"Anioł na główce od szpilki" to opowieść ciepła, przyjazna, chwilami wzruszająca, chwilami smutna. Jest w niej romantyzm, melancholia, ale też światło i nadzieja.
Znacie to uczucie? Chcesz szybko dotrzeć do końca książki, by dowiedzieć się, co będzie dalej? Jednocześnie nie chcesz, by historia się skończyła? Tak właśnie było w tym przypadku. Pragnęłam szybko przeczytać, ale czułam się tutaj tak dobrze, tak przytulnie i miło, że jednocześnie chciałam zostać w niej na dłużej by doświadczać tego wszystkiego codziennie.
Książka zaczyna się od pogrzebu babci. Babcia, starsza osoba, wiadomo, że kiedyś nas opuści, ale w tym przypadku była to AŻ babcia. Maja miała w niej wielkie oparcie, wszystkie wspomnienia z dzieciństwa związane były z dziadkami. Mając pięć lat została starszą siostrą, ale jej rodzeństwo, bliźniaki często chorowały, więc spędzała w mieszkaniu babci i dziadka dużo czasu.
W jednej chwili oprócz straty bliskiej osoby nasza główna bohaterka straciła również pracę, a wcześniej chłopaka. Można by powiedzieć, że życie się jej trochę posypało i mocno doświadczyło. Na każdym kroku wszystko dawało znaki, że ma coś zmienić, więc idąc za ciosem postanawia się przeprowadzić do mieszkania po dziadkach i zacząć od nowa.
Szybko się okazuje, że w najbliższej rodzinie nie ma żadnego oparcia. Ani rodzeństwo ani rodzice nie reagują pozytywnie na jej pomysł otworzenia biznesu z rękodziełem. Maja uwielbia szyć, co zresztą odziedziczyła po swojej babci. Bardzo chciałaby spróbować tworzyć piękne rzeczy na starej maszynie, ale ta ciągle odmawia współpracy. Czy to kolejny znak? Maja nie ma zamiaru tak szybko się poddać. Tym razem walczy o siebie, o swoje marzenia wbrew temu co jej rodzina o tym myśli.
Dni mijają, a nasza bohaterka poznaje współlokatorów kamienicy. Jednym z nich jest starszy pan, z którym miała już przyjemność się poznać w niezbyt przyjemnych okolicznościach. Okazuje się, że od obcych ludzi otrzymuje więcej wsparcia i otuchy niż od najbliższych. Jednocześnie młoda dziewczyna sama wprowadza do kamienicy dużo radości i słońca, nie tylko starszemu panu, ale i młodej matce z dzieckiem, a nawet starszej zgryźliwej sąsiadce, która za jedyną rozrywkę ma obserwację sąsiadów i to z kim każdy się spotyka. Szczególnie Maja.
Książka pełna ciepła i życzliwości, pozwala zwrócić naszą uwagę na te kwestie w życiu, które w codziennym biegu nam umykają.
Starsi ludzie, którzy są u kresu swojego życia często zapomniani przez swoją rodzinę, nie upominają się o uwagę, a bardzo jej potrzebują. Młoda matka, która zamknięta z małym dzieckiem nie ma czasu na wypicie ciepłej kawy, nierozumiana i przytłoczona życiem.
Gdzieś przeczytałam, że "starość Panu Bogu wyjątkowo się nie udała". Myślę jednak, że wcale nie musi być nieudana, ale potrzeba ludzi takich jak Maja. Taki Anioł, który rozjaśni ciemny dzień i doda otuchy. Sama potrzebuje wsparcia, ale im więcej rozdaje go sąsiadom i znajomym tym więcej do niej wraca.
To książka, która przypomina, że w życiu najważniejsze są rzeczy pozornie zwyczajne: kawa wypita w dobrym towarzystwie, ciepły koc zimą, rozmowa z sąsiadem, uśmiech nieznajomego.
Nie trzeba wielkich gestów, by zmieniać świat – czasem wystarczy być. Dostrzegać i dawać innym to, czego sami najbardziej potrzebujemy.
Cała recenzja na domowyklimacik.pl