Nowele wypełniające zbiór są czyście camusowskie i wyłamujące z tej literackiej klasyfikacji. Jako że są formą zwięzłą, trudno mi je streszczać, by nie zdradzać skrywanych za słowami znaczeń. Ich bohaterowie stawiani są w niewygodnych sytuacjach, które wywołują potrzebę dokonywania wiwisekcji własnych przekonań i zadawania pytań o własne istnienie. Rozgrywa się to w mgnieniach, ulotnych chwilach, na horyzoncie przeczuć i wizji – czy to o zwykłą miłość chodzi czy odróżnianie dobra i zła – byle postawić się w sytuacji bez wyjścia, wywołać konieczność opowiedzenia się po którejś ze stron. Wybory te, co jasne, mamy przecież do czynienia z Camusem, nie są wyborami łatwymi. Nie jest sztuką znalezienie rozwiązania i podążanie pożądaną drogą. Camus tak prowadzi nas za rękę, że katastrofalne w skutkach decyzje wydają się nam nie dość, że uzasadnione, to jedyne, jakie można było podjąć.
Bohaterami są ludzie prości – robotnicy, malarze, żołnierze pełniący służbę po środku bezludnej pustyni. Życie odrzuciło ich na margines albo sami udali się na wygnanie. Nie dziwi zatem opowiadanie „Niemi”, liczne w bohaterów ale przepełnione milczeniem ani „Gość”, w którym dramat rozgrywa się w pełnym słońcu, między menażką wypełnioną wodą a fatamorganą wolności. Zaskakuje postawa malarza w „Jonasie, artysty przy pracy”, który odosobnienia (a może i ostatecznego natchnienia?) szuka na wybudowanej przez siebie antresoli, zostawiając wszystko to, co ziemskie, w pokoju na dole. Wypełnia nowotesta...