Lucy Foley powraca z kolejnym thrillerem, który miał porwać i wciągnąć w wir tajemnic. "Sekret rezydencji" to bestseller numer 1 Sunday Times i książka, która obiecuje sekrety, kłamstwa i morderstwo. Czy spełniła moje oczekiwania? To skomplikowane.
Historia podzielona na dwie osie czasowe "kiedyś" i "dziś" miała budować napięcie i stopniowo odkrywać tajemnice luksusowej rezydencji. I rzeczywiście, tajemnice wychodzą na jaw, atmosfera gęstnieje, a bohaterowie skrywają więcej, niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. A jednak… zabrakło mi elementu, który sprawiłby, że nie będę w stanie odłożyć tej książki. Przez cały czas towarzyszyło mi dziwne uczucie - niby historia mnie angażowała, niby wciągała, ale jednocześnie miałam wrażenie, że czegoś mi brak.
Nie jest to thriller, który wbił mnie w fotel szokującymi zwrotami akcji. Raczej snuje swoją opowieść w sposób subtelny, odkrywając kolejne warstwy tajemnic. Momentami czułam lekki niedosyt, chciałam większego napięcia, mocniejszych emocji. Z drugiej strony, klimat tej historii, pełen niedopowiedzeń, atmosfery luksusu i mrocznych sekretów, potrafił mnie zaciekawić i sprawił, że mimo wszystko chciałam wiedzieć, jak to wszystko się skończy.
Czy warto przeczytać? Jeśli lubicie thrillery, które powoli odsłaniają tajemnice i skrywają w sobie pewien rodzaj eleganckiej intrygi, "Sekret rezydencji" może Was zainteresować. To książka, która znajdzie swoich zwolenników, ja jednak pozostaję z mieszanymi uczuciami. Nie mogę powiedzieć, że mnie rozczarowała, ale też nie zostanie w mojej pamięci na długo. A może po prostu miałam wobec niej zbyt wysokie oczekiwania? Żeby przekonać się czy ta książka Was wciągnie, musicie sięgnąć po nią sami i koniecznie podzielić się ze mną swoimi wrażeniami.