Cytaty Sylwia Markiewicz

Dodaj cytat
O ile o porządek nie dbał nigdy, o tyle, gdyby któregoś dnia nie otrzymał obiadu, oczywiście treściwego, czyli mięsnego, potrafił jej zrobić awanturę, i to taką, jakby go morzyła głodem.
Przypominał jej o tym przy każdej okazji, niech wie, że on zdrady nie uznawał, a taka, co przyprawi mu rogi, popamięta go na długo.
Machnął ręką, jakby odpędzał natrętnego owada. Czuł, że dziś nie warto rozmawiać z żoną, bo zła jak osa. Kiedy zacznie gotować świąteczne potrawy, humor jej się poprawi.
Trzecie piętro dziś ją pokonało. A może to nie te kilkadziesiąt schodów i ciężkie zakupy, a liczba obowiązków, które powinna jeszcze dziś wykonać, przygniatała ją niczym prasa na złomowisku? W sumie ona też czuła się trochę zardzewiała, zużyta, bez energii. Pasowała by tam.
Aneta nie pamiętała, kiedy byli z Michałem na imprezie sylwestrowej, kiedy razem tańczyli. Nawet jak ostatnio przeszło jej przez myśl, by dołączyć do koleżanek w jednej z warszawskich restauracji, to gdy wyobraziła sobie organizację opieki dla trójki dzieci, zrezygnowała.
Po kilkudziesięciu minutach już stała przy kasie w sznureczku, który skojarzył jej się z kolejką do wagoników na Kasprowy Wierch. Wszyscy stoją, nikt nie marudzi, każdy wie, ze nie ma wyjścia.
Zaraz po zamknięciu drzwi z ulga przysiadła na ławce w szatni i to był błąd. Teraz trudno będzie jej się podnieść. Nogi jej wchodziły do dupy, jak to zawsze krzyczała Sabina w sklepie, nawet przy klientach.
Czego się bała? Przecież miała prawo decydować o sobie, miała prawo wyjść i się nie tłumaczyć. Miała prawo, ale czy on je uszanuje...
Nie zamierzała się tłumaczyć, zostawiła Konradowi kartkę. Wstanie koło dziesiątej, to odczyta, a wtedy ona będzie już w połowie drogi do rodziców. Uciekała? Nie, po prostu podjęła w końcu jedyną słuszną decyzję.
Niczym młoda sarenka wbiegła po dwóch schodkach, kierując się do wyznaczonego na bilecie wagonu klasy drugiej. Niestety, z przedziałami.
To jedyna torba, która mieści wszystkie sprzęty potrzebne dzieciom. Począwszy od chusteczek nawilżanych, a skończywszy na ulubionej maskotce, gumach rozpuszczalnych, plastrach na rany z Kubusiem Puchatkiem oraz zapasowych długopisach wymazywalnych, które są potrzebne zawsze na wczoraj i jak się okazuje, bez których nie można iść do szkoły, bo nie ma czym pisać.
Aneta schowała telefon do sporej wielkości czarnej torby, prawie walizki, ale bez kółek, jak stwierdziła jej przyjaciółka Marlena.
Dziewczyny zrobiły podsumowanie festynu i okazało się, że był on udany dla wszystkich. Mie tylko zwierzęta dziś zyskały, lecz także Jola miała zamówienie na biżuterię, a Amelia na ciasta. Przyjaciele, znajomi, ludzie dobrej woli wszyscy dziś pomagali, a Sandra, widząc to, zyskała energię, by działać dalej. Po raz kolejny dobro wróciło do nich z podwójną siłą.
Ogłoszeń o pracę Amelia znalazła nawet sporo. Niestety, większość dotyczyła pracy zmianowej lub w soboty i niedziele, a wtedy nie miałaby z kim zostawić Piotrusia, bo przedszkole byłoby zamknięte. Nie wiedziała też, co zrobi, kiedy Piotruś zachoruje. Będzie musiała liczyć na dobrą wolę szefa, który pozwoli jej wziąć urlop. Po kilku telefonach nadal nie miała żadnych konkretów. Musiała szukać dalej.
"To co jest zapisane, bardziej do nas przemawia. Nasze obawy nie istnieją już tylko w głowie, ale stają się faktami"
"...z notesu wysunęła się znajoma kartka. To jej kalendarz, który zmobilizował ją do zmiany. Już go nie potrzebowała i mogła wyrzucić, bo wreszcie mogła wszystkie dni zakreślić na zielono"
Czasem są takie dni, kiedy nam się nic nie układa. Na szczęście jutro wstaniemy i będzie nowy, lepszy dzień.
Niczyje życie nie jest doskonałe - jak widać są lata lepsze i gorsze. Tylko od nas zależy, jak sobie poradzimy z tymi drugimi.
© 2007 - 2025 nakanapie.pl