Pewnego dnia w rodzinie Malczewskich dochodzi do tragedii, każde z ocalałych bliźniąt próbuje sobie poradzić z tą sytuacją na swój sposób. Sambor ucieka z tego miejsca, a Lila staje się czarną owcą Runowa i ucieka w nałogi. Dwadzieścia siedem lat później mężczyzna zrozumie, że "czasem stawienie czoła traumie to jedyny sposób na uwolnienie się od niej".
Upodlony przez życie i odarty z marzeń powraca do bolesnej przeszłości i swojej siostry bliźniaczki. Niestety, coś bardzo złego się stało i będzie musiał zidentyfikować jej ciało. Wracają najgorsze wspomnienia, przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć, a prawda okazuje się bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Ani przez chwilę nie pomyślałam, że ta historia może obrać taki kierunek, a największe zło było tam, gdzie się go najmniej spodziewałam. Marcel Moss umiejętnie prowadzi pełną napięcia grę ze swoim czytelnikiem, by zakończeniem dać mu niezłego pstryczka w nos. Zakończenie, zakończeniem, ale co sobie jeszcze wyjątkowo w tej fabule cenię? Emocje, bo to one zawsze są dla mnie najważniejsze. Tu towarzyszy mi ich cały wachlarz, od gniewu po współczucie, od wściekłości po niemoc, od wkurzenia do zrozumienia. To łamiąca serce historia ludzkiego dramatu, studium cierpienia i wyrzutów sumienia. O prawdzie, która chce być w końcu wykrzyczana i ogromnej krzywdzie, która z pewnością nie powinna być zapomniana. O milczeniu, bo po prostu masz już dość krzyku, którego i tak nikt nie chce usłyszeć. Na uwagę zasługuje również małomiasteczkowy, duszny klimat, który w połączeniu z lokalnymi legendami i ukrywanymi od lat sekretami, nadaje tej opowieści dość ponury i tajemniczy charakter. Okładka tym razem nie oszukała i było tak mrocznie, jak zapowiadała. Nie sposób nie wspomnieć o świetnej kreacji głównych bohaterów. Z ogromną niecierpliwością czekam na to, jak ułożą się dalsze losy zarówno Sambora, jak i Judyty. Choć zagadka kryminalna przykuła moją uwagę, to moje serce tym razem zdecydowanie oddałam warstwie obyczajowej
Czy zawsze odcięcie się od przeszłości, przynosi ukojenie?
Zbyt łatwo przychodzi nam osądzanie i wyroków ferowanie, to szczególnie krzywdzące w sytuacji, kiedy, o tym, co wydarzyło się złego, nie mamy pojęcia bladego.
Historie spod pióra Autora nigdy nie należą ani do łatwych, ani do lekkich, ale na pewno są ważne, potrzebne i skłaniające do refleksji nad ludzką naturą. Z pewnością warto każdej z nich poświęcić swój czas.
To opowieść dojrzała i poruszająca, która w moim sercu z pewnością zagości na dłużej.
Cóż mogę jeszcze powiedzieć... Im dalej w las, tym lepiej. Najlepiej zrobicie, jak sami to sprawdzicie