Nawiedzony dom na wzgórzu recenzja

Uwertura nawiedzonego domiszcza

WYBÓR REDAKCJI
Autor: @alicya.projekt ·5 minut
3 dni temu
1 komentarz
5 Polubień

Jeśli macie ochotę na solidną dawkę wrażeń, paranoję w gotyckim stylu i klimat nienasyconej grozy, to dobrze trafiliście: witamy w „Nawiedzonym domu na wzgórzu”. Obłęd gwarantowany!

Powieść o tak sugestywnym tytule, jest podobno jedyną, która wystraszyła Neila Gaimana tak, że musiał spać przy zapalonej lampce. O jej autorce mawia się nawet, że była Stephanem Kingiem przed Stephanem Kingiem (ten zresztą wielokrotnie się do jej twórczości odnosił), a Joe Hill stwierdził – całkiem trafnie – że Jackson była pierwszą autorką, która zrozumiała, że to nie domy są tak naprawdę nawiedzone, tylko ludzie.

***

Shirley Jacskon nie miała lekkiego życia. Wychowywała się w domu, w którym faworyzowano jej brata, z babką dewotką, która wierzyła, że modlitwą można uzdrowić złamaną nogę i matką, która żywiła do córki przeogromną niechęć. Nie lubiła w niej niczego: od charakteru, usposobienia, tego, że ucieka w pisanie i zajadała się masłem, po wygląd (wciąż wytykała jej tuszę oraz paskudne włosy). Nie wierzyła, że jej latorośl ma szansę wypełnić swoją życiową rolę przykładnej pani domu – w domyśle, nikt nie będzie jej chciał. W efekcie, pisarka całe życie próbowała zrzucić zbędne kilogramy, na co lekarz przepisywał jej amfetaminę (takie były czasy), do tego sporo piła i paliła. Jak to się dla jej zdrowia skończyło – wiadomo. Shirley tylko raz w życiu zdecydowała podzielić się z matką swoimi odczuciami na temat ich toksycznej relacji. Napisała do niej list, którego nigdy nie wysłała. To wiele mówi o jej konstrukcji psychicznej i pułapce w której utknęła.

Mimo utyskiwań matki znalazł się jednak taki ktoś, kto Shirley zechciał. Nie jest to jednak historia rodem z mdławego romansu, w którym to ciemiężona dotąd bohaterka doświadcza wyzwolenia od przeszłości, w ramionach mężczyzny, który ją kocha i szanuje. Stanley Edgar Hyman, niestety nie okazał się księciem na białym koniu. Jako znany wykładowca i krytyk literacki zrobił z żony służącą, którą łajał za każde niedociągnięcie i zdradzał ją ze wszystkim co nie uciekło przed nim na drzewo (ostatecznie zmusił ją do „zgody” na otwarty związek). Shirley spała po cztery godziny na dobę, żeby wyrobić się z obowiązkami domowymi (czwórka dzieci, cztery koty, dwa psy, chomik i mąż) i pisaniem. Hyman, chociaż uważał ją za genialną pisarkę, nie traktował jej lepiej nawet wtedy, gdy zaczęła zarabiać więcej od niego. Żywy inwentarz, wiadomo.

Nieszczególnie dbała o to by wyglądać jak elegancka pani domu, interesowała się okultyzmem, czarami i stawiała tarota. Fascynowały ją wiedźmy. Jeśli dodać do tego częste wizyty u psychiatry – uchodziła za ekscentryczną. Co ważne, w duchy nie wierzyła. „Nawiedzony dom na wzgórzu” napisała posiłkując się tekstami o nawiedzonych domach (np. badacza zjawisk paranormalnych Nandora Fodora) i zdjęciami takowych (np. Neuschwanstein w Niemczech, Winchester Mystery House w Kalifornii).

Znajomość kilku faktów z życia autor pozwala nieco inaczej spojrzeć na jej twórczość. Odkrywają się przed nami dzięki nim dodatkowe warstwy. W przypadku „Nawiedzonego domu na wzgórzu”, postacie Eleanory i Theodory nabierają także dodatkowego charakteru.

***

Owiany złą sławą dom na wzgórzu, to miejsce, które doktor John Montague, zajmujący się badaniem zjawisk paranormalnych, wybrał na miejsce swojego eksperymentu. Wyznając zasadę, że wszystkie istoty żywe muszą śnić, by przetrwać zderzenie z rzeczywistością (inaczej by zwariowały), szuka sposobu by zajrzeć na „drugą stronę”. Wynajął więc dziwaczną posiadłość na trzy miesiące, zwerbował do pomocy dwie ochotniczki i jednego niezbyt przydatnego trutnia. Ekipa składa się bowiem z Eleanory i Theodory, które przyjeżdżają dobrowolnie – mają „nietypowe” zdolności lub miewały interesujące doktora „epizody” oraz Luke’a, spadkobiercy rzeczonej rezydencji, który musi im towarzyszyć na wniosek prawnika. Rzekomo nawiedzona posiadłość rozkręca się powoli, przez większość czasu bohaterom dokuczają tylko przeciągi i niemiła obsługa pani Dudley. Wszystko do czasu. Bo w pewnym momencie dom postanawia przemówić. A prawdziwie usłyszeć mogą go tylko ci najkruchsi, przetrąceni… i nie ma już wtedy odwrotu.

Jackson rozgrywa czytelnika brawurowo. Zabrała się za do bólu oklepany motyw i na jego podstawie tworzyła dzieło ponadczasowe. Do końca nie wiadomo, co stanowi tutaj przyczynę, co jest skutkiem. Winny wszystkiego jest dom, jego przeszłość, człowiek, trauma czy duchy? Jedyne co pewne, to dojmująca samotność, doświadczenie izolacji psychicznej, nie tylko wtedy, gdy popada się w obłęd, bo przecież każdy z nas w swojej głowie, żyje sam ze sobą. Poczucie zagrożenia i niepewności potęguje przygnębiający i nieprzyjemny klimat powieści. Gdy bohaterowie spędzają czas na wesołym nicnierobieniu i niezobowiązujących rozmowach, podskórnie wciąż czujemy, że w tym zdeformowanym mikrokosmosie zdeformowanego domu zaraz wydarzy się coś niedobrego. I wydarza się, ale nie to, czego oczekujemy i nie tak, jak przypuszczamy.

Pisarka dołożyła do gotyckiego rysu powieści znaczące portery psychologiczne dwóch ochotniczek. Nieoczywiste, przepuszczone przez jej własną nietuzinkową wrażliwość i nałożone na świadomość roli kobiety we współczesnym świecie (powieść wydano w 1959 roku) – tkwiącej w więzieniu zakazów i nakazów. Pierwsze skrzypce gra tu oczywiście, żyjąca w skrajnej obłudzie Eleanora, którą stać tylko na pojedyncze akty buntu. Chociaż najcichsza, najbardziej zakompleksiona i delikatna, to właśnie ona ma kluczowe znaczenie dla całej historii. Paradoksalnie to dzięki niej powieść zyskuje szersze, bardziej uniwersalne znaczenie, dotykając tematu lęków, powolnego popadania w obłęd, utraty kontroli, ról w których zostajemy wepchnięci i psychologicznej prawdy o człowieku.

To powieść przenikliwa na wielu poziomach, gęsta, eteryczna. Błądzimy w niej, jak bohaterowie, gubiący się wciąż w nawiedzonym domu. Poza czasem, w odkształconej przestrzeni. Gdy raz przekroczymy próg „Nawiedzonego domu na wzgórzu”, nie wyjdziemy z niego już nigdy.

Moim zdaniem, ani ekranizacje (1963 i 1999), ani serial Netflixa z 2018 nie umywają się do powieści. Aby w pełni doświadczyć tej historii, konieczny jest powrót do korzeni i spotkanie z jej literackim duchem.

[współpraca reklamowa barter]



Moja ocena:

Data przeczytania: 2025-03-10
× 5 Polub, jeżeli recenzja Ci się spodobała!

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki
Nawiedzony dom na wzgórzu
6 wydań
Nawiedzony dom na wzgórzu
Shirley Jackson
5.9/10

Najsłynniejsza, wielokrotnie ekranizowana, powieść o nawiedzonym domu. Do starego, mrocznego i owianego złą sławą domu na wzgórzu przybywają cztery osoby: doktor Montague – znawca okultyzmu, szuk...

Komentarze
@tsantsara
@tsantsara · 2 dni temu
Dobra, ciekawa recenzja, trochę tylko razi używania w tekście jej imienia zamiast nazwiska.
× 2
Nawiedzony dom na wzgórzu
6 wydań
Nawiedzony dom na wzgórzu
Shirley Jackson
5.9/10
Najsłynniejsza, wielokrotnie ekranizowana, powieść o nawiedzonym domu. Do starego, mrocznego i owianego złą sławą domu na wzgórzu przybywają cztery osoby: doktor Montague – znawca okultyzmu, szuk...

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki

Zobacz inne recenzje

"Nawiedzony dom na wzgórzu" przenosi nas do mrocznej, owianej złą sławą posiadłości, gdzie doktor Montague - znawca okultyzmu - razem z trzema śmiałkami usiłują odkryć nadprzyrodzone sekrety rezydenc...

@patrycja.lukaszyk @patrycja.lukaszyk

Klask klasyków, który mnie nie porwał. Oczywiście trzeba przyznać, że sam zamysł nawiedzonego domu na wzgórzu jest klimatyczny i już sam w sobie pobudza wyobraźnie, porywając nas do miejsca niezwykle...

@klaudiamatera @klaudiamatera

Pozostałe recenzje @alicya.projekt

Duch z wyspy
Godzina duchów

@ObrazekRozwój nauki i cywilizacji zabezpieczył nasz byt na tyle, że pozbawił nas większości lęków, które nieustannie dręczyły naszych przodków. Chociaż współcześnie l...

Recenzja książki Duch z wyspy
Wyrzuciła ją rzeka
Panta rhei, panta rhei…

@ObrazekWrzucając coś w ciemny nurt rzeki robimy to, by się tego pozbyć, by o tym zapomnieć. Chcemy, żeby porwane przez prąd zniknęło nam z oczu, oczekujemy ostateczn...

Recenzja książki Wyrzuciła ją rzeka

Nowe recenzje

Przeklęta magia
Magiczne przygody młodego czarodzieja
@stos_ksiazek:

Gdy zobaczyłam okładkę „Eryka Scotta” Matta Burczyka, wiedziałam, że muszę przeczytać tę książkę. I cieszę się, że to z...

Recenzja książki Przeklęta magia
Martwe zwierzęta
Bardzo dobry debiut
@daria.ilove...:

"Potwory się rodziły i potwory powstawały z czyimś udziałem" "W zimnym, włożonym kafelkami pomieszczeniu znajdowały si...

Recenzja książki Martwe zwierzęta
Martwy pisarz
Martwy pisarz
@Spizarnia_k...:

"Cie­ka­wi mnie, co ta­kie­go jest w tych teo­riach, które od­no­szą suk­ces, co spra­wia, że lu­dzie za­czy­na­ją w ni...

Recenzja książki Martwy pisarz
© 2007 - 2025 nakanapie.pl