„Piszę wtej książce odziewczyńskości idziewczynkowatości, ale staram się onich pisać przede wszystkim wtakim wymiarze, który sama najmocniej zapamiętałam: jako marzeniu otożsamości, która może podlegać nieustannej zmianie, izłudzeniu, że ludzkie życie– zanim (ijeśli wogóle) obierze jeden kształt, wktórym ostatecznie stężeje iosiądzie– ma szansę mienić się, musować, być wwiecznej podróży iciągłym przeistaczaniu, że można żyć bez konieczności podejmowania decyzji co do tego, kim się jest lub będzie.“
Z krótkimi esejami najwyraźniej zawsze będę już miała jeden problem — przypominają mi wstęp do czegoś większego. Weronika Murek porusza tematy nie tylko ważne, ale też ciekawe, tyle że jej teksty nie dają wiedzy, a jedynie stanowią zachętę do zyskania jej. Bo może i autorka mówi o reklamach podpasek, kieszeniach czy sikaniu, o upodobaniu do lolit, narzucaniu ideału grzecznej dziewczynki czy wchodzeniu w role, ale nie ma w tym analiz ani szerszego spojrzenia. Zwykle bywa zbyt powierzchownie, jedynie liznięte. I jasne, czyta się to dobrze, a kilka myśli ubranych w słowa dzięki Murek musiałam zaznaczyć, bo mocno do mnie trafiły, ale co faktycznie tytuł ten daje? Dla kogoś, kto z poruszanymi tematami jeszcze się nie spotkał, eseje te będą otwarciem oczu, ale dla reszty mogą okazać się zawodem. Sama znajduje się od niego o krok. Krok, przed którym powstrzymało mnie kilka lepszych tekstów (rozdział o sikaniu czy przymierzaniu naprawdę lubię). Niekoniecznie całość polecam, ale lektury też nie odradzam. Tym bardziej, że zdania autorka układa zgrabnie na tyle, że czyta się je przyjemnie i tworzy więź z czytelnikiem, a to zawsze jest w cenie.
[Plus! Eseje te możemy też potraktować jako podpowiedź, co czytać dalej. Weronika Murek korzysta z naprawdę wielu ciekawych źródeł, jak chociażby teksty Jess Zimmerman z „Kobiety i inne potwory“, które na dniach wydaje wydawnictwo Czarne. Daję znać, bo połączenie mitów greckich i autobiograficznych wstawek brzmi rewelacyjnie. Przynajmniej w przytaczanych przez Murek fragmentach.]