„Miłosna dogrywka” Poppy J. Anderson to powieść, o której w chwili, gdy rozpoczynałam ją czytać, wiedziałam, że będzie to historia przewidywalna, lekka i odprężająca. I taka była. Bez wulgaryzmów, spokojna niczym balsam na duszę. Pojawił się w powieści wątek przemocy (fizycznej – atakująca fanka i psychicznej – hejt fanów, napaść słowna dziennikarzy), ale został napisany łagodnie, powiedziałabym, że wręcz zbyt łagodnie. Dla podsycenia akcji i podkreślenia wagi tematu, warto było go wyjaskrawić, wyposażyć go w większy ładunek emocjonalny. Akcja kręci się przede wszystkim wokół dwójki głównych bohaterów, wątki poboczne są, ale pojawiają się jedynie w rozmowach lub krótkich migawkach. Gdybym miała nadać tej powieści nowy tytuł wybrałabym taki: „Zakompleksiona i cierpliwy”. Główna bohaterka, Hanna Dubois, to mądra, poukładana, ładna kobieta, ale bagaż kompleksów, jaki przywiozła do Nowego Jorku okazał się zdecydowanie za duży, jak na bohaterkę, którą można polubić bezkompromisowo. Czytając, zastanawiałam się, ilu i jakich dowodów potrzebowała, żeby uwierzyć w miłość Johna Brennana. Dwoił się on i troił, wyznawał miłość (nie zauważyła!), dowodził, wielbił, dawał okazję do rozmowy, a ona – uparta koza – nie i nie! W upartym pielęgnowaniu poczucia własnej niższości pomagały Hannie media i fani jej chłopaka i w tym przypadku autorka bardzo dobrze pokazała problem wchodzenia w życie idoli w butach, bezczelnego i złośliwego komentowania ich wyborów życiowych, partnerów i wszystkiego tego, co jest naszym osobistym, a nie publicznym życiem. Ten wątek podobał mi się najbardziej, został napisany z największą ikrą. Warte zauważenia są również krótkie, ale wartościowe wątki przyjaźni i rodziny. Gdyby je rozbudować, powieść zdecydowanie by zyskała, nie byłaby jedynie walką Johna Brennana z kompleksami Hanny Dubois. Taką trochę walką z wiatrakami. Był nawet moment, kiedy miałam wrażenie, że wcale nie zmierzamy do szczęśliwego zakończenia, ale do smutnego końca. Z drugiej strony jestem świadoma faktu, że czasami kompleksy, niedowartościowanie tak wżera się w człowieka, że trudno mu pomóc i potrzebuje on swoistej terapii. I zmierzam do tego, że powieść „Miłosna dogrywka”, podobnie jak wiele innych historii z tego gatunku (lekkie, łatwe i przyjemne) często porusza poważne problemy, czasami tylko je sygnalizuje, ale zwraca na nie uwagę. Poppy J. Anderson, oprócz miłej do czytania historii miłosnej, napisała o hejcie, kompleksach i związanych z nimi trudnościami z funkcjonowaniem w związku i wśród innych ludzi, uodpornieniem się na to, co mówią i myślą o nas inni, umiejętnością bycia ponad i nauczeniem się kochania samego siebie. Hannie Dubois pomógł John Brennan, ale wokół nas jest wielu ludzi, którzy tej pomocy nie otrzymają.
No i cóż, nawet z takiego czytadełka można coś wynieść, o ile nie jest to kolejna powieść na zaliczenie, a historia miłosna nie jest tą jedyną, którą się emocjonujemy, lecz zaczynamy szukać czegoś więcej pomiędzy wyznaniami i miłosnymi uniesieniami.