Książka "Witaj, Prowansjo" trafiła mi się idealnie z uwagi na moje kolejne 20. urodziny. Cztery przyjaciółki, będąc już po czterdziestce wyruszają w podróż do Prowansji i na Lazurowe Wybrzeże.
Książka kusi piękną okładką, ale też jest zapowiedzią cudnych zapachów, smaków i widoków.
Ooooo! jakie to było umami... co japońsku to znaczy dosłownie esencja pyszności.
Autorka zabiera nas w podróż, a towarzyszy nam: Helena - kosmetyczka i samozwańcza przywódczyni, która w przeszłości pogoniła męża i od tamtej sytuacji boi się ponownie związać, Judyta - księgowa i panna nieustannie szukająca swojej drugiej połówki, Dorota - pani domu, która ma wspaniałą rodzinę, ale czuje, że utknęła w rytmach codzienności oraz Karina - fryzjerka, która w młodości straciła ukochanego, a teraz znowu ma szansę na miłość.
Wyprawa ma być dla nich odskocznią od codziennych spraw, ale też czasem na przemyślenia. Zwiedzają francuskie miasteczka takie jak Avinion, Arles czy Cannes. Ekscytują się miejscami w których przebywał ich ulubiony malarz van Gogh. W zachwyt wpadają na widok straganików z mydełkami, olejkami i rękodziełem, a przy tym wszystkim zajadają się lawendowymi lodami i delektują tamtejszymi smakołykami. Mi ślinka ciekła nie raz. Po drodze mają kilka przygód, ale nasza brygada wspiera się dzielnie jak czterej muszkieterowie...
"Helena, Karina, Dorota i Judyta. Każda inna. Wszystkie miały swoje zalety i wady, jednak tolerowały się, szanowały i - co tu dużo mówić - lubiły. Poszłyby za sobą w ogień.".
"Witaj, Prowansjo!" to książka idealna na dzień kobiet. Mówi o kobietach w połowie swojego życia, w pewien sposób spełnione, ale oczekujące od życia jeszcze ciut więcej. Mają obawy co do przyszłych kroków. Nieustannie się wspierają i czerpią moc z siebie nawzajem. Jest to książka, która pokazuje siłę kobiet, ich kobiecość, ale też i twardość charakteru kiedy trzeba.
"Pamiętajcie, piękno emanuje z wewnątrz niezależnie od wieku.".