Recenzja pochodzi z bloga z recenzjami książek MyBooks - Nasze recenzje
Jako wielbicielka kotów i stworzeń wszelakich często sięgam po książki z nimi związane. Nie zależnie czy są to poradniki, książki specjalistyczne, czy poczytajki. Tak stało się także z książką „Riko i my”, która była już z opisu ciekawa. No bo historia opisana z punktu widzenia kota? Coś niespotykanego i wartego uwagi według mnie, bo nie zdarza się często.
Riko jest dzikim kotem, który mieszka na wsi. Jednak wiadomo, że coś zaczęło się dziać – część pól i wolnych terenów zamieniono na działki, wybudowano całe osiedle z czym koty miały problem. Nie było gdzie polować, a jak wiadomo ludzie to same zło – a to kamieniem rzucą, a to miotłą pogonią…
„Na ludzi trzeba było jednak uważać – zawsze mogli kopnąć, rzucić kamieniem lub uderzyć czymś, co akurat mieli w ręku.”
Riko nie jest jednak typowym dzikim kotem. Nie zmienia on też partnerek, nie wyrzuca swoich dzieci gdy staną się dorosłe. Jego wybraną jest szarosrebrna, mimo że o połowę mniejsza – jest miłością życia kocura i chcą spędzić czas ze sobą 5do końca życia. Także jeśli chodzi o kociaki gdy już wyrosną. Owszem, odchodzą i znajdują swoje miejsce na świecie, ale zawsze mogą wrócić i znajdą pomoc w miejscu, w którym przyszły na świat.
Jak wiadomo dzikie koty nie lubią ludzi. Są nieufne, boją się… A może Riko i tutaj nie będzie typowym, dzikim kotem? Może przełamie lody i uda mu się ułożyć pozytywne relacje z ludźmi?
Książka jest napisana z punktu widzenia kota, co jest ciekawe i oryginalne. Opisane są oczywiście emocje i uczucia Roki’ego, a także zachowania w danej sytuacji. Możemy więc poznać mowę kociego ciała, w czym pomoże nam także słownik kociej mowy, który znajdziemy na koniec książki. Przyznam jednak, że czasem widać to wrażenie że ludzie z kotem rozmawiają, jakby także był istotą ludzką i opowiadał na zadawane pytania. Wiadome jest, że książki sam kot nie napisał – jednak w jednym rozdziale jest kawałek, który autentycznie wygląda jak dialog słowny kota i człowieka. Czy jest to jednak duży minus? Z pewnością nie, bo objawia się tylko w tym jednym rozdziale.
Jak prezentuje się wydanie? Także niczego sobie. Okładka jest ciekawa, po obydwu stronach jest zdjęcie kota, o którym jest cała ta historia i zaskoczyło mnie, że Rikow rzeczywistości jest tak potężny. Nie mylmy jednak zagadnienia ‘potężny’ z ‘gruby’, bo to zupełnie co innego. Mimo, że książka ma białe strony (co trochę utrudniało czytanie, bo promienie słońca złośliwie się od nich odbijały) to spora, czarna czcionka była dobrze widoczna i nie miałam żadnego problemu z zapoznaniem się z historią Pani Joanny i Pana Ludwika.
„ […] Ludzie dzielą się na tych, którzy lubią koty, i na tych, którzy jeszcze o tym nie wiedzą.”
Książkę polecam wielbicielom kotów, bo myślę że to oni byliby najbardziej chętni do zapoznania się z historią Riki’ego. Nie jest to oczywiście książka jedynie dla tych osób i polecam ją każdej osobie, która jest zainteresowana tym, jak potoczyły się losy tego dzikiego kocura.
Więcej na blogu z recenzjami książek:
http://my-books-1220.blogspot.com/