Dla miłośników dobrych zagadek kryminalnych sięgających najczęściej do tajemnic przeszłości, ale nie przepadających za rozlewem krwi i brutalnością, kryminały cosy crime będą naprawdę dobrym wyborem. Do tego nurtu gatunkowego zalicza się seria z Florą Steele autorstwa Marryn Allingham, a “Morderstwo w kaplicy” to jej tom piąty. Oczywiście znajomość poprzednich tomów nie jest konieczna, by sięgnąć po ten, każdy z nich stanowi osobną zagadkę kryminalną. Tom piąty przynosi niejasną śmierć nowego wikarego w miasteczku Abbeymead, który właśnie zjawił się, by pomóc schorowanemu proboszczowi … przypadek czy faktyczna zbrodnia? Właścicielka księgarni Flora nie wierzy w skuteczność lokalnej policji, bierze więc sprawy w swoje ręce. I tak, jak zakłada klasyka gatunku, by zbadać zbrodnię trzeba bazować na rozmowach z tymi, którzy ofiarę znali lub znać mogli, jak i wyszukiwaniu przeróżnych informacji. A że historia toczy się w roku 1956, to nie przebiegało to tak szybko i łatwo, jak teraz… Akcja powieści toczy się spokojnym tempem, po początkowym niezłym twiście fabularnym łapiemy stały, płynny rytm, który prowadzi nas gładko do rozwiązania zagadki. Kreacje postaci są proste, ale i przyjemne, Flora to bardzo pozytywna i dynamiczna bohaterka, świetnie nadająca się na domorosłą detektywkę. Zresztą w tym tomie w końcu jej znajomość z Jackiem, autorem powieści kryminalnych lekko zmienia charakter, a my przyglądamy się tej ich niewinności z prawdziwym rozczuleniem. Dla tych, co znajomość serii będą właśnie zaczynać, w tym tomie jest wszystko, za co sama ją pokochałam, choć przyznaję, że teraz zaczynam czuć już potrzebę zmiany kierunku intrygi - to sugeruje sama końcówka książki, więc znowu z niecierpliwością czekam na tom kolejny!