Thriller YA Vincenta Ralpha pt. “Sekrety nigdy nie umierają” mimo iż skierowany jest docelowo do młodzieży, to dla dorosłego czytelnika też okaże się całkiem fajną rozrywką. A wyjątkowo dobrze przemówi do rodziców, gdyż to relacje nastolatka z rodzicami odgrywają w nim naprawdę ważne miejsce w fabule. Jest to historia piątki 17-latków, z których każdy z nich skrywa jakiś sekret tak wstydliwy, że nie chce go nikomu wyjawić - jednak, by nie obarczać się poczuciem winy, nie dać się zgnieść temu sekretowi, co roku wyjawiają je w pustej chacie w lesie. A jednak tegoroczny rytuał zostaje zakłócony i to od niego rozpoczyna się rozgrywka z nieznajomym przeciwnikiem - ktoś zna ich sekrety, ktoś zaczyna ich nękać. Krótkie rozdziały, pierwszoosobowa narracja i dynamiczna akcja z solidnymi twistami sprawiają, że książka od samego początku nieźle wciąga! Jej styl jednak jest uniwersalny, jedyny powiew nowoczesności to miejsce w fabule dla różnych tożsamości i orientacji. Postaci zbudowane są ciekawie, każdy obarczony jest własnym dramatem, a problemy z jakimi się borykają na co dzień wypadają bardzo normalnie - przede wszystkim są to oczekiwania co do przyjaciół, rodziców i dzieci. Dla mnie np. najtrudniejszą postacią był ojciec głównego bohatera, który usilnie przenosił na swoje potomstwo własne niespełnione marzenia. Oczywiście ważna jest i tematyka, jaką powieść niesie - skrywanie sekretów nigdy nie jest dobre - konsekwencje tylko narastają, tak samo jak i poczucie winy, a czasami po ich wyjawieniu okazuje się, że wcale nie były tak straszne, jak wydają się zachowane w tajemnicy. W końcu chyba nie ma na świecie człowieka, który kiedyś w swoim życiu nie zrobiłby czegoś głupiego, prawda? Książka propaguje otwartość i szczerą rozmową, a to wydaje mi się ważnym przesłaniem dla młodych ludzi.