Święta za pasem, więc aby jeszcze bardziej poczuć tę magiczną atmosferę, postanowiłam sięgnąć po świąteczne pozycje. Mój wybór padł na "Dorzuć mnie do prezentu" Agnieszki Błażyńskiej. Czy ten pandemiczny zbiór opowiadań spełnił swoje zadanie?
W książce poznajemy historie powiązanych ze sobą ludzi, którym przyszło spędzić święta w tym ciężkim czasie, jakim jest z pewnością epidemia koronawirusa. Maja musi spędzić ten czas na kwarantannie, Paulina, przygotowując kolację dla 16 gości, a Natalia- w domu z rodzeństwem, bez rodziców. Bohaterowie są pozornie niezwiązani ze sobą, ale po uważnej lekturze znajdziemy coś, co łączy ich wszystkich. Taki zabieg uważam za szalenie interesujący i za to należy się plus książce. Ale co z innymi aspektami?
Muszę przyznać, że oczekiwałam od powieści zdecydowanie więcej. Na 7 opowiadań spodobały mi się tylko 3, co uważam za niezadowalający wynik. Myślę, że największym problemem książki jest, niestety, okropne wykreowanie męskich bohaterów.
Mamy Borysa, siedemnastolatka, który uważa, że (i tutaj cytuję):
"Który nastolatek spędza czas z rodzicami? Chyba tylko te introwertyczne panienki, pozbawione znajomych, trzymane na smyczy przez zaborcze matki, siedzą w domu, zamiast rozwijać życie towarzyskie" Tak bardzo zniesmaczył mnie ten fragment. Spędzanie czasu z rodzicami po pierwsze nie jest "niemęskie", ale całkowicie normalne. Może autorka chciała przekazać, jak, według niej, myślą nastolatkowie, ale zupełnie jej to nie wyszło. Bohater ten całkowicie mnie do siebie zniechęcił, nie byłam w stanie go polubić. Ale okej, przejdźmy dalej.
Tom. Nasz kochany zboczony Tom. Inaczej niestety nie umiem nazwać zachowania gdy bohater zapytany "Dlaczego patrzyłeś się jej w oczy?", odpowiada: "Miała na sobie golf, więc gdzie indziej miałem patrzeć". Coś obrzydliwego.
Chciałabym opowiedzieć jeszcze o jednym minusie, a mianowicie, braku logiki i konsekwencji. W opowiadaniach bywało tak, że mieliśmy przedstawioną dwa razy tę samą sytuację, z perspektywy dwóch bohaterów. I autorka obierała wtedy dwie drogi. Albo kopiowała wszystko słowo w słowo, przez co książka była bardzo powtarzalna, albo zmieniała cały wydźwięk dialogu lub wydarzenia. Rozumiem, że dwójka ludzi może mieć inne spojrzenie na coś, ale jak w jednym opowiadaniu mamy opisane, że bohater przyniósł dziewczynie pomarańcze a w innym, kosz różnorakich owoców to trochę logiki zaczyna w tym brakować. To nie jest trudne, by wrócić do pierwszego opowiadania i zobaczyć, co się tam napisało.
Trochę wylałam swoich żali, ale książka ma też swoje plusy. Sam pomysł umieszczenia akcji w pandemicznym świecie jest ciekawy, opowiadania są krótkie a styl lekki. Jest to więc historia do rozerwania się na jeden wieczór, która nie wniesie nic do waszego czytelniczego życia, ale pomoże odstresować się przed świątecznym czasem. Chyba że tak jak ja będziecie wkurzać się na bohaterów i przewracać oczami ze zdegustowania. Wtedy raczej się nie zrelaksujecie.
Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta portalu nakanapie.pl