"Kusił mnie ten jeden wolny wieczór. Mogłam go spędzić jak normalna dwudziestotrzylatka, a nie jak człowiek stracony, który nie widzi możliwości powrotu do normalnego świata. Takiego, w którym życie toczy się nie tylko po zachodzie słońca."
A życie po zachodzie słońca wcale nie jest kolorowe. Choć opromienia je blask bogactwa, tak naprawdę to tylko pozorne światło, które bardzo szybko gaśnie. A gdy świat spowija mrok, z ciemności wyłaniają się demony.
W takich warunkach żyje Danica vel Stella, która na skutek trudnych wydarzeń, zostaje zmuszona do podjęcia się najstarszego zawodu świata - prostytucji. Dziewczyna sprzedaje się za pieniądze i choć już dawno udało jej się zażegnać kryzys finansowy, coś w dalszym ciągu nie pozwala jej wyrwać się z półświatka.
Uzależnienie, wstyd?
A może Danica nie umie już inaczej żyć?
Gdy na drodze kobiety staje majętny mężczyzna, który wyciąga w jej stronę pomocną dłoń, bohaterka nie bardzo wie jak ma się zachować. Przyjąć wsparcie czy je odrzucić i już na zawsze trudnić się tym, co jej najlepiej wychodzi? Danica wydaje się rozdarta między tym co zna, a z czego nie do końca jest zadowolona, a tym, o czym marzy. Jak każda kobieta pragnie być kochana i doceniana, a nie tylko traktowana przedmiotowo. Jednak nasze plany nie zawsze idą w parze z tym, co oferuje nam życie.
Czy Danica będzie w stanie wyzwolić się ze spirali, w którą wpadła, czy też da się jej pochłonąć bez reszty?
Przyznam, że sięgając po tę książkę miałam zupełnie inne oczekiwania. Patrząc na okładkę "Po zachodzie słońca" Kingi A. Lis i sugerując się tytułem, spodziewałam się bardziej sentymentalnej historii. Owszem, zdawałam sobie sprawę, że ociera się ona o prostytucję, jednak wydawało mi się, że główna bohaterka będzie tutaj bardziej "ofiarą" tej sytuacji. W tym wypadku natomiast było inaczej. Danica świetnie czuła się w miejscu, w którym się znajdowała. Tak naprawdę nic jej nie trzymało i finansowo też radziła sobie naprawdę dobrze, a mimo to tkwiła w tym chorym układzie. Wsiąkła w to życie i nie potrafiła sobie wyobrazić siebie w innym miejscu. Chciała się zmienić, ale jej wola okazywała się zbyt słaba w zderzeniu z rzeczywistością. Nie będę ukrywać, że trochę rozczarowała mnie jej postawa.
Owszem, Danica wzbudzała we mnie również współczucie, ale chyba było ono zbyt słabe w zestawieniu z pozostałymi emocjami. Znacznie częściej bohaterka mnie drażniła, aż miałam ochotę wejść do książki i wykrzyczeć jej w twarz: "Kobieto, co Ty robisz?".
Mój stosunek do tej postaci złagodziło trochę zakończenie. Przyznam, że stanowiło dla mnie ogromne zaskoczenie. (Co prawda, w pewnej chwili podejrzałam jeden z ostatnich wpisów w książce, przez co trochę zaspojlerowałam sobie treść 🤷)
Już opis książki zapowiada, że w przypadku tej historii zakończenie nie jest oczywiste, mimo to nie spodziewałam się, że przybierze ono właśnie taki charakter.
Pamiętacie moją recenzję "Zatraconej" Nadii Grimm? Zwracałam w niej uwagę, że gdyby nie book tour i książka, z jaką szła w nim ta pozycja, pewnie nie sięgnęłabym po tę historię. O, ironio, tytuł ten okazał się naprawdę pozytywnym zaskoczeniem, natomiast tym drugim, z którym wiązałam tak duże nadzieje, jest właśnie "Po zachodzie słońca". Jak sami widzicie, książka, która nie do końca spełniła moje oczekiwania.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o zasadę: nie oceniaj książki po okładce.
Moja ocena 7/10.