To trzecia pozycja Pana Jaworowskiego na mojej czytelniczej półce. Tym razem autor stworzył powieść typowo obyczajową adresowaną do młodych ludzi, którzy wkraczają w dorosłość. Na przykładzie głównej bohaterki – Justyny z Warszawy, utalentowanej artystycznie maturzystki, potem studentki ASP i wreszcie absolwentki rzeźbiarstwa - poruszył szereg problemów, z którymi musi się zmierzyć współczesne młode pokolenie, akcentując jednocześnie te zachowania i cechy, których spełnienie daje gwarancję szczęśliwego, zgodnego z własnymi przekonaniami i zasadami życia.
Nie chcę zdradzać fabuły, więc nadmienię jedynie, że tuż przed maturą Justyna traci w wypadku samochodowym swego chłopaka, równolatka. A chociaż byli bardzo młodzi, wydawali się nad wiek dojrzali i zgodnie planowali wspólną przyszłość. Brutalnie przerwana szaleńcza miłość wywołała w dziewczynie traumę i niepowetowaną stratę, która przez cały okres studiów nie pozwoliła jej na otwarcie się na nowe znajomości. Dopiero udany pobyt we Włoszech, zetknięcie się z nowościami, sukcesy zawodowe i poznanie nowych, życzliwych osób wyzwoliło ją z kokonu, w którym tkwiła.
Ta książka mocno podkreśla, aby, mimo przeciwności losu, nigdy nie tracić nadziei, uparcie dążyć do celu, realizować swoje pasje, rozwijać talenty, realizować się na gruncie zawodowym. W sferze uczuć dochowywać wierności partnerowi, nie szukać uczucia na siłę, ale kiedy się pojawia, nie odtrącać go, korzystać z zainteresowania partnera i czerpać z niego pełnymi garściami. Zachować w pamięci dobre chwile, nie rozpamiętywać złych i otwierać się na przyszłość. Zawsze myśleć pozytywnie! To także opowieść o sile rodzinnych więzi i sile przyjaźni, dzięki którym łatwiej przetrwać życiowe straty i porażki. O miłości, która warta jest zamieszkania z dala od ojczyzny i rodziny.
Autor lokując młodych bohaterów w bogatych rodzinach stara się także uświadomić młodego czytelnika, by nie żyć na rachunek rodziców, ale uczyć się i pracować, by samemu wyrobić sobie własną markę. Justyna, choć kocha ojca nad życie, nie ulega jego namowom i nie chce studiować prawa, by kontynuować prowadzenie rodzinnej kancelarii, bo kocha sztukę i w niej chce szukać zawodowego spełnienia. Podobnych wyborów dokonali młodzi Włosi, z którymi pracuje.
Fabuła ulokowana w połowie w Polsce, a w połowie w urokliwej Florencji zaraża optymizmem, wzbudza całą gamę emocji, zachwyca urokiem florenckich ulic i restauracji oraz kusi włoską kuchnią. Jest idealna na środek upalnych wakacji, w którym właśnie się znajdujemy.
A chociaż parę elementów zazgrzytało tak w fabule, jak w języku powieści, chociaż zabrakło definitywnego końca (ufam, że wszystko zakończy się pomyślnie),to mimo tych nielicznych niedostatków przyjęłam ją bardzo pozytywnie.