Co mnie skłoniło do sięgnięcia po tę książkę? Przyznaję, że opis w połączeniu z tajemniczą atmosferą irlandzkich wzgórz był niczym magnes. Uwielbiam historie, które balansują na granicy rzeczywistości i fikcji, a perspektywa zagłębiania się w psychikę bohaterki, której przeszłość otacza mgła niepamięci, od razu mnie zaintrygowała. Irlandzka sceneria – mroczne lasy, ruiny Glendalough, a do tego nawiedzony dom – obiecywały dreszcz emocji i nieprzewidywalność. Właśnie to pragnęłam poczuć, sięgając po tę książkę, i nie zawiodłam się ani trochę.
Malena Majewska, tworząc tę historię, uderza w najczulsze struny ludzkiej psychiki. Główna bohaterka, Karolina, przyciąga nas nie tylko swoją tragiczną przeszłością, ale i odwagą w poszukiwaniu prawdy. Już od pierwszych stron czytelnik wpada w wir tajemnic – co wydarzyło się tamtej nocy? Jakie sekrety kryją się za niepokojącymi szeptami celtyckich duchów? To nie tylko książka, którą się czyta – to podróż, którą się odczuwa wszystkimi zmysłami.
Podczas lektury dosłownie czułam narastające napięcie, niemal fizycznie odbierałam obecność nieznanego, czającego się w cieniu zagrożenia. Strach mieszał się z fascynacją, a granice między koszmarem a jawą zacierały się z każdym rozdziałem. To właśnie emocje – lęk, zaciekawienie, odrobina smutku i przemożna chęć rozwikłania zagadki – sprawiły, że książka zapadła mi głęboko w pamięć. Autorka mistrzowsko posługuje się językiem, malując plastyczne obrazy irlandzkich pejzaży i oddając ciężką, mroczną atmosferę miejsc, które na zawsze zmieniają życie Karoliny.
Historia Karoliny zaczyna się od zagadkowego zdarzenia na irlandzkim wzgórzu, które na zawsze zmienia jej życie. Po latach wraca do Dublina, pragnąc zmierzyć się z przeszłością, która wciąż ją prześladuje. Wśród mrocznych lasów Wicklow, ruin Glendalough i nawiedzonego domu, gdzie granica między rzeczywistością a koszmarem się zaciera, Karolina odkrywa fragmenty tajemnic ukrywających się w jej umyśle. Akcja toczy się dynamicznie, przeplatając teraźniejszość bohaterki z jej niepewną przeszłością, prowadząc do emocjonalnych momentów, które ukazują jej zmagania z mrocznymi sekretami, strachem i niespokojną naturą ludzkiego umysłu.
To, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to sposób, w jaki autorka wplata warstwę psychologiczną w narrację. To nie jest jedynie opowieść o nadprzyrodzonych zjawiskach – to także introspekcja, analiza ludzkiego umysłu, który balansuje na granicy wytrzymałości. Czytając tę książkę, czułam, jakby autorka wciągała mnie do innego świata, gdzie sama musiałam zmierzyć się z pytaniami o to, co jest prawdziwe, a co rodzi się w naszej głowie.
„Gdy umysł zawodzi…” to udany debiut, który z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom thrillerów psychologicznych i horrorów z nutą metafizyczną. Czytelnicy ceniący tajemnicze, nieco gotyckie klimaty i nieszablonową narrację będą zachwyceni. To również doskonała propozycja dla tych, którzy poszukują w literaturze emocji i nieoczywistych odpowiedzi. Malena Majewska udowodniła, że potrafi zbudować atmosferę, która na długo zostaje w pamięci – czekam z niecierpliwością na kolejne książki autorki!