Do tej pory nie miałam okazji czytać żadnych książek napisanych przez Marcina Jacobyego. Sinologa i znawcę kultury azjatyckiej. Nadszedł ten moment i skusiłam się aby swoją przygodę zacząć od Jego najnowszego reportażu „Tajwan. Herbatka na beczce prochu”. I chociaż wstęp nieco mnie znużył i przez ten fakt sądziłam, że pozycja nie będzie należała do moich ulubionych to jednak się pomyliłam.
Autor w niezwykle szczegółowy sposób zagłębia się w historię, kulturę i ustój geopolityczny państwa, które jest bytem Republiki Chińskiej. Byt, który posiada swój język, flagę oraz godło a także odrębną władzę.
Co do tej pory wiedziałam o tym państwie nie-państwie? Tyle, że jest wiodącym producentem mikroczipów. Natomiast książka otworzyła mi oczy na życie przeciętnego Tajwańczyka i jego stosunek do herbaty wulong. Opis restauracji, czyli to co mnie jako łakomczucha interesuje najbardziej. Nocne tragi i na czym się opiera ich bytność. Religia, która jest zróżnicowana. Opis historii rdzennych mieszkańców wyspy i jak ich mentalność zmienia się wraz z upływem czasu, ale również to, że życie na wyspie nie należy do najłatwiejszych. Czytelnik reportażu zaznajomi się także ze wskazówkami jak korzystać z tamtejszej kolei aby zwiedzanie Tajwanu było dla nas przyjemnością.
Niezmiernie zaciekawił mnie obraz Tajwanu przedstawiony przez Pana Marcina z obecnej perspektywy a porównywał go do swojego tam pobytu sprzed około 25 lat.
Dodatkowym „smaczkiem” jest „wkładka” do książki wzbogacona o prywatne zdjęcia autora a język jakim opisuje przyrodę, mieszkańców czy ustrój jest lekki, czasami nieco kpiarski dzięki czemu pozycji nie czyta się jak „suchego i bezbarwnego” ogłoszenia w gazecie.
„Tajwan. Herbatka na beczce prochu” to kapitalny wstęp do tego aby zakupić bilet lotniczy, zrobić rezerwację noclegu i wyruszyć na eksplorację tego egzotycznego miejsca.
Współpraca barterowa z Wydawnictwo Muza seria Spectrum poleca.