"Pragnienie" autorstwa Zao Cheng opowiada o sławnym pianiście, który pewnego dnia przyjeżdża do miasteczka aby zagrać koncert. Tycjan postanawia poznać okolicę i mieszkańców. Wraz z Aurelią poznaje opowieści na temat miejsca w którym się znajduje, przez coraz to nowsze opowiadania Tycjan zaczyna inaczej postrzegać otaczającą go rzeczywistość. "A co, jeśli świat to wielkie zwierciadło, w którym nieustannie się przeglądamy? I co kryje się po jego drugiej stronie? Odpowiedź może być zaskakująca…"
Tak jak sama fabuła brzmi bardzo zachęcająco, to niestety książka okazała się być moim wielkim zawodem. Czy to ja postawiłam oczekiwania za wysoko, a może książka jest po prostu słaba? Takie pytanie zadawałam sobie odkąd skończyłam czytać tę pozycję. Jednak po tygodniu przemyśleń mogę śmiało stwierdzić, że problem tkwi w książce.
Zacznę od kwestii gospodarczych, politycznych i ekonomicznych, których w tej książce było zdecydowanie za dużo jak na literaturę typu obyczaj i romans. No właśnie wątek romantyczny - no cóż tutaj również bardzo się zawiodłam, zero relacji. Fabuła była zwyczajnie nudna, miałam wrażenie, że wątki się ze sobą nie łączą. Czytając tę pozycję cały czas z tyłu głowy myślałam, że czytam niedopracowane opowiadanie na wattpadzie, które ma potencjał, jednak został on totalnie niewykorzystany.
Jeśli sądzicie, że styl pisania nadrobił to jesteście w błędzie. Częste, bezpodstawne stosowanie przekleństw, drętwe dialogi . Nic w tej książce nie zachęcało do czytania. Pierwsze dwa rozdziały mamy przeznaczone na przedstawienie bohaterów, które są nudne i strasznie się ciągną. Mimo iż sama książka w sobie jest dość krótka czyta się ją mozolnie. Gubienie wątków, wracanie do poprzednich akapitów czy stron - to czynności, które non stop towarzyszyły mi przy tej lekturze. Mam małe zastrzeżenie do pisania dialogów, które są dość oryginalne w złym tego słowa znaczeniu. Pierwszy raz spotkałam się w książce z tym aby dialogi wyglądały w ten sposób:
"Przechodzień: Pan tu nowy?
Tycjan: Tak, służbowo, A pan miejscowy?
Przechodzień: Tak
Tycjan: To świetnie. Zapewne wie pan, co w miasteczku zasługuje na szczególną uwagę?
Przechodzień: Labirynt snów.
Tycjan: Pan często w nim bywa?
Przechodzień: Nie mam czasu wolę chodzić do kochanki"
Pierwszy fakt, który zwrócił moją uwagę to ten podział typu przechodzień/Tycjan , przecież wystarczyło po prostu dać te zdania od myślników. No ale uznajmy, że taka była wizja autora. Drugie moje zastrzeżenie: w tych dialogach nie ma tego emocji, są bezbarwne i mało wiarygodne.
Bohaterowie nie są w ogóle wykreowani co jest u mnie ogromnym minusem. Mimo iż skończyłam czytać tę książkę tydzień temu to już nie pamiętam połowy wątków i gdybym nie zajrzała do książki przed napisaniem recenzji, to nie byłabym w stanie powiedzieć jak miała na imię główny bohater.
Podsumowując: książka w ogóle nie zapada w pamięć - co bardzo źle o niej świadczy, jest nudna i bezbarwna.
Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.