Świadkowie Jehowy powstali w XIX wieku, a za ojca organizacji uważa się Charlesa Taze’a Russella, który w 1870 roku stworzył grupę zajmującą się analizą i badaniem Pisma Świętego.
Jak wszyscy wiemy, organizacja ta ma się dzisiaj świetnie, a mimo że określa się jako związek religijny, posiada także cechy wpisujące się w kanony sekty, między innymi:
• manipulację,
• nadmierną kontrolę,
• izolację,
• specyficzną interpretację religii,
• oraz wiele innych.
Czytając książkę Jarosława Nowaka pt. Klatka, można poczuć na własnej skórze orwellowski świat i oddech „Niewolnika” na plecach. Wymowna okładka prowokuje do natychmiastowej refleksji, a już sam spis definicji, którymi posługuje się autor, przyprawia o dreszcze.
Opisane schematy działania zboru są trudne do zrozumienia, a rozmowy z „siostrą Ewą” tylko pokazują, jak wielki wpływ na myślenie członków wspólnoty mają wpajane im treści i nauki. Stosowane przez Świadków Jehowy techniki manipulacji i kontroli są wręcz niewiarygodne. Opisy zebrań przywodzą mi na myśl niemal socjalistyczne wiece.
Kontakt z „Ciałem Kierowniczym” jest utrudniany lub mocno ograniczony, a wszyscy członkowie tej wspólnoty religijnej znają tylko jedną „słuszną” prawdę, w którą wierzą bezgranicznie. Wszelkie próby zmiany schematu działania organizacji lub podważania jej dogmatów są karane izolacją i wykluczeniem.
Przed takim widmem kary staje także autor i jego rodzina, jednak nie powstrzymuje go to przed publikacją książki.
Sądząc po stylu pisania, Nowak wydaje się osobą niezwykle wykształconą, która poszukuje, pyta i nie boi się wyrażać swojego zdania oraz wątpliwości w rozmowach z braćmi i siostrami ze zboru. Mimo to i on nie uchronił się przed wpływem osób kierujących organizacją – skutki uczestnictwa w tej wspólnocie są wyczuwalne na kartach całej książki.
Z jednej strony autor chce ukazać absurdy panujące wśród Świadków Jehowy, a z drugiej jest tak ostrożny i delikatny, by nikogo nie urazić. Nie do końca otrzymałam to, czego oczekiwałam po tej książce, być może dlatego, że sam autor wydaje się niepewny – nie wie, czy chce się od tej wspólnoty uwolnić, czy nie. Z jednej strony dostrzega, że coś w niej nie funkcjonuje właściwie, a z drugiej poczucie przynależności jest wciąż bardzo silne. Można wyczuć w nim strach przed jej utratą. Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie.
Część listów autora mnie rozczarowała – miałam nadzieję, że coś innego skłoniło go do żądania pewnych wyjaśnień. Pierwszy list dawał mi na to nadzieję…
Jarosław Nowak planuje kontynuację tej opowieści. Dowiemy się na pewno, czy publikacja książki miała dla niego jakieś konsekwencje. Ale co jeszcze?