„Śmierć między wierszami” Alice Slater to publikacja, wobec której miałam naprawdę duże oczekiwania. Jako wielbicielka true crime, akcji osadzonej w księgarni lub ogólnie rzecz biorąc umieszczania książek w książkach, liczyłam na lekturę, od której nie będę mogła się oderwać i którą będę mogła nazwać perełką wśród publikacji! Czy tak się stało? Zdecydowanie nie.
Zacznę od tego, że książka, w której pojawia się wątek obsesji, czy niezdrowej fascynacji powinna wzbudzać niepokój i zdecydowanie trzymać czytelnika w napięciu, a fabuła powinna balansować na granicy między dobrem a złem. Natomiast w przypadku „Śmierci między wierszami” jedyne, co tak naprawdę dostajemy to wszechobecna nuda.
Sam pomysł na fabułę był naprawdę ciekawy. Zestawienie ze sobą perspektyw dwóch zupełnie różnych bohaterek i wpływu historii seryjnego zabójcy na ich życie mogło okazać się naprawdę fascynującą, poruszającą i przede wszystkim zachwycającą historią, gdyby nie kilka elementów, które były, przynajmniej dla mnie, nie do zaakceptowania.
Po pierwsze książka mogłaby być zdecydowanie krótsza, ponieważ pełno w niej było bezsensownych i niczego niewnoszących opisów jedzenia, wyglądu półek z książkami i tym podobnych rzeczy, które nie dość, że były straszliwie nużące to dodatkowo odwracały uwagę od tego, co w tej historii najważniejsze. Po drugie zarówno Pluskwa, jak i Laura, czyli dwie główne bohaterki, były straszliwie irytujące. I chociaż na początku publikacji nawet je polubiłam, z każdą kolejna przeczytaną stroną miałam ochotę wejść do książki i uderzyć je czymś ciężkim najlepiej w głowę.
Przyznam, że około 200 strony, miałam ochotę otworzyć okno i zobaczyć, jak mój egzemplarz „Śmierci między wierszami” kończy swoją egzystencję i odpływa w siną dal wraz z nurtem rzeki, która płynie w sąsiedztwie mojego mieszkania. Nie zrobiłam tego, tylko dlatego, iż do samego końca miałam nadzieję, że autorka zaskoczy mnie jakimś spektakularnym zakończeniem, które nie pozwoli zapomnieć mi o tej publikacji. Tymczasem otrzymałam jeszcze większe rozczarowanie, a po odczytaniu ostatniego zdania drugiego z epilogów, zamknęłam książkę, zastanawiając się, czy księgarnia, w której ją kupiłam, przypadkiem nie zechciałaby oddać mi moich ciężko zarobionych pieniędzy, które bezmyślnie wydałam na jej zakup.