"Dziewczynka uczy się, że jej obowiązkiem jest obdarzanie sobą i udzielanie dostępu do siebie po to tylko, aby komuś innemu było lepiej."
"Dziewczynki" Weroniki Murek to zbiór esejów, które wyzwalają tytułowe bohaterki z trujących kulturowych przekonań, że są niepoważne i nic nie znaczą, no może za wyjątkiem Anny Frank, bo jej zapiski, jako w zasadzie jedyne tego rodzaju, traktuje się poważnie. Jej pamiętnik uznany jest za relację człowieka, którego doświadczenia mogą mieć znaczenie nawet dla dorosłych.
Podoba mi się, że autorka - próbując opowiedzieć o tym, czym jest dziewczynkowatość, sięga po formę eseju, który jest wyborem nieszablonowym. Podejście Murek do tematu, zaskakujące refleksje, dosyć otwarta kompozycją - nazwana przez wydawcę 'niesforną narracją', wszystko to sprawia, że czytelnik dostaje do ręki pewien interesujący zarys. Oznacza to między innymi, że podjęty tu temat wcale nie jest wyczerpany, a tylko sprowokować powinien do dalszych, samodzielnych rozważań.
Ważną cechą każdego dobrego eseju jest erudycyjność – autorzy często imponują wiedzą z zakresu filozofii, historii, znajomości kultury antycznej, muzyki. Uspokajam, że i w tym tekście nie zabraknie przykładów portretów młodych dam, obecnych w kulturze i sztuce. Pojawią się postaci realne, ale przede wszystkim te, będące wytworem artystycznej wyobraźni. Mamy w "Dziewczynkach" całą defiladę bohaterek, które odgrywały ogromną rolę w procesach przemian, mających na celu- mówiąc najogólniej- wyzwolenie z dotychczasowego obyczajowego tabu.
Spotkamy tu Dorotkę z Krainy Oz, Lolitę Nabokova, ciocię z Ameryki, Shirley Temple, laleczkę Carrie, oraz siostry Vivianówny Dargera. Dowiemy się dlaczego kobiety nie powinny mieć kieszeni (!), i jak to się stało, że wszyscy kochają martwe dziewczynki.
Autorka przywołuje również zagadnienia społeczno-kulturowe, pokazując jak pewne kwestie zmieniają się z biegiem czasu, czego świetnym przykładem jest m.in
przekazywany skrycie i wstydliwie tampon.
"Kilka esejów o stawaniu się" dowodzi, iż życie dziewczynek jest procesem, pewnym stanem przejściowym, przymierzaniem się do czegoś, czego nie można zdefiniować zbyt wcześnie. Jednak ta przyszłościowa wizja już gdzieś tam wisi nad każdą dziewczynką, której, póki co, pozostaje udawanie, przemienianie, ciągłe stawanie, podczas gdy wszyscy dookoła roszczą sobie prawo, by w tą procedurę interweniować.
Styl Murek, pozornie lekki, charakteryzuje się pewnym poziomem wyrafinowania, zdarza się autorce zahaczyć tu i ówdzie o ironiczny akcent, co mi osobiście przypadło do gustu. Zresztą, jak już wspominałam - lubię tą formę literacką.
Podoba mi błyskotliwe pióro pisarki, jej sposób spojrzenia na zagadnienie. Jeśli nie przeszkadza Wam, że lektura "Dziewczynek" jest swego rodzaju zaproszeniem do rozważań, punktem wyjścia - czytajcie! Myślę, że warto.