"March" Geraldine Brooks to niezwykle ciekawa i przemyślana reinterpretacja klasycznej historii z "Małych kobietek" Louisy May Alcott. Autorka skupia się na postaci kapitana Marcha – ojca, który w oryginale był raczej tłem, a tutaj staje się centralnym bohaterem. Brooks wnika w jego psychikę, ukazując go jako idealistę, którego wiara w Unię i sprawiedliwość zostaje brutalnie skonfrontowana z okrucieństwem wojny secesyjnej. Jego listy do rodziny pełne są czułości, ale jednocześnie skrywają przerażające realia frontu, takie jak przemoc, niewolnictwo, rasizm i moralne dylematy, które na zawsze go zmieniają.
W drugiej części książki poznajemy perspektywę jego żony Marmee. Widzimy jak musi zmierzyć się z własnymi uczuciami oraz z nowym obrazem męża, który wraca z wojny odmieniony fizycznie jak i psychicznie. Jej punkt widzenia dodaje tej historii głębi i ukazuje jednocześnie napięcia w ich małżeństwie.
To książka pełna kontrastów. Ideały zderzają się z brutalną rzeczywistością, a staje przed obliczem rozczarowań. Tło historyczne, jakim jest wojna secesyjna, stanowi tu doskonałą scenografię dla rozgrywających się dramatów. Brooks z niezwykłą precyzją oddaje klimat XIX wieku, odtwarzając zarówno piękno, jak i grozę tamtych czasów. "March" to nie tylko opowieść o wojnie, ale także o miłości, walce o wolność, stracie, o ludzkiej naturze, o tym, jak cierpienie i doświadczenia zmieniają nasze postrzeganie świata i siebie nawzajem. To powieść o rozczarowaniach, ale i o nadziei, która pozostaje mimo wszystko. Czytała się wyśmienicie i po lekturze nie dziwi mnie wyróżnienie Nagrodą Pulizera.