Małgorzata Starosta "Wina wina",
Za oknem od kilku dni pogoda barowa, idealna, żeby ten czas poświęcić książce. Nie ukrywam, że wolałabym spędzić ostatnie dni wakacji gdzieś na zewnątrz, ciesząc się słońcem. No cóż, ostatnie dni sierpnia zaskoczyły przywołującym powoli jesień chłodem, a ja dzięki temu sięgnęłam po zwiastującą zmianę pór roku "Winę wina".
Cudowny tytuł ma ta książka. Nie wiem kogo mogę pochwalić za pomysł. Autorkę a może kogoś z Wydawnictwa WAB Ktokolwiek to jest, przekazuję pomysłodawcy bądź pomysłodawczyni moje wielkie wyrazy uznania. Można nim nawiązać do popularnej biesiadnej piosenki goszczącej na weselnych imprezach bądź ogniskach, rozwiązującej muzyczny worek z utworami powszechnie znanymi, śpiewanej często po którymś już kieliszku, której refren z pewnością zna każdy z nas. Można również doszukać się w nim winy wina, które wcale nie musiało lać się w dużych ilościach, żeby stać się jedną z przyczyn kilku następujących po sobie morderstw w winnicy w miejscowości Gościniec, wielkopolskim zakątku winiarskim, takim polskim Bordeaux, a może mało znanym Jurançon bądź niezwykle popularnym słynącym z produkcji wina Regionem Roussillon. To tam właśnie na małej przestrzeni, podczas kilkuosobowego przyjęcia, w ciągu kilku dni rozgrywa się akcja najnowszej komedii kryminalnej Małgorzaty Starosty, która sprawiła, że podczas lektury miałam ochotę natychmiast spakować się i wyjechać w poszukiwaniu podobnego miejsca, chociaż może spokojniejszego, bo bez trupów, gdzieś we Francji.
Bohaterką tejże komedii kryminalnej jest Agata Śródka, restauratorka, której marzy się założenie winnicy nieopodal niedawno nabytego pałacu. Co prawda pojęcie o uprawie winorośli ma niewielkie, za to w cukiernictwie nie ma sobie równych. Czy ten pomysł ma szansę się powieść? Jakie przeszkody czekają na nią po drodze? Dlaczego najbardziej żałować będzie trupa biednego Claude'a? I zwłoki znajdą się jeszcze w tym przepięknym miejscu?
Lubię ten potoczysty, naszpikowany ozdobnikami i przeróżnymi powiedzonkami język narracji. Nawet jeśli w moim przekonaniu "Wina wina" wydaje się być mniej zabawna od poprzednich książek autorki (jestem fanką serii "Pruskie baby"), to nie brakuje jej wyrazistych bohaterów, absurdalnych czasem zwrotów akcji i umiłowania kraju położonego nad Loarą. Wznoszę toast za zdrowie Agaty Śródki, bo ono na pewno przyda się w realizacji winiarskiego przedsięwzięcia. Trzymam kciuki za Małgorzatę Starostę, aby nadal niekoniecznie udawało się jej utrzymywać w ryzach swoich bohaterów, bo tacy szaleni są najlepsi. Opłakuję rzewnymi łzami nieszczęsnego Claude'a i mam nadzieję, że po lekturze, ekchm, po kolejnych lampkach wina wypitych podczas lektury, nie będzie Was bolała głowa.
Premiera, która będzie miała miejsce już za moment, bo 1 września, spowodowała, że na zdjęciu musiały być winiarskie motywy. No cóż, w północno-wschodniej Polsce ucięte do zdjęcia kiście winogron, są jeszcze niedojrzałe i cierpkie, ale czego się nie robi dla końcowego efektu wizualnego.