Michalina ma 24 lata, ale zamiast radośnie korzystać z życia jak jej rówieśniczki, tkwi uwięziona między znienawidzoną pracą a opieką nad chorującym na Parkinsona dziadkiem, w międzyczasie marząc o Portugalii. Kiedy w jej ręce przypadkiem trafia legendarna Little Black Dress, życie dziewczyny zmienia się w szaloną, nieprzewidywalną przygodę.
Barbara Kwinta po raz kolejny zdołała całkowicie mnie oczarować napisaną przez siebie historią, choć bynajmniej nie należy ona do gatunku cukierkowych. Co konkretnie mnie ujęło, zapytacie? Służę uprzejmie:
👗Michalina, główna bohaterka, z miejsca budzi sympatię, lekko podszytą współczuciem, ale nie litością. Jest zwyczajnie ludzka w swoich emocjach i słabościach, ale chociaż trafiły jej się w życiu kiepskie karty, to gra nimi najlepiej, jak potrafi. Jest gotowa na wszystko, nawet szaloną podróż przez pół Europy, żeby tylko zapewnić lepsze życie dziadkowi, z którym łączy ją piękna relacja, oparta na miłości, nie poczuciu obowiązku.
👗Akcja rozwija się powoli, ale jak już rusza z kopyta, to od książki nie sposób się oderwać. Dużo się dzieje, ale mimo to fabuła nie jest nierealistyczna, bo przygody rodem z filmów sensacyjnych przeplatają się w niej ze zwykłą, często gorzką codziennością - filmy filmami, ale nawet tajni agenci miewają rachunki do zapłacenia i chorych członków rodziny, którzy potrzebują opieki.
👗Wątek romantyczny jest cudowny - subtelny, rozgrywający się niejako w tle, pozbawiony wszechobecnej ostatnio wulgarności. Rozłożyło mnie na łopatki, że jednym z katalizatorów w rozwoju relacji Mi i Alberta jest...Kaczor Donald. Sama wychowałam się na tych komiksach, więc bardzo spodobał mi się ten wątek. I jestem totalnie #teamalbert - naklejki na zdjęcia były najlepsze 😉
👗Uwielbiam, kiedy w książkach pojawia się dużo czarnego humoru i sarkazmu, a w LBD obu jest pod dostatkiem. Nie myślcie jednak, że to ot taka sobie komedyjka - ta powieść ma wiele warstw i zapewniam was, że chusteczki też się przydadzą.
Pozwolę sobie postawić śmiałą tezę, że Basia Kwinta nie byłaby w stanie napisać złej książki, nawet jakby próbowała. Kocham jej styl - raz subtelny, raz dosadny - poczucie humoru i pełnokrwistych bohaterów, których tworzy. Z niecierpliwością wypatruję kolejnej powieści, nawet nie próbując zgadywać, dokąd tym razem zabierze nas autorka.