„A dokąd to” – recenzja sercem pisana
Nie wiem, czy to kwestia czasu, w którym sięgnęłam po tę książkę, czy tego, co akurat działo się w moim życiu, ale „A dokąd to” Miry Białkowskiej trafiło do mnie jak list, który przyszedł dokładnie wtedy, kiedy powinien. To nie jest historia pełna nagłych zwrotów, wielkich dramatów czy sensacyjnych odkryć. To raczej wewnętrzna podróż, cicha, ale głęboka – jak szept, który rozbrzmiewa długo po tym, jak zapadnie cisza.
Bohaterka książki wydaje się być jedną z nas – młodą kobietą, która szuka. Siebie, sensu, miejsca, w którym naprawdę będzie mogła odetchnąć. Bardzo utożsamiłam się z jej niepewnością, jej pytaniami, jej potrzebą bycia blisko – ludzi, emocji, ale też samej siebie. I choć jej historia jest inna niż moja, to uczucia, które opisuje, są zadziwiająco znajome.
Narracja jest subtelna, prawie poetycka, ale nie przerysowana. Czułam, że autorka rozumie, jak bardzo potrafimy się zagubić w oczekiwaniach innych i w swojej własnej głowie. Jak trudno czasem odróżnić, czego naprawdę chcemy, od tego, co „wypada”. To książka o dojrzewaniu – nie tylko do decyzji, ale też do tego, by zaakceptować to, że nie na wszystko musimy znać odpowiedź od razu.
Szczególnie zapadł mi w pamięć fragment, w którym bohaterka patrzy w okno pociągu, nie wiedząc, dokąd jedzie – i to nie w sensie fizycznym, ale emocjonalnym. To takie mocne uderzenie – bo ile razy ja sama czułam się tak, jakbym siedziała w rozpędzonym wagonie i nie miała pojęcia, dokąd mnie to wszystko prowadzi?
Ta książka nie daje prostych odpowiedzi. Ale daje coś cenniejszego – poczucie, że nie jesteśmy w tej niepewności sami.
Dla kogo? Dla każdej dziewczyny, kobiety, osoby, która choć raz zapytała siebie: „A dokąd ja właściwie zmierzam?”. Dla tych, którzy potrzebują się zatrzymać i posłuchać siebie – może po raz pierwszy od dawna.
Moja ocena? Nie w punktach. To po prostu książka, którą chcę mieć blisko. Na półce. W sercu. Na później.
Pani Miro,
dziękuję.
Za to, że napisała Pani książkę, która nie udaje, że zna wszystkie odpowiedzi. Za bohaterkę, która nie jest idealna, ale właśnie przez to prawdziwa. Za to pytanie, które zawarła Pani w tytule – pytanie, które noszę w sobie od dawna, ale rzadko mam odwagę je wypowiedzieć.
Dzięki „A dokąd to” poczułam, że w moim zagubieniu jest miejsce na ciszę, łzy i... łagodność wobec siebie. Że nie muszę wszystkiego rozumieć od razu. Że czasem warto po prostu usiąść, spojrzeć przez okno – tak jak zrobiła to Pani bohaterka – i pozwolić sobie na bycie w drodze. Nie wiedząc jeszcze dokąd.
To jedna z tych książek, których się nie kończy – tylko nosi ze sobą.
Dziękuję za tę podróż.