Cieszę się, że Papierowe Serca zdecydowały się na wydanie kolejnej serii od Corinne, brakowało mi nowości od autorki na naszym rodzimym rynku wydawniczym.
Phoebe niespodziewanie wraca do rodzinnej miejscowości, sprytne oko jej ojca, szeryfa, od razu widzi, że coś jest nie tak, jednak córka z nikim nie dzieli się swoją tajemnicą. Nam, czytelnikom rzuca pojedyncze fakty, jednak dalej nie daje obrazu całości tego, co zmusiło ją do powrotu do domu.
Asher pilnie poszukuje opiekunki do córki. Sytuacja jest utrudniona, bo dziewczynka nie słyszy, więc dla jej komfortu niania musi posługiwać się językiem migowy. Phoebe nadaje się idealnie, co z resztą sugeruje jej ojciec Asherowi (pracują razem). Główni bohaterowie mają jednak wspólną przeszłość: przed laty mała Olivia pod opieką Phoebe obcieła sobie sama włosy w dość artystyczny sposób, więc Asher jej po prostu nie ufa.
„Zamknięte serca” to typowy romans od Corinne Michaels. Kocham pióro autorki, potrafi niesamowicie dobrze oddać emocje towarzyszące bohaterom, świetnie ich samych z resztą kreuje. Nigdy nie są idealni, choć o takich się ocierają (szczególnie mężczyźni). Mają masę problemów, często rozdmuchanych na siłę, jednak dzięki temu książki są jeszcze bardziej emocjonujące.
Polubiłam Phoebe i doskonale ją rozumiałam. Za wszelką cenę chciała dobrze odnaleźć się w roli niani, jednak los często weryfikował jej plany powodując drobne potknięcia. Asher rozmiękczył moje serce jako ojciec. Chciał dać swojej córce wszystko, na co ta zasługuje. Zapewniał jej liczne rozrywki, ale przy tym wszystkim zawsze dbał o bezpieczeństwo.
Końcówka jak dla mnie jest cudowna. Dawno żaden męski bohater aż tak nie urósł w moich oczach jak Asher.
„Zamknięte serca” to początek serii, po której kolejne tomy z pewnością sięgnę. A jeśli ty masz ochotę na małomiasteczkowy romans oparty na motywie różnicy wieku, ojca i niani to serdecznie polecam ci tą historię