Przyrzekam, że moment, w którym Remigiuszowi skończą się pomysły na fabuły będzie również chwilą, w której ja zaprzestanę czytania książek :) składam tę obietnicę zupełnie bez sensu i na wyrost, bowiem po lekturze „Nie ufaj mu” jestem przekonana, że czekają mnie jeszcze długie lata w czytelniczej szczęśliwości gdyż człowiek, który w dość krótkim czasie popełnił bez mała 60 książek nie może cierpieć na niemoc twórczą (i tu pewne stwierdzenie Kuby Wojewódzkiego nabiera zupełnie nowego znaczenia)…
Ale do rzeczy. Jak książkoleptyk na głodzie, pierwsze, co zrobiłam po otwarciu oczu 27 lipca, to zakup ebooka „Nie ufaj mu”, któregoż to lekturę mam już nieszczęśliwie za sobą… Nieszczęśliwie, bo nie lubię rozstawać się z fajnymi książkami.
Z Iną i Gracjanem spotykamy się rok po wydarzeniach opowiedzianych w „Wybaczam ci”. Ina powoli dochodzi do siebie po rewelacjach, jakie zafundował jej były mąż i kiedy wreszcie wydaje się, że los się do niej uśmiechnął i postawił na jej drodze mężczyznę idealnego, dochodzi do kolejnej katastrofy. Kładzie się ona cieniem na jej wieloletniej relacji z Pabstem i zagraża jego związkowi z siostrą Iny, Julią. Toczy się gra o prawdę i zaufanie.
Powieść ściśle łączy się z wydarzeniami z poprzedniego tomu i już od pierwszej strony rozpoczyna się mocnym akcentem, a w dalszej części możemy liczyć na kolejne niesamowite, pełne dramatyzmu wydarzenia. Fabuła jest mocno skomplikowana, z mnóstwem pozornie nieprawdopodobnych, a jednak logicznych powiązań. Wartka akcja i coraz to nowe okoliczności wciągają bez reszty. Całość jest, jak zawsze u Mroza, doskonale przemyślana i rozpracowana w najdrobniejszych szczegółach.
Sylwetki bohaterów są spójne z ich kreacjami w pierwszym tomie. Nadal moją ulubioną postacią pozostaje Gracjan i mojej sympatii nie zachwiał nawet fakt, że autor tak pokierował jego wątkiem, że wielokrotnie wątpiłam w szczerość jego intencji. Ina to wciąż nieporadna, łatwowierna, rozmemłana i bazująca na współczuciu innych kobieta z syndromem wiecznej ofiary. Typ bohaterki zdecydowanie nie dla mnie, ponieważ zamiast bluszczy wolę silne i zdecydowane kobiety. Ale coś widocznie w tej kobiecie jest takiego, że Pabst wciąż balansuje na granicy utraty rozsądku (nie żebym jakoś szczególnie kibicowała Julii…)
Po kilku książkach autora zdążyłam się już przekonać, że autor ma świetny styl, plastyczny i obrazowy, przemawiający do wyobraźni, pełen szczerości i prostoty językowej, która idealnie trafia do odbiorcy pozwalając mu przeżywać historię wespół z bohaterami.
W „Wybaczam ci” nie wszystko zostało dopowiedziane, dlatego miałam nadzieję na kontynuację wątków. Doczekałam się wprawdzie, ale czy to mi cokolwiek wyjaśniło? Bynajmniej. Powstały kolejne niedopowiedzenia, kolejne pytania, które aż proszą się o odpowiedź więc bardzo bym chciała, żeby bohaterowie znowu wezwali autora do nadania ich historii dalszego biegu. Mnie powieść wciągnęła bez reszty, zafundowała bezsenną noc, a na końcu rozczarowała pełnym niedomówień zakończeniem, ale także sprawiła, że mam ochotę na więcej…