Jak głosi opis z okładki, pani Long jest jedną z najbardziej lubianych amerykańskich autorek romansów historycznych. Z tym stwierdzeniem, po przeczytaniu książki, niewątpliwie muszę się zgodzić i robię to z miłą chęcią.
Po raz kolejny przekonałam się, że nie warto oceniać książek po okładkach, bo zazwyczaj pierwotny osąd nijak się ma do treści. Tutaj również tak było. Ta, nie przekonywała mnie w ogóle, więc zwlekałam z przeczytaniem. Jak się okazało, bez potrzeby, bo, kiedy już zaczęłam czytać, to skończyłam wraz z ostatnią stroną i nie potrzebowałam na to żadnych przerw.
Kapitan Chase Eversea wraca po odbyciu służby wojskowej do rodzinnego domu. Gości tam, dopóty jego przestrzelona w czasie wojny noga, nie zagoi się do końca. Później, rodzina wysyła go do Anglii, by sprowadził do swego miasteczka kuzyna, który ma zostać tam nowym duszpasterzem.
Już w Anglii, podczas spaceru, zostaje zaczepiony przez małego ulicznika, który wręcza mu list. Na zabrudzonej karteczce widnieje prośba o spotkanie w Monmorency Museum. Chase zjawia się tam z ciekawości, a osobą, która napisała tajemniczy list, okazuje się być jego miłość sprzed wojny – Rozalinda March. Kobieta przedstawia mu sprawę zaginięcia siostry i prosi o pomoc w jej odnalezieniu. Czy kapitan, pomimo niezagojonej rany w sercu podejmie się tego zadania?
Przede wszystkim wartka akcja. Autorka nie daje szansy się nudzić, co niesamowicie wciąga w wir wydarzeń. No i chce się czytać dalej i dalej. Po drugie, nietuzinkowi bohaterowie. Chłodny i doskonale maskujący swe uczucia kapitan Chase, piękna i bystra Rozalinda, i często rozśmieszający mnie Liam – ulicznik, który zaczepił kapitana na początku książki, a który pojawia się w niej już do jej końca. Jedyny bohater, który w jakiś sposób mnie denerwował, to siostra głównej bohaterki – Lucy. Roztrzepana, słodka idiotka, ośmieliłabym się stwierdzić. Jej zachowania, jak na dorosłą osobę były aż nadto niedojrzałe i denerwujące. Nie ma się jednak, o co martwić, kobietka występuje już praktycznie na samym końcu, więc długo denerwować was nie będzie.
Do tego wszystkiego dodajmy wątek romansowy, który pani Long rozbudowała i stworzyła perfekcyjnie. Subtelne, ale kiedy trzeba dokładne opisy aktów seksualnych, uczuć bohaterów. Miodzio.
Akcja toczy się w czasach bitwy pod Waterloo, dokładnie, już po jej zakończeniu, więc mamy tam także konne powozy, wystawne bale i przepiękne suknie. Jest też oczywiście druga strona medalu – głód, bieda i prostytucja na ulicach miasta.
Książka zrobiła na mnie ogromnie pozytywne wrażenie i bardzo żałuję, że początkowo podchodziłam do niej tak sceptycznie. Polecam!