, a już drugiego, ktoś pozbawia cię wyboru. Tak właśnie zaczyna się początek twojego horroru, a wszystko to, co do tej pory wydawało się ułożone, zostaje niczym kostki domina zburzone. Ten strach, który z tyłu głowy ciągle masz, cały czas się boisz i wiesz, że nic tego lęku nie ukoi. Gotowa jesteś jednak na wszystko, bez względu na poziom niebezpieczeństwa i osobiste wyrzeczenia. Mnożą się wątpliwości, bo i sporo niejasności. To z kolei rodzi pytania i do domysłów skłania. Przyznam szczerze, że trochę bałaganu było, zanim się to wszystko w mojej głowie ułożyło, ale warto było, oj warto.
To nie jest łatwa historia, bo dotyczy dylematu moralnego, a jak wiadomo, w życiu nie ma prawie nic tak scricte zero jedynkowego.
Przez cały czas szukanie w głowie odpowiedzi na pytanie: jak ja bym postąpiła? Nie wiem... Oczywiście mam świadomość tego, co jest właściwe, ale...
Niezależnie od wszystkiego, czasem z etyką, ostrożnością, czy poczuciem winy wygrywa coś ważniejszego, bez względu na to, co o tym jako odbiorcy tej historii, myślimy.
Napięcie, ciekawość, strach, jakiś taki bliżej nieokreślony smutek, a przede wszystkim świetna mistyfikacja, czego efektem jest kompletna dezorientacja.
Czy można zrobić coś złego, a jednocześnie słusznego? Sprawdźcie koniecznie!