"Sylvia i powódź stulecia" to opowieść o tytułowej Sylvii, sierocie, która ucieka z każdego domu zastępczego do wakacyjnego ośrodka dla dzieci bez rodzin. To jedyne miejsce, gdzie czuje się dobrze, pomaga w stajni Masonowi i może spędzać czas z końmi, które kocha całym sercem.
Pewnej nocy, gdy zjawia się na miejscu świat zalewa wielka ulewa, w wyniku której wylewa pobliska rzeka. 13-letnia dziewczynka ma pomóc zagonić konie do stajni, lecz po drodze zauważa chłopca, któremu bez wahania rzuca się na ratunek. To wydarzenie na zawsze odmieni jej życie.
Jest to książka początkowo nieoczywista, autor tak snuje swą fabułę, że trochę trudno domyślić się co się dalej wydarzy, jaki będzie jej główny przekaz. Na koniec jednak na czytelnika spływa duża satysfakcja z lektury i nuta nostalgii czy zadumy.
Autor skorzystał tutaj z konceptu, który bardzo lubię- rzeki czasu, bardzo podobało mi się w jaki sposób wplótł go w swoją historię i jaką dzięki niej podróż mogli odbyć bohaterowie.
Sama Sylvia to dziewczynka, która nie może znaleźć swojego miejsca na tym świecie, ale łatwo ją polubić- jest zaradna, odważna, wrażliwa na piękno natury i zawsze gotowa nieść pomoc innym. Z ciekawością śledziłam jej losy.
Miło spędziłam czas z tą książką, wywołała we mnie nieco emocji, szczególnie pod koniec, styl autora mi odpowiadał, tak samo jak kreacja postaci czy sama historia. Podobał mi się wątek fantastyczny i użyte koncepty. Jest to powieść, do której pewnie przez jakiś czas będę wracać myślami, zdecydowanie z sympatią.
Jeśli lubicie klimatyczne historie, w nieco baśniowym klimacie, z rezolutnymi, sympatycznymi postaciami, motywem drogi, podróży w czasie, natury, przyjaźni, a także z problemami jak adopcja, samotność, poszukiwanie swojego miejsca, skutki katastrof, to warto zwrócić uwagę na ten tytuł ❤️