„Ongiś”, literatura skandynawska, książka autorstwa duńskiej pisarki Dorrit Willumsen. Autorka przenosi czytelnika do Kopenhagi lat 30 XX wieku. Narracja prowadzona jest głównie z pozycji dziecka - przedstawia życie, najbliższe otoczenie i rodzinę widziane oczami kilkuletniej dziewczynki.
Nie znajdziemy tu historii z wyraźnym początkiem i końcem, połączonej w logiczną całość. Mamy za to wyrwane chwile z codzienności, odbierane dziecięcą świadomością, splątane ze sobą w czasie i pozornie nie powiązane ze sobą. Wspomnienia, zszyte z kawałków dzieciństwa, które zebrane razem tworzą patchworkową całość.
Opowieści przeplatają się, raz opowiadane dziecięcymi oczami, raz z pozycji dorosłego. To z nich poznajemy miasto, odwiedzamy jego ubogie dzielnice, przyglądamy się latarniom gazowym, wozom konnym, widzimy ludzi w dziurawych ubraniach i charakterystycznych skandynawskich drewniakach. Podglądamy skromne życie prostych ludzi. Przyglądamy się pracy kowala, piekarza, praczki, rzeźnika, dozorcy, kucharki, krawca. Jesteśmy świadkiem, jak wielka może być przyjaźń z psami, kotami i…. szczurem. Płynąca ze szczerego serca niezwykła troska o zwierzęta, dzielenie się z nimi miłością i jedzeniem, którego samym opiekunom często go brakuje.
Dla kontrastu biedy ciekawy przerywnik - postać adwokatowej, odzianej w kosztowne futra, spacerującej z białym szpicem w srebrnej obroży; córka, pobierająca lekcje jazdy konnej, tańca i gry na fortepianie. Kobieta skrycie podziwiana przez jednych, budząca zawiść wśród innych, ale zawsze rozpalająca dziecięcą wyobraźnię i marzenia o życiu w luksusie.
Na plan pierwszy wysuwają się tu nieistotne i prawie niezauważalne dla dorosłych, ale za to tworzące cały świat dziecka detale. Epizody, które składają się na cały dziecięcy świat i jego wartości: smak dzikich jabłek, zapach cukierni i pralni. Zielone szyszki, listki buku i źdźbła trawy. Pogrzeb gąsienicy i motyla. Fascynujące zjawiska, jak pękające bąbelki piany w balii z zanurzonym w niej praniem. Ekscytujące chwile, dla których cały świat nagle zamyka się i wszystko inne w tym momencie przestaje się liczyć. Dziecięce radości i dziecięce smutki, lęki budzące się w ciemnościach i tajemnice szeptane do ucha rówieśników. Wszystkie zapachy i smaki dzieciństwa, skojarzenia, które mogą obudzić się tylko w dziecięcym widzeniu świata.
Bogactwo i bieda mieszają się w oczach dziecka, nie rozumiejącego jeszcze zawiłości życia, nie oceniającego i nie wartościującego - jeszcze nie skażonego dorosłym ocenianiem. Piękne w swej niewinności, przyjmujące życie takim, jakie jest.
Książka pisana jest prozą, która niespodziewanie przechodzi w poezję, tylko na moment i tylko po to, aby znów przeistoczyć się w prozę. Liryczna, tajemnicza, niejednoznaczna.
Autorka z niezwykłym wyczuciem potrafi opisać świat oczami dziecka i w tym osiągnęła moim zdaniem mistrzostwo.
Jednakże momentami książka okazała się trudna do przebrnięcia. Przeskakiwanie w czasie, urywanie, mieszanie wątków i prozy z poezją sprawiają, że można pogubić się w trakcie czytania. Bohaterowie pojawiają się, następnie znikają, robiąc miejsce innym, po czym powracają ze swą nową historią. Momentami czułam przesyt tymi szarpanymi historiami, które sprawiały, że lektura stawała się lekko męcząca.