Większość małych dziewczynek marzy o balach, bogato zdobionych sukniach, czasem też o zostaniu w przyszłości piękną księżniczką. Ze swojego dzieciństwa pamiętam głównie podrapane kolana, zabawy resorakami i umykające w krzaki koty sąsiadów, które usilnie próbowałam wytresować. Owszem, były też i jakieś lalki, ale bardziej od ich strojenia, wolałam zabawy w dom, albo szpital, gdzie mogłam zarządzać innymi dzieciakami z podwórka. Ominął mnie świat zwiewnego tiulu, wyszukanej biżuterii, wdzięcznych tańców, mające olśnić kandydatów na mężów. Będąc już młodą kobietą na skraju dorosłości, polubiłam klasyczne powieści i filmy kostiumowe, za całą tę otoczkę związaną z awangardą przynależności do arystokracji. Zafascynowałam się światem wspaniałych dam spacerujących z koronkowymi parasolkami, osłaniającymi ich bladą skórę od słońca i towarzyszącym im dżentelmenom, zabawiającym towarzystwo błyskotliwą rozmową. Ta niczym niezmącona miłość trwała kilka lat, do czasu przeczytania przeze mnie “Przeminęło z wiatrem”, po którym uświadomiłam sobie, jak to kobiety jednak kolorowo nie miały oraz po bliższym zainteresowaniu się przeze mnie patriarchalnym porządkiem świata. Choć od tamtego czasu z całym przekonaniem potępiam te setki lat, te dzieje ludzkości, które nadały kobiecie status podporządkowanej męskim rządom, to sentyment do tego typu literatury odkrywam aktualnie na nowo. Mam go zwłaszcza do tych powieści, które pokazują, że kobieta jest istotą potrafiącą myśleć samodzielnie i zawalczyć o własne prawa. Taka właśnie w moim odczuciu jest “Duma i uprzedzenie”.
Ta powieść to jedna z najbardziej znanych książek Jane Austen. Choć ma już ponad dwieście lat, to w dalszym ciągu czyta się ją naprawdę dobrze. Pełna lotnej ironii w połączeniu ze wspaniałym słownictwem używanym już jedynie na kartach klasycznych pozycji, tworzy niebagatelną całość. Opowiada ponadczasową historię romantyczną, uświadamiając Czytelnikom, że nie zawsze pierwsze wrażenie i krążąca opinia o danej osobie, są tymi prawdziwymi. Czasem dopiero bliższe poznanie kogoś, daje prawdziwy pogląd na jego wnętrze.
Rodzina Bennetów mieszka na prowincji Londynu. Rodzice pięciu córek pragną wydać je dobrze za mąż. Taka możliwość zaczyna majaczyć na horyzoncie, kiedy niespodziewanie jedna z pobliskich posiadłości zostaje wydzierżawiona przez młodego, zamożnego kawalera, Pana Bingley’a. Niedługo później w okolicy pojawia się przyjaciel młodzieńca, Pan Darcy. Matka dziewczyn jest zachwycona, kiedy okazuje się, że ten pierwszy wykazuje zainteresowanie najstarszą z jej córek, Jane, licząc po cichu, że drugi mężczyzna wykaże zainteresowanie drugą, Elżbietą. Tak się niestety nie dzieje, gdyż Pan Darcy jest z pewnych względów zbyt dumny, a z kolei Lizzy do niego uprzedzona. Jak potoczą się ich losy, czy schowają dumę i uprzedzenia do swoich kieszeni i dadzą sobie nawzajem szansę na bliższe poznanie?
Bardzo w książce podobały mi się dialogi- inteligentne i nasączone sarkazmem, niewymuszone i pełne błyskotliwego polotu. "Robiła to pani bardzo energicznie, jest to wszakże temat, który zawsze dodaje damom ferworu". Czytając tak wyśmienitą książkę, aż sama miałam ochotę wbić się w balową kieckę i zaznać smaku tej dawnej romantyczności, pomimo wszystkim panującym wtedy konwenansom. Ja! Kobieta na wskroś współczesna i niezależna, która nie mdleje z byle okazji i za nic ma przypisane przez kindersztubę etykiety, zakazy i nakazy. Urzekający styl Jane Austen poruszył na chwilę moje niewzruszone do tej pory fundamenty kobiecej potrzeby bycia przez moment jednak tą słabszą, która potrzebuje męskiej opieki, a nie partnerstwa. Polecam każdemu, bo ta historia naprawdę jest warta uwagi!