Cytaty Ilona Turczyn

Dodaj cytat
Czuję się bezsilna w starciu z przeznaczeniem. Nigdy nie miałam wyboru, a gdy już myślałam, że wzięłam los w swoje ręce, okazało się, że powstałam tylko po to, by ktoś naprawił błędy innych.
Czas prób zakończono, nastał czas przeznaczenia, czas zemsty i nadziei. Nadszedł dzień, pora wracać na swoje miejsce.
Strzeżcie się mężczyźni, kobiet żądnych zemsty, a jeszcze bardziej tych, którym niewiele zostało do stracenia.
To uświadomiło mnie w tym, że zbyt długo zwlekałam, zbyt długo pozwalałam, by los miotał mną na prawo i lewo.
Była delikatna, w ciele i na zewnątrz, stanowiła moje przeciwieństwo. Za mną ciągnęła się brzydota i śmierć, blizny i krew.
Nie obchodzi mnie ani twój afryt, ani jego historia, więc nie obrażaj mnie, nie podnoś głosu i weź się w garść, bo marnie wygląda nasza przyszłość. Chyba wolałem cię bez emocji.
Mrowienie pod skórą, które wywoływały żywioły, było dużo przyjemniejsze od dreszczy towarzyszących duszom. Ciepło rozeszło się w moim ciele, a później umyśle, materializując się przede mną kulą ognia lewitującą tuż nad posadzką.
Zrobiłeś dla mnie wszystko, nie straciłeś nadziei, walczyłeś o mnie. Byłeś przy mnie, gdy błądziłam w cieniu.
Czas jest okrutnym łowcą. tropi nas jak zwierzynę, poluje, skrada się i depcze po piętach. Gdy dopadnie swojej ofiary, nie można cofnąć zniszczeń, które poczynił.
MOja zwiastunko, noś mój dar z dumą, zetrzyj wrogów, jeżeli będzie trzeba. Twoim przeznaczeniem jest śmierć, ale to ty nią władasz.
Będę czekał, nawet kiedy zgasną już wszystkie gwiazdy, a księżyc straci swój blask. Nie spocznę, aż nie znajdę sposobu, by cię wyrwać ze szponów Podziemia.
Ogień zaiskrzył w moich żyłach i domagał się ujścia, a wiecznie opryskliwa wampirzyca prosiła się o to, by gorące języki jej dosięgły i płomienie zagarnęły jej ciało.
Emocje to plugastwo, które zatruwa umysł, są przyczyną starć i wojen. Zagarniają resztki zdrowego rozsądku i prowadzą do upadku.
Trwałam na skraju nicości i zniszczenia, to właśnie odczuwałam - pustkę, która za zmianę napełniała się myślami, by później znów stać się bezdenna, by świat nie znaczył nic. Podążyłam ścieżką destrukcji, pozwoliłam, by prowadziła mnie tęsknota i wściekłość, pozwoliłam, by stały się moją zgubą.
Szramy były jak piętno na ciele i duszy, a miałam ich więcej niż powinnam, więcej ni śmiertelnik mógłby znieść cierpienia, jakim były okupione.
Służba u mego boku wiąże się z pewnymi konsekwencjami. Zresztą... czy nie jest ci lepiej? Bez sumienia, bez cierpienia?
Na końcu ogarnęło mnie poczucie pustki, nie czułam nic - ni radości, ni cierpienia czy ulgi. Wyzuło mnie ze wszystkiego, wyrwano to, co czyniło mnie ludzką istotą.
Oto stał przede mną Pan Dusz i Śmierci, ten, który był na końcu, który pieczętował lo i wyrywał z krainy ludzi to, co do niego należało.
Wieko tajemnicy zostało zamknięte, ukrywając mnie w czarnym jak noc więzieniu. Trwałam w zawieszeniu, które nie pozwalało mi stać, nie pozwalało też umrzeć, wydobywało z wnętrza najgorsze lęki.
Nie obchodzi mnie za kogo się uważasz. Jesteśmy ulotni, możemy być jak iskra, która wydostała się z ogniska, zgasnąć i ulecieć jak popiół lub wzniecić pożar i tylko od nas zależy, jak wykorzystamy tę chwilę.
Każda śmierć wyrywa skrawek duszy, rozdziera ją. Stojąc nad kolejną ofiarą, zastanawiam się, czy było to konieczne i godne celu, który pokierował moim ostrzem. Każda przelana kropla krwi tworzy nowy cień, który za mną podąża, tworzy lęki i koszmary, które potem nawiedzają mnie w nocy.
Noc wydawała się ciężka, jak obietnica mroku, który towarzyszył księżycowi w nowiu. Pozwoliłam, by intuicja sama prowadziła mnie korytarzami skąpanymi w blasku pochodni.
Gdzieś głęboko skrywałam cierpienie, które wracało nocami, skrywałam koszmary, w których odwiedzały mnie moje ofiary.
Sama muszę dźwigać ten ciężar, nikt nie będzie odbierał mi przyjemności z dręczenia samej siebie!
Blizny były świeże, nie tylko te na ciele. Te w duszy również paliły. Wiedziałam, że minie jeszcze sporo czasu, nim przestaną mi dokuczać.
Trwałam na granicy świadomości, a dni zlewały się z nocami. Ciemność była moja przyjaciółką, dopóki nie zapadałam w niespokojny sen. Dzień przypominał, że po zmierzchu znów nawiedzą mnie nocne mary.
Moc często obracała się przeciwko nim. Wysysała z nich energię, popychała w ramiona obłędu. Pod wpływem własnych zaklęć topiły się, dusiły wijącymi się konarami drzew, rozrywało je powietrze. Zdarzały się samozapalenia.
Błądząc wśród cieni, poczułam, jakby z mojego ciała wyrywano jego fragmenty. Ból, który mnie przeszył, spowodował, że szarpnęłam się i otworzyłam szeroko oczy. Pomimo cierpienia nie krzyczałam. Otępienie pozwalało mi tylko bezradnie rozchylać usta, zatrzymując w nich dowód katuszy.
Moc płynąca w moich żyłach zaczęła mnie pochłaniać. Poddałam się jej, nie wiedziałam tylko, jakie przyniesie to konsekwencje.
© 2007 - 2025 nakanapie.pl