W gruncie rzeczy ciekawa powieść o Jadwidze - dziewczynie, urodzonej w polsko-niemieckiej rodzinie w 1906 roku, dorastającej w Tucholi pod zaborem pruskim. Bohaterka uczy się na pensji dla panien gdzie odbiera odpowiednie do swojego pochodzenia wykształcenie, które od czasów II wojny światowej przestaje wystarczać. Kobiety muszą się przystosować, nauczyć żyć i odnaleźć się w nowej, brutalnej rzeczywistości...
O tym wszystkim, jaki i o dalszych losach bohaterki dowiadujemy się od niej samej, z jej wspomnień. Jest 2006 rok i Jadwiga skończyła już sto lat, a mimo to pamięć minionych czasów jest dla niej wciąż żywa.
Kobieta przebywa w zakładzie opieki, gdzie odwiedza ją ukochany syn - jedyny mężczyzna jej życia.
Szczerze powiem, że podchodziłam do książki dwukrotnie. Ciężko mi się ją czytało, ale z uwagi na poruszane problemy ciekawa byłam dalszego ciągu. Być może jest to wada kompozycji, gdyż w powieści wspomnienia mieszają się z rzeczywistością - podobnie jak to się zdarza u ludzi starszych...
Zakończenie również mnie nie zachwyciło, jest takie nijakie. Ot taka sobie powieść obyczajowa. Jedyne co naprawdę warto polecić to tematyka poruszana w tej książce.