Czy można zagubić się w historii tak, by odczuwać ból klęski i triumf bohaterów? Czy zamiast suchych historycznych faktów, jak Chrzest Polski, koronacja Bolesława Chrobrego czy wojny zakończone pokojem w Budziszynie, można dostrzec ludzi, emocje, dramaty i wybory, które kształtowały przyszłość? "To, jak widzimy świat, zależy przede wszystkim od miejsca, z którego patrzymy", ale duży wpływ mają na to również autorzy mądrzy, wrażliwi, którzy, wierni znanym faktom, potrafią wciągnąć nas w wir emocji i wydarzeń, ukazując magię, ale i okrucieństwo dawnych czasów.
Taką autorką z pewnością jest Ewa Kassala, która w cyklu „Słowiański szlak” prowadzi nas do początków panowania Piastów na naszych ziemiach, do świata, w którym stare i nowe walczą o przetrwanie. Autorka snuje opowieść niczym tkaczka, splatająca losy bohaterów w misterny wzór historii, rozpoczynając trzeci, finałowy tom „Czas korony” od śmierci Mieszka I, gdy wraz z nim kończy się epoka dawnych bogów. W miejsce kapłanek przychodzą chrześcijańscy duchowni, a ludzie zostają rozdarci pomiędzy tym, co znali, a tym, co nowe.
Nie potrafiłam oderwać się od losów Bolesława, człowieka targanego ambicją, pragnieniem władzy, a jednocześnie świadomego siły dawnych wierzeń. Jego brutalność wobec przyjaciół i wrogów była przerażająca, hipokryzja wręcz mierziła, ale wciąż widziałam w nim człowieka i władcę, który wiedział, że tylko łącząc stare z nowym, jest w stanie wygrać wojnę. Jego pragmatyzm budził we mnie zarówno podziw, jak i zgrozę.
Natomiast przy historiach kobiet wzruszenie ściskało mi gardło. Moje serce skradły Niemojka, chrześcijańska wiedźma, Sława, kapłanka próbująca odnaleźć swoje miejsce w nowym świecie, oraz Luna, szukająca siebie po zawodzie miłosnym. Te bohaterki nie były jedynie tłem wielkiej historii. To one niosły w sobie mądrość, siłę i determinację. Ich losy wplatały się w przemiany świata, pokazując, że nawet w cieniu wielkich wydarzeń kobiety miały swój głos, choć czasem ukryty w szepcie wiatru czy w płomieniach ognia.
Jednak to Wojciech Adalbert wywołał we mnie najwięcej sprzecznych emocji. Męczennik czy najeźdźca? Dla jednych święty, dla innych niszczyciel. Jego śmierć stała się narzędziem w rękach Bolesława, który bez skrupułów wykorzystał ją do zdobycia korony, na którą nie tyle musiał czekać 25 lat, co walczyć i układać się, by osiągnąć swój cel.
"Czas korony" to nie tylko wielowątkowa, barwna i żyjąca emocjami swych bohaterów opowieść o władzy i wierze. To historia naszych początków, które warto znać, by wiedzieć, kim jesteśmy i skąd się wywodzimy. To też historia zmiany, nieuniknionego starcia starych i nowych porządków oraz przede wszystkim przypomnienie o sile tamtych kobiet, znakach, które dla nas zostawiły, byśmy na tych podwalinach budowały naszą tożsamość.
"Wszystko się zmienia, i to jest w życiu niezmienne."