"Nie każda matka daje to, co najlepsze. Nie każda zapewnia poczucie bezpieczeństwa i wiarę w siebie. Nie każda matka daje miłość i oparcie, a zabiera lęki i strach".
Matki rywalizujące. Matki pogardliwe. Matki nieczułe. Matki alkoholiczki. Matki, których nie było. Matki przemocowe. Matki narcystyczne. Matki, którymi trzeba się opiekować. Matki symbiotyczne.
Byłam córką jednej z nich.
Obojętnie jakim typem matki byśmy ją nazwały, jedno jest pewne — życie i tak nam rozwali. Niby jest różowo i tak sobie myślę, że całkowicie w kontrze do tego, że w życiu nie jest już tak kolorowo. Jest za to czarno i ciemno, i u mnie, i na pewno u wielu kobiet przede mną. Ktoś powie, że to kwestia przyzwyczajenia — nie! Bo nawet najlepszy Super Glue tej rany nigdy nie poskleja. Możesz mieć super Męża, fajnego Syna i fantastycznego Brata, ale brak matczynej miłości, zawsze będzie do ciebie wracał, to będzie bowiem nie do odrobienia strata. To poczucie odrzucenia już stale będzie ci towarzyszyć niczym cień, i w nocy, i w dzień. Zwykle pomijana, ale gdy potrzebna, zauważana, niewystarczająca i nieustannie krytykowana. Słowa pełne jadu i złości w dzieciństwie wypowiedziane, choć tego nie chcesz, echem w dorosłości będą odbijane. Strach przed odtrąceniem, skupienie nad kogoś innego zadowoleniem, nadzieja na miłość, na którą się w końcu zasłużyło. Niestety... Wciąż jesteś wstydem, niespełnieniem i ciężarem, tą krytykowaną, ocenianą i spętaną. Pragniesz wolności, miłości, jeśli jednak ktoś ciągle podcina ci skrzydła, będziesz miała z tym ogromne trudności. Skończyłaś studia jedne, drugie, trzecie... Masz nadzieję, że komuś w końcu włączy się chęć pochwalenia cię. Nic bardziej mylnego, przecież to w sumie nic takiego. Przy każdej okazji szpileczki wbijane, że niby z troski, a tak naprawdę z zazdrości. Wszystko pięknie, uprzejmie, ale jednak boleśnie i celnie. Ukrywa pod pozorami fakt, że rani. Umniejsza możliwości, pozbawiając tym samym poczucia wartości, i zwykłej radości z codzienności. Niby rozumiesz, skąd to się bierze, ale to niczego nie zmienia, tak szczerze.
Mama — miłość, opieka, ochrona; a co jeśli nie?
Co wtedy w psychice jej córki dzieje się?
Niestety, wiem. Codzienność naznaczona brakiem zaufania do drugiego człowieka i brakiem wiary w to, że jego intencje mogą być dobre. Dodatkowo stały towarzysz dnia — ogromny strach; przed odrzuceniem, przed podjęciem jakichkolwiek decyzji, przed krytyką, chyba przed życiem w ogóle. Ja byłam "do załatwiania", mój Brat "do kochania". Cieszę się ogromnie, że jej manipulacja, miłości rodzeństwa nie zniszczyła.
Dlatego tak bardzo bałam się tej książki, bałam się tych emocji. Uważałam, że nie jestem na tyle silna, by być gotową na tę konfrontację, ale nade wszystko chciałam się zmierzyć z prawdą, z tym, co nie mi się wymyśliło, a co naprawdę się wydarzyło. Jakkolwiek to zabrzmi, czasem fajnie jest wiedzieć, że nie jest się z tym samą, tą niekochaną, że to nie moja wina, że miłość mojej mamy mi się nie przydarzyła. Podążanie za tymi historiami to dla mnie, z jednej strony cierpienie, a z drugiej jakby ukojenie, jakkolwiek to brzmi.
Dziś, kiedy mój dorosły już Syn mówi mi, że jestem nie tylko najlepszą mamą na świecie, ale i jego najlepszą przyjaciółką, to wiem, że choć nie do końca pokonałam swoje wewnętrzne demony, to z pewnością jestem na właściwej drodze. Niezależność, odpowiedzialność i siła — w te cechy oziębłość emocjonalna mojej mamy mnie wyposażyła.
Ta książka to zbiór historii, które bolą, bo przypominają, bo otwierają rany, które mimo upływu lat wciąż są niezasklepione. Czy da się zapomnieć krzywdy trwające latami, czy upływ czasu sprawia, że zapominany?
Choć nie da się zmienić przeszłości, to jej bolesna część nie musi wcale definiować tego, co teraz ani tego, co potem. To trudny proces ku wyzdrowieniu i nie ma tej jednej właściwej drogi ku niemu, ale z pewnością zawsze warto podjąć walkę o siebie i swój wewnętrzny spokój.
Ja wciąż nie rozumiem, wciąż to we mnie siedzi, choć wiem, że już na żadne z moich pytań, nie uzyskam odpowiedzi.
Czy miłość do matki jest czymś oczywistym? Nie dla wszystkich.
Mamo, wciąż bolisz mnie, na szczęście, po lekturze tej książki, zdecydowanie mniej.