Ta książka może być dla niektórych kontrowersyjna i wywołująca skrajne emocje. Na pewno jest osadzona w brutalnej rzeczywistości, której klimat nie każdemu Czytelnikowi da się udźwignąć. Warta poznania i otwierająca oczy. “Noc szpilek” jest napisana w formie nagrań, w których bierze udział czterech dorosłych już mężczyzn: Carlos, Beto, Manu i Moco. Opowiadają oni o wydarzeniach mających miejsce kiedy jeszcze byli nastoletnimi chłopcami. Uczęszczali do jednej klasy w męskiej szkole, prowadzonej przez Jezuitów. To były lata 90, Peru. W Limie szalała wszechobecna przemoc, a władze walczyły nie tylko ze skutkami wojny z Ekwadorem, ale próbowały też powstrzymać wewnętrzne zamieszki i prokomunistycznych terrorystów. Były to czasy, gdy długotrwałe wyłączenia prądu i nagminne porwania bogatych ludzi dla okupu stanowiły tam okrutną codzienność.
Trzonem powieści jest tytułowa “Noc szpilek”, która zmieniła wszystko w życiu tych czterech chłopaków i ich nauczycielki. W odwecie za ukaranie za sprośne szkolne wybryki, dorastający mężczyźni robią nauczycielce “COŚ”. Czytelnik do samego końca nie wie “CO”. Czy jest to coś strasznego, czy tylko kolejny głupi nastoletni psikus, który skończy się na jakiejś moralizatorskiej gadce. Uważam, że genialnym zabiegiem autora, Santiago Roncagliolo było trzymanie Czytelnika tak długo w niepewności, co tych czterech naładowanych młodzieńczymi hormonami chłopców zrobiło. Ta niewiadoma nieustannie budowała napięcie i nie pozwalała na odłożenie książki.
Akcja toczy się nie tylko tej nocy, ale i w czasie do niej zbliżonym oraz w przytoczonych przez bohaterów wspomnieniach z historii życia każdego z nich z osobna. Szerokie spojrzenie na peruwiańską rzeczywistość tamtych lat doskonale prowadzi Czytelnika przez przyczyny, które sprowokowały ostatecznie wydarzenia tej feralnej nocy.
Czytając dostępne już opinie o tej książce spotkałam się z zarzutem, że nieprzyjemnie się ją czyta w początkowej fazie. Jako argument zostało podane to, że myśli i czyny tych młodych bohaterów nieustannie oscylują wokół seksu. To jest oczywiście prawda, ale ja nie traktuję tego jako ujmy dla książki, a bardziej jako jej zaletę.
Takie autentyczne ujęcie nastoletniej natury dorastającego mężczyzny sprawiło, że powieść jest moim zdaniem bardziej wiarygodna. Uważam, że autor doskonale uchwycił ten trudny aspekt w życiu młodego człowieka, kiedy to testosteron wypływa mu uszami, a jednocześnie społeczna presja każe być mu niezmordowanym zdobywcą. Roncagliolo robił to w fenomenalny sposób, używając świetnego słownictwa i stylu. Każdy z bohaterów został idealnie dopracowany. Każdy z nich ma swoje indywidualnie opisane cechy charakteru, sznyt wypowiedzi. Każda rozmowa między nimi, każde wspomnienie, każde przekleństwo nawet, wydają się być doskonale na swoim miejscu.
Podsumowując, zarysował się przede mną obraz dzieci, które musiały zbyt szybko dorosnąć. Teoretycznie miały one rodziców, ale jednak wychowywały się same, bądź miały spojrzenie na niecałkowity ogląd otaczającej ich rzeczywistości. To nie były czasy i miejsce gdzie młodego człowieka zachęcano do odkrywania pasji, inwestowania w jego przyszłość. Tam wymagano dobrego sprawowania i dobrych ocen, ale rodzic niewiele wkładał w to… wychowanie. Chyba bardziej pasuje mi tu określenie “wypasanie”, niczym owiec. Kiedy zabrakło w pobliżu kilku psów pasterskich, owce się rozpierzchły i zaczęły robić co chciały. W tym wypadku obawa przed konsekwencjami i karą oraz chęć zaimponowania rówieśnikom napędzały coraz bardziej tę spiralę szaleństwa i przemocy. Sprawiły, że owce przeistoczyły się w wilki… Warto czytać, zachęcam!